languageJęzyk

Rozdział 5 Śmierć

Autor: Indigo Moon4 maj 2026

POV ELARY

W drodze na lotnisko zatrzymałam się przy budce ochrony przy wjeździe na parking biurowy. Strażnik najeżył się na mój widok, ale podniosłam do góry brązową kopertę, którą trzymałam w ręku.

W końcu przyjął do wiadomości, że nie próbuję włamać się na teren firmy ani wywołać kolejnej sceny. Zgodził się, że przesyłka trafi do Kaelena, choć wyjaśnił mi, że najpierw muszą ją sprawdzić, by upewnić się, czy nie przemyciłam tam wąglika albo bomby.

A więc ktoś zobaczy papiery rozwodowe, pomyślałam, a wraz z nimi diamentowy naszyjnik, na który nigdy sama nie mogłabym sobie pozwolić.

Ktoś się dowie, że mówiłam prawdę. Że naprawdę byłam legalną żoną Kaelena, a nie tylko jakąś szaloną ludzką kobietą, która nie znała swojego miejsca.

Ten naszyjnik był niegdyś moim najcenniejszym skarbem. Kaelen podarował mi go w dniu ślubu.

Wciąż pamiętałam dotyk jego palców na mojej szyi, gdy odgarniał mi włosy, uważając, by nie zepsuć misternego upięcia, które sama sobie zrobiłam. Ponieważ był to tajny ślub, nie miałam tradycyjnej białej sukni ani zespołu stylistek, które by nade mną skakały. Ten prezent sprawił jednak, że tamten dzień wydał mi się prawdziwy, prawomocny, nawet bez tradycyjnej pompy.

Uwielbiałam ten naszyjnik, prawie nigdy go nie zdejmowałam. Nosiłam go jako dowód na to, że Kaelen coś do mnie czuje, bez względu na to, jak bardzo upierał się, że nasze małżeństwo zrodziło się tylko z wygody.

Teraz myśl o zatrzymaniu go wydawała się gorzkim przypomnieniem tego, jak wiele poświęciłam dla człowieka, któremu nigdy na mnie nie zależało.

Odeszłam, kierując się w stronę lotniska. Jakieś piętnaście minut później zadzwonił Kaelen.

„Co ty przez to rozumiesz, Elaro?” – zapytał. Wyczuwałam panikę czającą się pod jego stoickim tonem.

„Skończyłam z tym, Kaelen. Masz teraz Vesperę. Po prostu pozwól mi odejść”.

„To oznacza, że dostaniesz połowę mojego majątku, tak?” – odparł Kaelen chrapliwym głosem. „Dlatego chcesz rozwodu”.

Zagotowało się we mnie z wściekłości. Odkąd się poznaliśmy, Kaelen zakładał, że przywiązałam się do niego dla pieniędzy. Oczywiście na początku fundusze były miłym dodatkiem, ale nigdy nie stanowiły mojej motywacji do bycia z nim.

Potem zalał mnie ból. Znałam Kaelena tak dobrze, wiedziałam nawet, jaką lubi herbatę. Tymczasem on nigdy nie zadał sobie trudu, by dowiedzieć się czegokolwiek o mnie czy o moim sercu.

Rozłączyłam się.

Uznałam, że moje nowe życie zaczyna się właśnie teraz. Sięgnęłam do plecaka, w którym miałam bagaż podręczny. Były tam wszystkie moje najdroższe pamiątki.

Wyciągnęłam zdjęcie babci, podniosłam je do ust i ucałowałam. W duchu poprosiłam ją, by pobłogosławiła ten nowy rozdział mojego życia.

Babcia była moją jedyną rodziną na świecie. Dorastałam jako sierota, a babcia znalazła mnie na progu sierocińca Watahy Briar pewnej mroźnej zimy. Walczyła o mnie, a rodzice Kaelena, poprzedni Alfa i Luna, wzięli mnie pod swoje skrzydła, pozwalając mi przeżyć i chodzić do szkoły. Choć byli bogaci, byli też miłosierni; mimo że słyszałam o ich synu, nigdy go nie spotkałam, gdyż zawsze przebywał w prywatnej szkole lub na innych ważnych uroczystościach watahy.

