POV ELARY
Serce mi pękło, gdy Kaelen odwrócił się ode mnie, wciąż obejmując Vesperę, a jego słowa dźwięczały mi w uszach. Odwróciłam się i odeszłam. Prawie słyszałam szloch w głębi duszy, głos nieustannie wołający moje imię.
Zaczęłam się pakować natychmiast po powrocie do domu. Dom – nasz dom – był wypełniony tyloma wspomnieniami. Były tu kwiaty i rośliny, które sama ułożyłam, wazony, obrazy, a nawet kolor sofy i poduszek.
Jednymi z moich ulubionych przedmiotów w domu były narzuty na meble, które sama nauczyłam się tkać. Precyzyjne ruchy przy tkaniu często przypominały mi szkołę medyczną, naukę zakładania szwów na skórze z odpowiednią głębokością i zręcznością. Wmawiałam sobie, że zarówno tkanie narzut, jak i zszywanie ludzkich ciał jest piękne, każde na swój unikalny sposób.
Kaelen nigdy nie powiedział głośno, że lubi te narzuty, ale często siadał na tej sofie i przeglądał dokumenty. Odchylał się do tyłu, swobodnie wertując ważne papiery i nowe propozycje, wyglądając na bardziej zrelaksowanego niż kiedykolwiek indziej.
Ostrzegałam samą siebie, by więcej o nim nie myśleć. Zniszczył wszystko. Podobnie jak te narzuty, sama wytworzyłam to życie dla siebie. Więzienie, w którym byłam zamknięta, zbudowałam własnymi rękami.
Kaelen nigdy tak naprawdę mnie nie doceniał, ani tej klatki, którą stworzyłam, a teraz chciał mnie w niej jeszcze mocniej zamknąć, zacisnąć łańcuchy bardziej niż dotychczas. Za kogo on mnie uważał? Za swoją zabawkę?
Kogoś, kto po prostu siedzi w domu, gotowy rozchylić nogi, kiedy tylko on nabierze na to ochoty?
Moje bagaże były porozrzucane po całym domu, podczas gdy ja decydowałam, co zabrać, a co zostawić. Stałam za kanapą, przesuwając palcami po tkanej strukturze pokrowca. Spędziłam nad tym projektem tyle czasu, że kusiło mnie, by go wziąć.
Ale wiedziałam, że nigdy nie będę mogła na niego spojrzeć, nie myśląc o Kaelenie, o jego kruczoczarnych włosach i niebieskich oczach, o jego długich kończynach spoczywających na miękkich włóknach.
Postanowiłam je zostawić. Przynajmniej będą dowodem na to, że tu byłam, nawet jeśli nikt inny nie zechce uznać ogromnej roli, jaką odegrałam w życiu Kaelena.
Skończyłam pakowanie w sypialni. Gdy w końcu zasunęłam zamek ostatniej walizki i zakleiłam ostatnie pudełko mocną, przezroczystą taśmą, położyłam się na łóżku. Próbowałam odpocząć, ale nie byłam w stanie przespać nocy.
Kaelen nie wrócił do domu. Nie było to zupełnie niezwykłe, ale kontekst był teraz inny; zazwyczaj przysyłał wiadomość, gdy nie miał zamiaru wracać, bym nie przygotowywała kolacji do odgrzania.
Włączyłam wiadomości i na ekranie telewizora ukazał się obraz Kaelena i Vespery wchodzących do luksusowej restauracji. Natychmiast wyłączyłam telewizor. Nie chciałam, aby ona, nawet jej wizerunek, zbezcześciła tę sypialnię, którą dzieliłam z Kaelenem.
Przynajmniej dopóki jeszcze tu byłam.
Następnego ranka, gdy tylko wybbiła przyzwoita godzina na wykonanie telefonu, skonsultowałam się z prawnikiem. Powiedział mi to, co już wiedziałam: jeśli się z nim rozwiodę, będę musiała opuścić Watahę Briar.
Podjęłam decyzję.
Kupiłam bilet na wyjazd.
NARRACJA TRZECIOOSOBOWA
Vespera odetchnęła z ulgą. Kaelen w końcu wyszedł do pracy, w końcu zostawił ją samą. Mogła odetchnąć, nie duszona już przez jego przesadną szarmanckość i jej własną sieć kłamstw.
