**Aiden**
Poranne światło było okrutne.
Wlewało się przez żaluzje, przecinając pościel splątaną wokół naszych nóg i padając na fioletowe od zasinień ślady na szyi Noaha – te, które zostawiłem tam kilka godzin temu. Jego oddech omiatał moją pierś, powolny i nierówny, a jego dłoń wciąż spoczywała tam, gdzie zdradzało mnie bicie mojego serca.
Przez chwilę się nie ruszałem. Po prostu wpatrywałem się w