Jednak gdy byłam nastolatką, babcia zachorowała. To ona zmotywowała mnie do podjęcia studiów medycznych na Uniwersytecie Wilków, w nadziei, że uda mi się znaleźć lekarstwo na jej chorobę. Niestety, studia medyczne są najdroższe i nawet stypendium przyznane przez Alfę i Lunę nie wystarczało na opłacenie czesnego i przeżycie jednocześnie.

Kiedy poznałam Kaelena i on podał mi tę kartę kredytową, nie miałam innego wyjścia, jak ją przyjąć. To był jedyny sposób, by pomóc babci, i choć wiedziałam, że Kaelen uważa mnie za dziwkę, musiałam prosić o więcej.

To nie znaczyło, że założenia Kaelena na mój temat nie bolały. To nie znaczyło, że nie czułam upokorzenia, handlując seksem za pieniądze.

By walczyć z tym upokorzeniem, oferowałam Kaelenowi zwrot pożyczonych pieniędzy. Jednak za każdym razem, gdy to proponowałam, on tylko prychał z pogardą.

„Wszystko, co musisz robić, to rozchylać te swoje ładne nogi” – warczał, a wstyd zalewał mnie, nawet gdy w moim podbrzuszu narastało podniecenie.

Babci dawno już nie było, a Kaelen udowodnił, że nasze małżeństwo to sprawa przegrana. W Watasze Briar nie zostało dla mnie zupełnie nic.

Weszłam na pokład samolotu, starając się usadowić na miejscu przy oknie. Byłam wdzięczna, że udało mi się je zająć.

Kilka godzin po starcie samolot zaczął drżeć, rzucając nami bezlitośnie w fotelach.

„Najpierw załóż własną maskę” – przypomniałam sobie instrukcję stewardessy z początku lotu.

To działo się naprawdę. Mogłam zginąć.

Naciągnęłam maskę tlenową na twarz, podczas gdy samolot zaczął trząść się jeszcze gwałtowniej.

Widziałam tylko odcienie błękitu. Jasne niebo. Bezkresne, granatowe morze.

Zalała mnie rozpacz.

POV KAELENA

Wepchnąłem papiery rozwodowe do dolnej szuflady biurka, udając przed samym sobą, że nie istnieją. Nie potrafiłem jednak schować naszyjnika Elary. Zamiast tego wsunąłem go do kieszeni spodni, raz po raz wkładając tam rękę, by dotknąć palcami delikatnego złotego łańcuszka.

„Elara po prostu wyjechała, żeby przewietrzyć głowę” – wmawiałem sobie. „Niedługo wróci. Byłem tego pewien”.

Może po prostu nie chciałem wierzyć, że Elara mogłaby naprawdę odejść na dobre.

Mimo wszystko zostałem w swoim biurze w siedzibie watahy. Miałem wprawę w odsuwaniu życia prywatnego na bok, by skupić się na tym, co musi zostać zrobione dla firmy i dla Watahy Briar. Próbowałem przebić się przez ból, co zazwyczaj nie stanowiło wyzwania.

W końcu wpadłem w rytm pracy, a przynajmniej tak mi się wydawało, dopóki mój Beta nie odchrząknął.

Stał przed moim biurkiem z troską na twarzy.

„Alfo, wydajesz się dzisiaj nieobecny” – powiedział.

Wtedy zdałem sobie sprawę – bez niej śniadanie nie smakowało tak samo. Nie było nikogo, kto pomógłby mi wybrać garnitur, i nikogo, kto życzyłby mi „Dzień dobry”.

Bez niej nie było delikatnego pocałunku na pożegnanie każdego ranka, pocałunku, który zawsze zdawał się nieść w sobie więcej uczucia, niż pozwalałem sobie przyznać.

Robiłem co w mojej mocy, by zepchnąć te uświadomienia w głąb umysłu, choć miejsce, w którym przechowywałem uczucia i ból, stawało się coraz ciaśniejsze. Spotkaliśmy się z Vesperą i Starszyzną, by omówić umowy o wymianie gospodarczej między naszymi watahami.

