Odchodzi, ani na moment nie zdejmując uśmiechu z twarzy, zatrzymując się tylko raz, by na pożegnanie pomachać mi dłonią. Schodzi o kilka stopni w dół, a czubek jej głowy znika z pola widzenia. Czuję za plecami jakiś ruch i zanim zdążę zareagować, wargi Eleazara szepczą mi do ucha:
– Domyślam się, że istnieją takie rany w sercu, których nie widać gołym okiem.
Z jakiegoś powodu to wywołuje we mnie w






