languageJęzyk

Rozdział czwarty

Autor: Icerenia27 mar 2026

– Ja... Nie wiem, czy potrafię to zrobić – wydukała.

Wziął głęboki wdech i wypuścił go powoli. – Chcesz wyjść.

– Nie... Ja... – Gen zamknęła oczy i uznała, że szczerość to najlepsze wyjście. – Nie potrafię tego zrobić, jeśli nie powiesz mi o sobie chociaż jednej rzeczy. Nie potrafię... uprawiać seksu z kimś, kogo nie znam – wyjaśniła Gen.

Matteo podciągnął kolana do klatki piersiowej. – Mówiłem ci w barze, że nie szukam seksu. Miałem ciężkich kilka... lat – powiedział z ciężkim westchnieniem. Spojrzał na nią, a jego orzechowe oczy zalśniły złotem w świetle lampki stojącej obok niego. – Chcę tylko, żebyś się koło mnie położyła. Może pozwoliła mi się przytulić, żebym mógł złapać kilka godzin snu.

– To jest... w pewien sposób jeszcze bardziej intymne? Proszę? Tylko jedna rzecz.

Matteo wziął wdech i zacisnął pięści, po czym wypuścił powietrze i rozluźnił uścisk. Jego oczy spotkały się z jej spojrzeniem. – Dzisiaj odbył się pogrzeb mojej matki i brata.

– O... O mój Boże, ja...

Uniósł dłoń. – W porządku. Po prostu chodź i się połóż, proszę – powiedział. Uniósł kołdrę po jej stronie.

Po jej stronie? Serce Gen zaczęło obijać się rykoszetem o jej żebra, gdy stawiała te kilka ostatnich kroków w stronę jego łóżka.

– Nie chcesz wiedzieć czegoś o mnie? – zapytała, grając na zwłokę, gdy stanęła na skraju łóżka.

Matteo zsunął się w dół, dopóki większość jego klatki piersiowej nie znalazła się bezpiecznie pod kołdrą. Założył lewą rękę za głowę i spojrzał na nią spod ciężkich powiek. – Chcę wiedzieć o tobie wiele rzeczy, ale zadowolę się jedną – przyznał.

Gen zamyśliła się przez chwilę, próbując znaleźć coś na równie osobistym poziomie, co to, co on ujawnił. – Moja młodsza siostra wychodzi jutro za mąż. Może być?

Matteo ponownie uniósł kołdrę, żeby weszła do łóżka. Wzięła głęboki oddech i wsunęła się w komfortową chmurę, jaką było jego wielkie łóżko. Jedwabne prześcieradła wydawały się być wspaniałe w dotyku na jej gładkich nogach. Rozprostowała je i zsunęła, rozkoszując się tym uczuciem. Wtedy jej palce u stóp musnęły szorstkie włosy na jego nodze i zamarła.

– Tylko się teraz nie wstydź, na miłość boską, nosisz moją bieliznę – mruknął Matteo.

Zanim zdążyła zaprotestować, manewrował ciałem tak, by być bliżej niej. Jego prawe ramię opadło za jej plecami i przyciągnęło ją do jego gorącej skóry. Westchnęła cicho, a jej dłoń opadła na jego klatkę piersiową, podczas gdy wciągnął ją na swój bok. Szturchnął jej głowę, by położyła ją w zagłębieniu między jego ramieniem a klatką piersiową. Wypuścił z siebie długi oddech, podczas gdy poprawiała się, by ułożyć się wygodniej.

– Właściwie to mam na sobie własną bieliznę – dodała, by przełamać niezręczne napięcie, jakie odczuwała, będąc przyciśnięta do jego twardego ciała.

– Jeszcze lepiej – wymamrotał w czubek jej głowy.

Minęło kilka chwil ciszy, ale wiedziała, że nie śpi. Jeszcze się nie zrelaksowała i skubała palcami prześcieradło. Tymczasem jego palce ślizgały się po jej włosach i wzdłuż pleców.

