languageJęzyk

Rozdział 3 Weź pieniądze

Autor: Indigo Moon4 maj 2026

Vespera spojrzała na mnie spode łba. „Śledzisz nas?”

Kaelen patrzył na mnie z obrzydzeniem. „Posunęłabyś się aż tak daleko, żeby mnie powstrzymać?”

Skinął na Betę, by podszedł i mnie wyprowadził. Nie zdążyłam nawet dojść do stanowiska pielęgniarek, by zapisać się na badanie, i szarpałam się z całych sił, by wyrwać się z uścisku Bety.

„Przestań ją tak ciągnąć”. Spojrzałam w górę i zobaczyłam Vesperę rozkazującą Becie, by mnie puścił.

„Ona ma taką władzę?” – pomyślałam.

Beta mnie puścił, a przez sekundę, wbrew sobie, poczułam wdzięczność wobec Vespery.

Wtedy podeszła i stanęła przede mną. Choć jej postawa była łagodna, emanująca damą pełną niewinności przed innymi osobami na szpitalnym korytarzu, w jej oczach czaił się niebezpieczny błysk.

Vespera pochyliła się ku mnie, udając, że chce mi tylko pomóc otrzepać ubranie po szamotaninie z Betą. Zamiast tego szepnęła: „Wiem, kim jesteś, ty nisko urodzona, polująca na kasę dziwko. Nie masz żadnego statusu. Nie jesteś dla niego wystarczająco dobra”.

Otworzyłam usta z wrażenia, porażona jej bezczelnością. Mimo mojego statusu społecznego, wciąż byłam prawowitą żoną Kaelena – o czym, jak sama wskazała, wiedziała. Zesztywniałam z oburzenia, ale wiedziałam, że jako człowiek nie mam żadnych podstaw, by dać upust swoim uczuciom.

„Ile chcesz, żebyś zostawiła go w spokoju? Na dobre?” – zapytała Vespera, szarpiąc mnie za rękaw bluzki. „Zapłacę ci”.

Tego było za wiele. „Mówisz poważnie? Myślisz, że możesz się z tego wykupić? Że zapłacisz mi i przejmiesz moje życie?”

Vespera tylko się uśmiechnęła. Sięgnęła do torebki, a potem wyciągnęła rękę w moją stronę, niczym właściciel groźnego psa oferujący mu smakołyk. Jak pokusę.

Jak łapówkę.

Bez zastanowienia zamachnęłam się i wytrąciłam jej kartę z dłoni. Jak ona śmiała traktować mnie jak kogoś, kogo można kupić? Jedną rzeczą było nazwanie mnie dziwką, ale zupełnie inną założenie, że moje zasady moralne mają swoją cenę.

Karta pofrunęła w powietrzu z taką siłą, że uderzyła Vesperę w brzuch.

Kobieta krzyknęła z bólu.

Kaelen podbiegł do niej, gromiąc mnie wzrokiem. „Co ty wyprawiasz?”

Kaelen dopadł do boku Vespery, podtrzymując ją.

„Elaro. Wyjdź”. Jego ton był surowy, ostry. Kaelen nigdy wcześniej nie mówił do mnie w ten sposób.

Stałam tam oszołomiona, patrząc, jak pociesza Vesperę i troszczy się o nią. Patrzyłam, jak mój mąż traktuje tę inną kobietę jak kruchą i drogocenną istotę, podczas gdy mnie traktowano jak złoczyńcę. Gorzej niż złoczyńcę – jak dziwkę.

Mogłam znieść chłód, zaniedbanie, nawet pogardę. Ale nie zniosę poczucia, że to ja jestem tą „drugą”. To jest nasze małżeństwo, prawda? Nieważne, jak skromne czy ukryte, to wciąż małżeństwo. Ale on je zniszczył swoją zdradą. Po prostu nie mogę tego wytrzymać.

„Chcę rozwodu”. Nie mogłam już dłużej powstrzymywać ciśnienia, które narastało we mnie od środka.

POV KAELENA

Rozwód?

Mój wilk się sprzeciwił. NIE – warknął Zarok.

„Uspokój się, Zarok” – przypomniałem mu.

Ona nie może odejść – powiedział Zarok. Jest o niebo lepsza od tej okropnej kobiety.

„Vespery?” – zapytałem go.

Nieważne – odparł.

„Zobacz, co zrobiła, Zarok” – powiedziałem. „Gdy tylko pojawiła się Vespera, Elara zaczęła robić sceny w biurze. Nigdy wcześniej tam nawet nie zaglądała”.

Zarok milczał z oburzeniem.

„Elara nawet śledziła Vesperę do szpitala” – kontynuowałem. „Zamierza sprzedać informację o ciąży Vespery tabloidom. Wszystko to dla pieniędzy”.

Nie ufam Vesperze – odpowiedział Zarok. Czuję, że udaje. Kłamie.

