Oddech Gen był ciężki, wymuszony, gdy Matteo chwycił kij baseballowy i rzucił nim przez pomieszczenie. Wyciągnął rękę, by dotknąć jej ramienia, ale odepchnęła go.
– Spóźniłeś się! – krzyknęła.
Matteo uniósł ręce w geście poddania, a jego ciemne oczy błysnęły zielonkawozłotym blaskiem w świetle jarzeniówek magazynu. – Wiem, tak bardzo przepraszam.
– Co się stało z planem, co? Celowo wybrałam kij






