Genevieve wpatrywała się w okno, gdy jechali ulicami Nowego Jorku. Jasne światła rozświetlały niebo, a ona westchnęła, tęskniąc za rozgwieżdżonymi nocami, wśród których dorastała. Nigdy nie lubiła Nowego Jorku. Kiedy jako nastolatka przeprowadziła się tu wraz z ojcem, obiecywał jej, że to będzie wspaniała przygoda. Zamiast tego czuła, że to miasto ją dusi. Uciekła z miasta zaraz po ukończeniu studiów. Boston o wiele bardziej jej odpowiadał. Wciąż był o wiele większym miastem niż to, w którym się wychowała, ale nosił ślady historii na każdym kroku i pełen był ludzi, którzy nie pluli na ciebie za to, że zbyt wolno przechodzisz przez ulicę.
Ukradkiem zerknęła na mężczyznę prowadzącego samochód. Matteo najwyraźniej zapomniał o jej istnieniu. Jego knykcie pobielały na kierownicy, a on wpatrywał się w dal.
– Masz zakrwawione knykcie – zauważyła Gen. Jego napięty uścisk na kierownicy rozluźnił się. Rzucił im obojętne spojrzenie, po czym jego oczy znów skupiły się na drodze.
– Zaraz przestaną krwawić.
Wpatrywała się w niego jeszcze przez chwilę. Kim był ten mężczyzna, że tak mało obchodziły go zakrwawione knykcie? Z pewnością takim, któremu zdarzało się to często, domyśliła się. Gen stłumiła dreszcz i skrzyżowała ramiona. Znów wyjrzała przez okno, zauważając, że wjeżdżają do pięknej dzielnicy mieszkalnej w pobliżu Central Parku.
Matteo zaparkował samochód przy krawężniku i wysiadł bez słowa. Gen poszła w jego ślady, podziwiając fasadę z jasnego piaskowca, do której się zbliżał. Patrzyła, jak używa kilku kluczy, by otworzyć trzy zamki, po czym wstukuje kod i korzysta ze skanera linii papilarnych, by otworzyć drzwi.
– Chryste Panie, kim ty kurwa jesteś? – zapytała Gen.
Matteo zerknął przez ramię z niebezpiecznym uśmieszkiem, po czym pchnął drzwi na oścież i wszedł do środka. Była to zabytkowa kamienica z oryginalnymi podłogami i ścianami pomalowanymi na odcienie głębokiej zieleni, błękitu i bieli. Pokoje, które mogła dostrzec z przedpokoju, były gęsto usiane historycznymi antykami. Kiedy tak gapiła się z otwartymi ustami, Matteo zrzucił z siebie płaszcz.
– Pozwolisz? – Jego głos był miękki, a jego oddech owiał jej szyję, gdy jego dłonie prześlizgnęły się po rękawach jej płaszcza.
Gen mogła jedynie skinąć głową. Supeł, który powoli zawiązywał się w jej żołądku, urósł i opadł. Jego palce drasnęły jej obojczyk, gdy chwycił za kołnierz i zsunął płaszcz z jej ramion. Obserwowała, jak bierze jej płaszcz i torebkę, by odłożyć je do szafy przy drzwiach. Oparł się plecami o drzwi szafy. Jego oczy błysnęły, wędrując po jej ciele.
– Masz wątpliwości?
– Nie – odpowiedziała Gen zdecydowanie zbyt szybko. Uniósł brew. Skrzyżowała ramiona i wzięła głęboki wdech na odwagę. – Ja po prostu... nigdy wcześniej tego nie robiłam.
Odepchnął się od drzwi i podszedł powoli w jej stronę. Walczyła, by utrzymać pozycję i nie cofnąć się. Wsunął dłonie do kieszeni. – Ja też nie. Chodź.
Patrzyła, jak zaczyna wchodzić po schodach, i nagle rzeczywistość ich sytuacji uderzyła w nią z pełną siłą. Miała właśnie spędzić jednorazową noc z zupełnie obcym mężczyzną. Nigdy wcześniej nie zrobiła czegoś tak bezczelnego. Czy naprawdę zamierzała przez to przejść? Gdy przestał stać tuż przed nią, trybiki w jej umyśle znów zaczęły się obracać. Musiała wyjść. Potrzebowała świeżego powietrza. Musiała...
Na szczycie schodów pojawiły się stopy w skarpetkach. Matteo zszedł po schodach z dłońmi w kieszeniach. Zdjął czarną marynarkę od garnituru, kamizelkę, a także krawat i spinki do mankietów. Jego biała koszula wisiała wypuszczona luźno poniżej pasa. Zatrzymując się przed nią, westchnął głęboko.
– Panikujesz bez powodu – powiedział miękko, bez najmniejszej nuty frustracji.
Gen odważyła się spojrzeć mu w oczy i natychmiast zdała sobie sprawę ze swojego błędu. Jego oczy wypełniało wyczerpanie, to specyficzne, które pochodzi z głębokiego żalu. – Nie bardzo wiem, co robić – przyznała.
