**Noah**
Przeszliśmy przez klub jak aktorzy w sztuce, wymieniając uprzejme skinienia głów i delikatne uśmiechy, jakby świat za szkłem wcale nie mieścił w sobie tego, czego obawiałem się najbardziej.
Dłoń Williama spoczywała lekko, lecz posesywnie na moich lędźwiach. Moje nogi wydawały się być z papieru. Gwar dobiegający z sali jadalnej stawał się coraz cichszy, aż zamienił się w odległy szum.
Zani






