Dłonie Izzy drżały, gdy wsunęła ostatnią kartkę z powrotem do teczki i ją zamknęła. Jej ciężar spoczął na jej kolanach, ale ten prawdziwy ciężar znajdował się gdzieś głębiej – uwiązł w jej klatce piersiowej.
Siedziała tak przez coś, co wydawało jej się godzinami, nieruchoma, wpatrując się w teraz wyciszony gabinet. Lampa rzucała łagodne światło na biurko, podłogę, jej bose stopy – ale do niej to n