Starszyzna nalegała na spotkanie z Vesperą po tym, jak dowiedzieli się, że nosi moje dziecko. Sugerowali, bym się z nią ożenił. Vespera zawsze była łagodna, opanowana i szlachetna. Była doprawdy idealną kandydatką na Lunę.

Ale ja miałem już żonę. Nie mogłem przestać myśleć o Elarze.

Oczywiście, Vesperę i mnie łączyła wspólna przeszłość. Poznaliśmy się na studiach na Uniwersytecie Wilków i zaczęliśmy się spotykać, gdy zdaliśmy sobie sprawę, że pochodzimy z podobnych światów – ja jako przyszły Alfa Briar, ona jako córka Alfy Onyksu. Politycznie nasz związek miał sens i nie mogłem zaprzeczyć, że była elegancka i piękna w sposób, jakiego pożądałby każdy wilk.

Jednak Vespera ze mną zerwała. Powiedziała, że jej rodzice nie akceptują naszego związku. Myślałem, że zostanie moją żoną i zacząłem już snuć plany na naszą wspólną przyszłość po studiach.

Ta strata złamała mi serce.

Wtedy poszedłem do tego baru. Poznałem Elarę i jakimś cudem jej czułość pozszywała mnie w całość.

Moje życie dawało mi się we znaki. Jako pierwszy przyznałbym, że większość czasu spędzałem pracując. Zaniedbywałem własne uczucia. Jak miałem myśleć o uczuciach kogokolwiek innego?

Potem, dwa tygodnie temu, piłem w barze po pracy. Wysłałem do domu wiadomość, że zostaję na noc w biurze i żeby Elara nie spodziewała się mnie przed jutrem.

I wtedy, zamawiając drinki, wpadłem na Vesperę. Miałem już o kilka kolejek za dużo, ale nikt nie zamierzał odmawiać Alfie Watahy Briar.

Następną rzeczą, jaką pamiętałem, był poranek – leżałem w łóżku Vespery. Nagi.

„Mam wybraną partnerkę” – powiedziałem, a panika w moim głosie sprawiła, że sam się wzdrygnąłem.

„W porządku” – odparła Vespera, wykrzywiając swoje idealne usta w łagodnym uśmiechu. „Będziemy udawać, że to się nigdy nie wydarzyło. W końcu wiemy, że moi rodzice nie pochwalają nas”.

Odetchnąłem z ulgą, wdzięczny za jej wyrozumiałość, spychając panikę i poczucie winy w głąb umysłu.

Potem, zaledwie kilka dni temu, powiedziała mi, że spodziewa się mojego dziecka. Jaki miałem wybór? Musiałem sprowadzić ją do watahy.

Czy zamierzałem się z nią ożenić i rozwieść z Elarą?

Zadzwonił Beta, a dźwięk telefonu wyrwał mnie z zamyślenia. Elara kupiła bilet lotniczy – naprawdę planowała odejść. Zarok, mój wilk, ponaglał mnie, bym poszedł jej szukać. Zamiast tego kazałem Becie ją sprowadzić.

Elara po prostu znów grała w jakieś nieracjonalne gierki. Gdyby tylko mogła stać się dla mnie łagodniejsza, mógłbym jej wybaczyć.

„Czekaj” – powiedziałem do słuchawki, gdy w mojej głowie zaświtała pewna myśl. „Dlaczego Elara była w szpitalu?”

Czekałem, aż Beta wróci z informacją, chwytając telefon, gdy tylko zadzwonił.

„Alfo” – powiedział Beta – „samolot się rozbił. Elara nie żyje”.

„To nie wszystko, Alfo”. Beta przerwał, po czym odchrząknął. „Była w szpitalu na wizycie prenatalnej. Była w ciąży z twoim dzieckiem. Oboje zginęli”.

Pokój zaczął wirować wokół mnie.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: Rozdział 5 Śmierć - Spóźniony żal alfy: Powrót ukrytej luny | StoriesNook