Jego wzrok powoli przesunął się po rysach jej twarzy. Po raz pierwszy tego wieczoru zobaczyła, jak delikatny uśmiech gości na jego ustach. – Nie pozwolę, by stała ci się krzywda. Po prostu wejdź na górę... jeśli chcesz. W przeciwnym razie drzwi łatwo odkluczyć od środka. Wyśle mi to powiadomienie i będę wiedział, że podjęłaś decyzję – powiedział Matteo. Odwrócił się od niej i ruszył z powrotem na górę.
Gen zaczęła krążyć po przedpokoju. Jej obcasy stukały o drewno, podczas gdy ona biła się z myślami. W końcu jęknęła. Pieprzyć to. Gen ruszyła na górę, zanim zdążyła zmienić zdanie. Podążyła za miękkim blaskiem światła na końcu korytarza. Zatrzymała się w progu do czegoś, co okazało się być jego sypialnią. Przy najdalszej ścianie stało wielkie łóżko z baldachimem. Na pozostałych ścianach wisiały pejzaże, a okno wychodziło na ulicę od frontu, gdzie zostawił swój samochód.
„Matteo” wyszedł z łazienki ubrany wyłącznie w eleganckie spodnie, a ona na ten widok nabrała ostro powietrza. Rzeczywiście miał wyrzeźbiony brzuch. Wyobraziła sobie, ile godzin musiał spędzać na siłowni, by uzyskać taką definicję mięśni. Jej wzrok podążył wzdłuż krągłości jego ramion do ostrych zarysów klatki piersiowej, brzucha i wreszcie delikatnego meszku włosów, który znikał poniżej linii paska, by zaraz potem powędrować z powrotem do góry, na tatuaż z rodzinnym herbem na jego lewej piersi, nad sercem.
– Podjęłaś decyzję? – zapytał, wsuwając dłonie do kieszeni.
Oczy Gen natychmiast uciekły z powrotem na jego twarz. Przełknęła ślinę pod wpływem intensywności, którą tam dostrzegła. Chciał, żeby została. Widziała w jego oczach strach przed tym, że zaraz go zostawi.
– Ja... zostanę – powiedziała.
– Zostawiłem ci jakieś ubranie w łazience. Śmiało, weź prysznic, zmyj makijaż, czy cokolwiek zechcesz zrobić – zasugerował Matteo.
Zerknęła na drzwi łazienki, a następnie patrzyła, jak podchodzi do szafki nocnej, bierze telefon i zaczyna coś pisać. Chciał, żeby wzięła prysznic? Zmyła makijaż? Czy podczas przygodnego seksu mężczyzna i kobieta nie powinni zrywać z siebie ubrań? Rozwalać mebli swoim pijanym seksem? Budzić się wcześnie i pędem uciekać albo poprawiać makijaż rozmazany na poduszce?
Gen nadal się w niego wpatrywała, ale on tylko usiadł na łóżku i wciąż stukał w telefon. Zdecydowała się skorzystać z zaproszenia i popędziła do łazienki. Będąc w środku, zamknęła drzwi na klucz. Rozejrzała się po marmurowej łazience. Uniosła brwi, pod wrażeniem deszczownicy i ogromnego lustra. Przejechała palcami po bluzie z kapturem i obcisłych bokserkach, które dla niej zostawił. Jej twarz zapłonęła. Miała założyć jego bokserki?
Położyła bluzę na bokserkach i otrząsnęła się. Związała włosy w kok na czubku głowy. Użyła papieru toaletowego i jakiegoś balsamu, który znalazła, by zetrzeć większość makijażu, po czym weszła pod parzącą wodę spod prysznica. Woda pomogła jej ukoić nerwy i sprawiła, że poczuła, iż bardziej panuje nad sytuacją.
Po osuszeniu ciała wpatrywała się w ubrania, które jej zaproponował. Zdecydowała, że z powrotem założy stanik, a potem jego bluzę. Powąchała wewnętrzny kołnierz bluzy i wywróciła oczy ze wzniosłości. Ewidentnie nosił ją niedawno. Była przesiąknięta odurzającym zapachem tytoniu i miodu. Ponieważ bluza sięgała za pośladki, stwierdziła, że całkowicie wystarczy, jeśli założy z powrotem własne majtki, zamiast borykać się z myślą, że nosi coś, w czym dosłownie uwięziony był jego kutas.
Spojrzała w lustro po raz ostatni. Roztrzepała włosy i skinęła głową. Kiedy wróciła do sypialni, Matteo siedział oparty o wezgłowie, a jego pas i nogi przykryte były kołdrą. Jego oczy natychmiast powędrowały na nią i prześlizgnęły się po jej ciele. Nie spuszczał z niej wzroku, odkładając telefon na szafkę obok.
– Jesteś gotowa do snu? – zapytał głębokim, hipnotyzującym głosem.