– Moja mama zmarła, kiedy miałam czternaście lat – powiedziała bez zastanowienia. Usztywnił się pod nią, a jego palce zamarły na linii jej kręgosłupa.

– Naprawdę mam na imię Matteo – odparł.

– Nie musimy prowadzić rejestru tego, kto co ujawnia – zapewniła go. Zmruczał coś ponad nią, a ona mogłaby przysiąc, że czuła, jak jego wargi muskają jej czoło. Jej palce przeczesywały krótkie włosy na jego klatce piersiowej. – Ty... Możesz płakać... jeśli chcesz. To brzmi głupio, ale mi to naprawdę bardzo pomogło. Na początku byłam w ogromnym szoku, ale kiedy w końcu uwolniłam ból, łatwiej było mi ruszyć naprzód.

– Ja nie płaczę.

– Jasne, mówiłam tylko na wypadek, gdybyś...

– Nie będę płakał – powtórzył.

– Dobrze... w takim razie dobranoc.

– Dobranoc.

Pod wpływem rytmicznego przeczesywania jej włosów jego palcami oraz ciepła jego ciała przenikającego do jej własnego, Gen poczuła, że ogarnia ją sen, znacznie szybciej, niż sądziła, że to możliwe. Niedługo potem jednak obudziło ją lekkie drżenie skóry pod nią. Zamrugała kilkakrotnie, próbując się zorientować. Znieruchomiała, uświadomiwszy sobie, że jej włosy stały się wilgotne. Gen zastanawiała się, czy powinna to zignorować. Z pewnością dorosły mężczyzna, który przyprowadził kobietę do domu, by dzieliła z nim łóżko, nie chciał, aby ta kobieta widziała go w tak wrażliwym stanie?

Gen powróciła wspomnieniami do nocy, w której śmierć jej matki wreszcie stała się dla niej czymś rzeczywistym. Szlochała niekontrolowanie. Powietrze odmawiało wypełnienia jej płuc, ponieważ szlochy były tak intensywne i długie. Niemal zemdlała, dopóki jej ojciec nie wpadł do pokoju i nie objął jej rozpaczliwym uściskiem. Nie musiał nawet nic mówić. Wszystko, co zrobił, to trzymał ją i pozwolił jej poczuć żal w całej jego potwornej sile, aż szlochanie wymusiło na niej sen.

Gen zaryzykowała. Uniosła się, ignorując jego zaciskający się uścisk, którym próbował zmusić ją do pozostania na miejscu. Przeturlała się, dopóki nie usiadła okrakiem na jego biodrach. Matteo odwrócił twarz. Odmawiając wycofania się, Gen położyła obie dłonie na jego policzkach i zmusiła go do odwrócenia głowy, by spojrzał jej w twarz. Jego oczy były spuchnięte, przekrwione, ciężkie. Płakał od dłuższego czasu. Przygryzł dolną wargę, próbując stłumić urywany oddech.

Gen pochyliła się i mocno oplotła ramiona wokół jego szyi. Chwilę później uniósł się i owinął ramiona wokół jej pleców. Objął ją mocno. Jej klatka piersiowa była przyciśnięta do jego, co utrudniało jej oddychanie. Ukrył twarz w jej szyi, gdy jego płacz przerodził się w szloch. Jego palce wbijały się w jej plecy, desperacko próbując znaleźć punkt oparcia w świecie wywróconym do góry nogami. Odwzajemniła ten przypominający imadło uścisk, dając mu znać, że jest tam, by stanowić dla niego kotwicę. Matteo płakał w jej ramię, aż jego bluza przesiąkła jego łzami. Nawet gdy szlochy ustały, nadal go trzymała. W pewnym momencie zasnęła oparta o jego ramię.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: Rozdział czwarty - Więcej niż jedna noc: Obsesja Dona | StoriesNook