„Jesteś pewna, że mogę cię zostawić?” – pytał ją Kaelen. „Mogę powiedzieć w biurze, że dziś nie przyjdę”.
„Och, kochanie” – mruknęła Vespera, najlepiej jak potrafiła udając skromną, oddaną kobietę. „Oczywiście, że sobie poradzę. W końcu mam tu własną ochronę. Nie pozwolą, żeby cokolwiek mi się stało”.
„Dobrze” – Kaelen w końcu ustąpił – „ale jeśli pojawi się Elara, chcę, żebyś natychmiast skontaktowała się z moim biurem. Będę w domu tak szybko, jak to możliwe”.
„Oczywiście, skarbie” – odpowiedziała Vespera.
Gdy tylko Kaelen wyszedł z domu, a Vespera zobaczyła jego samochód znikający za podjazdem, zerwała się do działania.
„Natychmiast skontaktuj się z moim biurem” – powtórzyła Vespera, przedrzeźniając troskę Kaelena. „Jasne. Jakbym potrzebowała Alfy do ochrony”.
Vespera bardzo dobrze znała Alfów, a także to, co postrzegała jako ich pychę. W końcu sama była córką Alfy Watahy Onyksu.
Starała się o tym za dużo nie myśleć. Nieudolność jej ojca była powodem, dla którego tu była, osobiście łącząc obie watahy. Nic by się nie działo, gdyby sama nie przejęła sterów.
Vespera zrzuciła falbaniasty szlafrok i pewnym krokiem zeszła po schodach do swojego gabinetu. Usiadła za wspaniale rzeźbionym biurkiem, zapaliła lampkę i otworzyła swój mały czarny notes.
Kogo najlepiej byłoby zwerbować do jej planu? Nie brakowało jej przestępców i „niegrzecznych chłopców”, których mogłaby zjednać dla swojej sprawy. W końcu uwodzenie mężczyzn było jedną z najlepiej wyćwiczonych umiejętności Vespery.
Ale komu mogła zaufać na tyle, by zrobił to, czego potrzebowała? Kto najlepiej nadawałby się do zamordowania Elary, nie zwracając Kaelena przeciwko Vesperze? Kto byłby bezwarunkowo lojalny, wybierając Vesperę ponad pokusę nagrody pieniężnej czy bohaterskiej sławy?
Vespera kartkowała notes. Miała sekcje podzielone według zawodów, każde nazwisko opatrzone informacją o tym, co dany mężczyzna może dla niej zrobić. Zatrzymała się na stronie zatytułowanej „Lotnisko Watahy Briar”.
Znajdując potrzebny numer, Vespera wybrała go na telefonie. Po krótkiej rozmowie jej podejrzenia się potwierdziły. Elara Sylver zarezerwowała lot z terytorium Watahy Briar na dzisiejsze popołudnie.
Vespera musiała działać szybko.
Przejrzała resztę strony. Kolejny telefon wymagał nieco więcej umiejętności przekonywania.
„Vespera?” – usłyszała w słuchawce głośny ryk silników samolotowych i dźwięki mechaników. Idealnie. Był w pracy.
„Witaj, skarbie” – zamruczała. „Mam do ciebie prośbę”.
Po drugiej stronie zapadła cisza. „Tak?”
„Potrzebuję, żebyś sabotował silniki lotu po tym, jak piloci przeprowadzą kontrolę bezpieczeństwa”. Vespera czekała na reakcję swojego rozmówcy.
„Vespera, to dość poważna sprawa” – powiedział mężczyzna. „Co z tego będę miał?”
„Cóż, drogi mój” – odparła Vespera. „Cokolwiek twoje serce zapragnie, mogę to spełnić”.
„Cokolwiek?” – mężczyzna miękł pod jej prośbami, dokładnie tak, jak przewidziała Vespera.
„Wszystko” – powiedziała.
„Dobrze. Uznaj to za załatwione”.
Vespera oparła się na krześle po odłożeniu słuchawki, zadowolona ze swojego planu. Wszystko było na swoim miejscu.
Wkrótce Elara będzie martwa.






