languageJęzyk

Rozdział dziewiąty

Autor: Icerenia27 mar 2026

Gen spojrzała w górę, w przystojną twarz Matteo. Nagle wszystkie ostrzeżenia, paranoja i nerwy wyparowały w powietrzu dookoła niej.

– Więc jednak mogę zobaczyć cię w tej sukience – kontynuował. – Chcesz wejść do środka, czy wolisz powolną, bolesną śmierć na hipotermię? – Gdy nic nie odpowiedziała, jego kpiący uśmiech zniknął, zastąpiony przez niepokojąco czujny wyraz twarzy, który przypomniał jej o zdjęciu widzianym w gazecie. – Wszystko w porządku? Coś się stało?

Gen przeszła obok niego do przedpokoju. Usłyszała ciche kliknięcie zamykanych za nią drzwi. Matteo wziął jej torebkę i zsunął kurtkę z jej ramion.

– Mogłaś zadzwonić – wyszeptał za jej plecami.

– Wyrzuciłam twój numer przez okno – odpowiedziała.

Jego dłonie znieruchomiały na jej ramieniu, po czym kontynuowały ruch w dół, by zdjąć jej płaszcz. – Myślę, że mogę ci wybaczyć... skoro zamiast tego jesteś tu we własnej osobie.

Schował jej płaszcz do szafy razem z torebką. Zamknął drzwi i oparł się o nie plecami. Miał na sobie ciemne dżinsy i czarną koszulkę, która ściśle przylegała do jego ciała. Jej oddech stał się płytki, gdy ciężar podjętej przez nią decyzji skupił się między jej udami.

– Dlaczego tu jesteś? – zapytał z oczami pełnymi ciekawości.

– Pragnę cię – wyszeptała.

Jego oczy rozszerzyły się na jej śmiałość. – Ty *mnie* pragniesz?

Skinęła głową. – Może po prostu czuję się lekkomyślna. Może widok mojego byłego z jego narzeczoną w dziewiątym miesiącu ciąży, po tym jak rozstaliśmy się pół roku temu na weselu mojej młodszej siostry, obudził we mnie niechciane emocje. Może naprawdę podobała mi się nasza wspólna noc i...

Dłoń Matteo zakryła jej usta i Gen spojrzała na niego w górę. Uśmiechnął się do niej z góry. Zabrał dłoń i pochylił głowę, dopóki jego usta nie spoczęły na jej wargach. Jęknął, gdy wspięła się na palce, by oddać pocałunek. Jej ramiona oplotły jego szyję. Obrócił ich i poprowadził ją tyłem, aż uderzyła o ścianę. Przerwał pocałunek i odsunął się.

– *Może* – zadrwił. – Nie powinniśmy tego zbyt głęboko analizować, co? – Nie będąc w stanie nic powiedzieć, Gen skinęła głową na znak zgody. – Więc czego ode mnie dzisiaj chcesz?

– Chcę... Chcę przygody na jedną noc. Takiej prawdziwej – wyszeptała. Jego powieki opadły lekko i zwilżył dolną wargę, zanim przeciągnął po niej zębami.

Zbliżył wargi do jej ucha. – To będzie miało swoją cenę – wyszeptał, po czym pociągnął zębami za płatek jej ucha.

Jej kolana ugięły się i gdyby nie jego chwyt na jej biodrze, upadłaby. Wsunął swoje kolano między jej uda jako dodatkowe wsparcie na wypadek, gdyby uznał, że będzie potrzebował swoich rąk gdzie indziej.

– Czego chcesz? – zapytała.

Jego usta musnęły jej szyję i dziewczyna jęknęła, gdy przyjemność, którą sprawiały jego wargi, spłynęła prosto do miejsca, w którym jego kolano przytrzymywało ją w miejscu.

– Twojego imienia – wyszeptał. – Twojego *prawdziwego* imienia.

– Dlaczego to takie ważne? – zapytała, po raz pierwszy ujawniając, że jego przeczucie było słuszne.

Zachichotał przy jej obojczyku. – Żebym wiedział, jakie imię krzyczeć, kiedy będę spuszczać się w tobie.

Nogi Gen odmówiły posłuszeństwa, ale natychmiast opadły na jego twarde udo. Jego zęby drasnęły skórę na jej gardle, podczas gdy jego dłonie wślizgnęły się pod sukienkę i przesunęły po jej stwardniałych sutkach.

– Gen – ustąpiła w końcu. Matteo cofnął się, a w jego oczach malowała się dzikość i zagubienie. – Mam na imię Gen.

– Gen – powtórzył. – To już pasuje o wiele bardziej.

Bez dalszych pytań Matteo wsunął ręce pod jej pośladki i podniósł ją. Jej pisk zaskoczenia został ucięty, gdy jego usta ponownie zniewoliły jej wargi. Jęknęła i ujęła jego twarz w dłonie, gdy zaczął wchodzić po schodach. Zaniósł ich do swojej sypialni. Położył ją i wgramolił się na nią. Poczuła, jak jego twarda erekcja przesuwa się po jej nodze i napiera na jej płeć. Jego usta znów dotknęły jej warg i nagle opuściła ich wszelka cierpliwość.