„Ale chciwość leży w naturze Elary. Pamiętasz, jak w ogóle wpakowaliśmy się w to bagno?” – argumentowałem.

Zarok mruknął. Obaj doskonale pamiętaliśmy. Kiedy pierwszy raz się ze sobą przespaliśmy, zapłaciłem Elarze tyle, ile uznałem za godziwą stawkę. Jednak ona poprosiła o więcej; ta spora suma jej nie wystarczyła.

Rankiem po tym, jak Vespera ze mną zerwała, obudziłem się z bólem głowy i piękną kobietą leżącą obok mnie. Jedyne, co pamiętałem, to picie w barze poprzedniego wieczoru, ale nie miałem pojęcia, jak wyszedłem, jak wróciłem do domu, ani kim jest ta kobieta.

Patrzyła na mnie z oczami szerokimi z zaskoczenia i podziwu, ale ja jej nie znałem. Nie mogłem powiedzieć, by był to wyraz twarzy, którego wcześniej nie widziałem u zauroczonych kobiet. Byłem w końcu Alfą Watahy Briar.

Wstałem, żeby wziąć prysznic, a kiedy wróciłem, ona wciąż tam była, czekając z wyczekującym spojrzeniem. Nie miałem pojęcia, na co mogła czekać. Zazwyczaj kobiety, z którymi sypiałem, paliły się do tego, by wymknąć się w nocy, co najwyżej zostawiając swój numer w moim telefonie z notatką, bym zadzwonił, jeśli zechcę to powtórzyć.

Byłem jednak taki zrozpaczony... Czy byłem? To nie było wykluczone.

Wyciągnąłem z kieszeni doładowaną kartę i podałem jej.

„To dla ciebie” – powiedziałem.

Jej oczy zmieniły wyraz z wyczekiwania na szok, a potem na smutek. Wydało mi się to dziwne. Gdyby naprawdę była prostytutką, byłaby już przyzwyczajona do takiej wymiany. W mojej głowie kłębiły się myśli, próbowałem sklecić jakieś akceptowalne przeprosiny.

Kobieta popatrzyła przez chwilę na kartę, wahając się, po czym wzięła ją z mojej dłoni.

A więc moje założenia były słuszne.

Spojrzała na mnie. „Czy mógłbyś...” – urwała, a potem kontynuowała: „Czy mógłbyś dołożyć coś jeszcze?”

Choć okazało się, że Elara faktycznie nie była prostytutką, pożyczała ode mnie pieniądze jeszcze kilka razy. Zawsze prosiła o znaczną kwotę.

Może była ze mną tylko dla pieniędzy, ale miałem obsesję na punkcie jej ciała. Zarok miał obsesję na punkcie jej zapachu.

Pewnego dnia Elara zaczęła odmawiać przyjmowania moich pieniędzy. Gdy zapytałem dlaczego, powiedziała, że chce po prostu ze mną być. Byłem pewien, że zależy jej na bardziej stabilnej relacji, by wyciągnąć ode mnie jeszcze więcej korzyści. Mimo to pożądałem jej ciała, a jej obecność stała się dla mnie czymś naturalnym.

Nalegań Zaroka również nie dało się zignorować, a zawsze uważałem go za dobrego sędziego charakterów.

Dałem jej kontrakt małżeński. Trzeba przyznać, że warunki były surowe. Nasze małżeństwo miało być tajemnicą, o której nikt nie mógł się dowiedzieć. Przyjęła moją ofertę bez wahania.

Zarok mruknął: „Nie rozwodź się z nią. Będziesz żałować”.

Elara zachowywała się nieracjonalnie. Nigdy wcześniej nie wspominała o rozwodzie. To był impuls, napad złości wywołany pojawieniem się Vespery – innej kobiety w moim życiu.

Kobiety odpowiedniej, z którą mógłbym się ożenić publicznie. Która mogłaby zostać Luną Watahy Briar.

„Wracaj do domu, Elaro” – nakazałem. „Od teraz nie masz prawa opuszczać domu bez mojego pozwolenia”.

„Czy ty mnie kiedykolwiek naprawdę kochałeś? Choćby odrobinę?” – zawołała Elara z płaczem.

Chciałem powiedzieć „nie”. Nasz związek nigdy nie opierał się na romansie, lecz na wygodzie. Ona mogła korzystać z zasobów, jakie dawała moja pozycja Alfy. Ja miałem jej ciało i gosposię na miejscu.

Jednak Zarok ryknął w proteście. Wmawiałem sobie, że to tylko przyzwyczajenie do tego, że się mną opiekuje. Miłość nigdy nie wchodziła w grę.

„Łączy nas tylko seks. I pieniądze” – syknąłem, przytulając Vesperę do boku.

Gdy tylko te słowa opuściły moje usta, poczułem w klatce piersiowej uciskający ból.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki