Po omacku toruję sobie drogę do zasłon i odsłaniam je, by wpuścić trochę światła. Natychmiast zamykam drzwi – nie chcę, by ktokolwiek mnie widział, gdy mój umysł jest w takim chaosie. Wpadam na dziwny pomysł. Podbiegam do stolika nocnego, gdzie znajduję niezapaloną świecę i kilka zapałek. Zapalam jedną i zbliżam płomień do knota. Z nadzieją obserwuję płomień, pragnąc zobaczyć uwięzione w nim malut