Gen szarpała jego koszulkę, podczas gdy Matteo próbował rozpiąć jej sukienkę. Użyła palców u stóp, by zrzucić szpilki. Sięgnęła do guzika jego dżinsów. Jej próby ustały, gdy usłyszała dźwięk rozdzieranego materiału. Odchyliła się w porę, by zobaczyć, jak ciska nożem w ścianę obok drzwi do łazienki. Zdarł z jej ciała całkowicie zrujnowaną sukienkę.

Obserwowała, jak jego oczy ciemnieją. Jego dłoń zacisnęła się na siniakach tworzących się na jej ramieniu, w miejscu, gdzie złapał ją Brian. Jego ciemne oczy poderwały się do góry.

– Kto ci to zrobił? – zapytał śmiertelnie niebezpiecznym tonem.

– To nie ma znaczenia – wydyszała, próbując pociągnąć go z powrotem na siebie.

– Śmiem twierdzić inaczej – warknął.

– Matteo, proszę – błagała, ocierając się o niego biodrami.

Użycie jego imienia zdawało się wymusić na nim oderwanie wzroku od wgłębień pozostawionych przez odciski palców jej byłego.

– Jeszcze do tego wrócimy – ostrzegł ją.

Zanim zdążyła zaprotestować, jego usta opadły na jeden z jej stwardniałych sutków. Gen mocno zacisnęła dłonie na jego włosach i odrzuciła głowę na poduszkę, gdy jego język zaczął wirować wokół małego wypustka. Pociągnął za jej majtki, z łatwością zrywając cienki sznureczek.

Jej paznokcie przejechały po jego nagich plecach, gdy jego usta opuściły jej sutki i pozostawiły ślad pocałunków na płaskim brzuchu. Gdy zbliżył się do spojenia jej nóg, gwałtownie zacisnęła uda. Posłał jej wrogie spojrzenie z dołu, jakby odmowa dostępu do tego miejsca była aktem zdrady stanu.

– Przepraszam, ja...

– Nie lubisz minety? – zapytał.

– Nikt nigdy, to znaczy, po prostu nie sądzę...

W jej głowie rykoszetem odbiły się wspomnienia trzech innych mężczyzn, z którymi była. Wszyscy znajdowali wymówki, by nie uprawiać z nią seksu oralnego, podczas gdy ona sama nigdy im tego nie odmawiała.

– Nikt cię nigdy nie smakował? – zapytał głosem, który stał się niemożliwie wręcz chrapliwy. Zwilżył usta i chwycił ją za kolana, po czym brutalnie rozchylił je i wcisnął w materac.

– To po prostu trochę niekomfortowe i *obrzydliwe* dla chłopaków, prawda?

Matteo zaśmiał się i pocałował skórę na wewnętrznej stronie jej uda. – Zapewniam cię, że nie jestem chłopakiem. Chciałaś się zatracić, prawda?

– To znaczy, tak – zająknęła się.

Jego oczy pociemniały; uniósł obie jej nogi i oparł je na swoich ramionach. – W takim razie oprzyj głowę i pozwól mi ci w tym pomóc, Gen.

Uniósł brew, czekając, aż się podporządkuje. Jej kolana drżały, gdy zrobiła tak, jak kazał. Poczuła, jak układa się wygodnie na łóżku. Jego gorący oddech owiał jej cipkę na chwilę przed tym, jak poczuła jego płaski język przesuwający się gładko po jej szparce. Gen sapnęła i instynktownie spróbowała zacisnąć kolana. Ostre ukąszenie w udo zmusiło ją do rozluźnienia. Spojrzała w dół i zobaczyła, że ma na twarzy iście diabelski uśmiech. Jego spojrzenie było całkowicie drapieżne, dzikie, zupełnie poza kontrolą. Potem jego głowa opadła z powrotem, a on zaczął ssać jej łechtaczkę.

– O kurwa święta – jęknęła Gen, gdy jego język zaczął na niej pracować, jakby skończył z tego kurs. W odpowiedzi on jęknął prosto w nią, a wibracja przeszła jej po kręgosłupie.

Jego język i usta wciąż ssały i drażniły jej wrażliwe ciało, aż przyjemność osiągnęła bolesną krawędź. Wtedy poczuła, jak wciska palec w jej gorące wnętrze. Wkrótce dołożył drugi i zaczął dziko w nią pchać. Zaczęła unosić biodra w górę, napierając na jego usta i palce w pogoni za szczytowaniem. Przyjemność narastała i narastała, aż wszystko eksplodowało jednocześnie w przedłużonym orgazmie, który wstrząsnął całym jej ciałem. Jego język wciąż spijał jej soki, dopóki nie opadła z sił, wiotka na łóżku. Zmienił pozycję ramion, by jej nogi z głuchym uderzeniem opadły na materac.

Chwilę później jego usta zderzyły się z jej wargami, cucąc ją, jakby przed chwilą tonęła, a on na nowo wtłoczył powietrze do jej płuc. Poczuła, jak czubek jego kutasa ociera się o te same fałdy, które przez kilka ostatnich minut doprowadzał do absolutnego obłędu. Jęknęła, nie będąc pewna, czy zniesie cokolwiek więcej.

Oderwał się od jej ust i zaczął okładać nagą skórę deszczem pocałunków. – Jeszcze nie skończyliśmy, Gen. Dziś w nocy to ja przejmuję kontrolę i dopiero się rozkręcam. Trzymaj się mocno.

Zanim zdążyła cokolwiek zrobić, wbił się w nią, wchodząc aż do samego końca.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki