Ceremonia była przepiękna. Ojciec Gen poprowadził Jadę do ołtarza, a w jego oczach przez cały czas lśniły łzy. Jada płakała podczas przysięgi składanej swojemu mężowi, Louisowi, który teraz wirował z nią po parkiecie. Ich szerokie uśmiechy wystarczyły, by stłumić nerwy, które Gen odczuwała od czasu, gdy dowiedziała się, że poprzedniej nocy spała z szefem mafii. Odmawiała przyznania się do nadziei, która zapalała się w jej piersi za każdym razem, gdy spoglądała na tłum, z jakiegoś powodu łudząc się, że dostrzeże jego ciemne włosy i piwne oczy wśród morza ludzi. To był jeden z powodów, dla których nienawidziła wesel. Smród miłości był wystarczająco namacalny, by zainfekować nawet najbardziej cyniczne jednostki.
Gen wzięła kolejny łyk toniku i uśmiechnęła się, gdy jej siostra entuzjastycznie jej pomachała. Przyjęcie miało się ku końcowi. Ludzie powoli zaczęli się rozchodzić po złożeniu szczęśliwej parze ostatnich gratulacji. Zauważyła zbliżającego się znajomego mężczyznę i odwróciła wzrok.
Nie powinna być zaskoczona widokiem Briana. W końcu to Louis ich poznał podczas jednej z wizyt Jady w Bostonie. Gen i Brian spotykali się przez prawie dwa lata, zanim on sześć miesięcy temu niespodziewanie zdecydował się podążać za swoją karierą do Nowego Jorku. Kiedy ze sobą zerwali, ona i jej przyjaciółka Charlotte właśnie otworzyły własną firmę księgową, co powstrzymało ją przed wyjazdem za nim. Nie żeby to jego jakkolwiek spowolniło, bo teraz trzymał za rękę kobietę w zaawansowanej ciąży. Zastanawiała się, co przyciągnęło jej byłego do kobiety w ciąży. Zawsze powtarzał jej, że nie ma najmniejszej ochoty zostać ojcem.
Podczas gdy Brian zatrzymał się, by porozmawiać z Louisem i Jadą, kobieta przeprosiła go i ruszyła chwiejnym krokiem w stronę stolika Gen. Dołączyły do niej dwie inne kobiety i pomogły jej pokonać ostatnie kilka metrów. Gen wyjęła telefon i udawała, że jest bardzo zaabsorbowana pisaniem maila.
– Proszę bardzo, Cukiereczku – powiedziała jedna z kobiet, pomagając jej usiąść.
– Ugh, dzięki, dziewczyny. Bri zaraz będzie gotowy do wyjścia. *Muszę* dać odpocząć tym nogom – powiedziała kobieta Briana.
– To może nastąpić w każdej chwili, prawda? – wtrąciła druga kobieta.
– Tak, ten mały brzdąc musi wreszcie się zjawić. Wiedziałam, że się spóźni. Oboje z Brianem tacy byliśmy, więc nie powinnam być zaskoczona.
Palce Gen zacisnęły się mocniej na telefonie.
– Tak się cieszę, że postanowił wziąć się w garść i przeprowadzić tu dla ciebie. Podjęłaś właściwą decyzję, nie usuwając jej, kochanie.
– Wiem. Byliśmy razem ponad rok, zanim zaszłam w ciążę, a on odmawiał używania zabezpieczeń. Czego on się spodziewał?
Gen poczuła, jak żółć podchodzi jej do gardła. Gwałtownie podniosła się z krzesła, zwracając na siebie uwagę trzech kobiet. Zignorowała je i ruszyła w stronę siostry akurat w momencie, gdy Brian odchodził... i szedł prosto na nią. Wyraz absolutnej paniki na jego twarzy, gdy zobaczył, jak odchodzi wściekła od stolika, przy którym siedziała jego ciężarna dziewczyna, byłby komiczny, gdyby to nie ona była tą, którą bezczelnie zdradzał. Próbowała przejść obok niego, kiedy jego dłoń zacisnęła się na jej ramieniu. Próbowała ją wyrwać, ale jego uścisk tylko się zacisnął, boleśnie szczypiąc jej skórę niczym imadło.
– Genevieve, tak wspaniale cię widzieć. Wyglądasz... oszałamiająco – powiedział Brian tym niskim głosem, któremu zawsze z trudem potrafiła odmówić.
– Chciałabym móc powiedzieć to samo. Widzę, że ojcostwo już zbiera swoje żniwo – syknęła. Jego piękne niebieskie oczy rozszerzyły się, przenosząc spojrzenie między nią a stolikiem kobiet.
– Słuchaj, Gen, mogę to wyjaśnić...
– Nie waż się – wychrypiała, znów próbując uwolnić ramię.
Jego chwyt zacisnął się jeszcze mocniej, sprawiając, że sapnęła z bólu. Zawsze lubił używać wobec niej siły. Powinna się cieszyć, że pozwolił jej odejść, zanim ten sam los spadł na jej głowę i związał ich ze sobą na zawsze.
– Nie powiesz jej – powiedział groźnym tonem. Wiedziała z doświadczenia, że gdyby się nie zgodziła, nie zawahałby się nagiąć jej do swojej woli swoimi słowami albo pięściami.
– Brian, co jest kurwa? – przerwał Louis.
Dłoń Briana opuściła jej skórę, jakby go oparzyła. Jada chwyciła dłoń Gen i pociągnęła ją opiekuńczo między Louisa a siebie.
– Co? My tylko rozmawialiśmy – bronił się Brian.
Ta wymiana zdań przyciągnęła uwagę grupy kobiet przy stoliku.
– Myślę, że straciłeś prawo do rozmawiania z nią jakieś półtora roku temu, stary. Dokonałeś wyboru – powiedział Louis, patrząc wymownie na jego ciężarną dziewczynę.
– O co ci chodzi? – zapytał Brian. – Ona jest moją byłą, mogę z nią rozmawiać, jak tylko chcę.
– Jesteś jednym z moich najstarszych przyjaciół, Bri, ale ona jest teraz moją siostrą. Jeśli znów ją skrzywdzisz, będę zmuszony wybrać stronę.
– A on wybierze tę, z którą jest prawnie związany – obiecała Jada.
Brian prychnął i skierował swoje ciemniejące niebieskie oczy na Gen. – Z nami koniec. Nieważne dlaczego. Trzymaj się z dala od mojej narzeczonej – ostrzegł ją.
Serce Gen skurczyło się boleśnie. Narzeczonej. Zawsze mówił, że nigdy nie chce się żenić. Gen była racjonalną kobietą. Wiedziała, że miała szczęście, gdy wyjechał z Bostonu. Mimo to bólu, który czuła, nie dało się stłumić racjonalnym myśleniem. Kiedy Brian odchodził, ze zdumieniem uświadomiła sobie, że chciałaby, by Matteo był tu teraz, by zabrać ją do domu. Wyobrażała sobie jego szorstkie, zakrwawione knykcie, powalające Briana na ziemię w obronie jej honoru. Boże, wypiła za dużo.
– Wszystko w porządku? – zapytała Jada.
– Przepraszam, Gen, nie wiedziałem, że on ją dzisiaj przyprowadzi – przeprosił Louis.
Gen machnęła ręką, a w jej głowie zakiełkował nowy, niebezpieczny pomysł. – Nie przejmuj się. To już koniec, zamknięty rozdział. Może go sobie wziąć. Ja ruszam dalej... i idę stąd. Wy dwoje bawcie się dobrze w podróży poślubnej, dobrze? Zadzwoń, kiedy tylko będziesz mogła – powiedziała Gen, całując ich oboje w policzek. Jada zamknęła ją w ciasnym uścisku, a Gen poklepała ją po plecach.
– On jest niebezpieczny, Genevieve – wyszeptała Jada tam, gdzie Louis nie mógł jej usłyszeć.
– Nie wiem, co...
– Znam cię, odkąd skończyłam dwanaście lat. Znam to spojrzenie. Po prostu wracaj do hotelu, okej? Obiecaj – wyszeptała Jada.
Gen westchnęła. – Obiecuję.
Jada odsunęła się i otarła łzę. – Nie mogę uwierzyć, że jestem mężatką!
Gen obdarzyła ją i jej nowego męża łagodnym, aprobującym spojrzeniem. – Ja mogę. Wy dwoje zostaliście dla siebie stworzeni. – Louis spojrzał na jej siostrę z dołu i uśmiechnął się. – Cześć.
Oboje po raz ostatni ją uściskali i Gen ruszyła w stronę wyjścia. Złapała taksówkę i podała kierowcy adres. Wciąż nerwowo bawiła się paskiem torebki, gdy nerwy z jej żołądka wspinały się aż do gardła. Górujące wieżowce wkrótce zmieniły się w znajome rzędy kamienic. Taksówka zatrzymała się za czarnym Range Roverem zaparkowanym przy krawężniku.
– Jesteśmy na miejscu, proszę pani – oznajmił kierowca.
Wręczyła mu resztę gotówki i wysiadła z samochodu. Chłodny wiatr szarpnął brzegiem jej sięgającej kolan sukienki i dziewczyna zadrżała. Przycisnęła pożyczoną bluzę do piersi. Wpatrywała się w ciemne, drewniane drzwi i zastanawiała się nad wezwaniem kolejnej taksówki. Chodziła w tę i z powrotem po tych samych dwóch płytach chodnikowych, aż w końcu zebrała resztki odwagi, wbiegła po schodach i nacisnęła dzwonek.
Drzwi otworzyły się gwałtownie, jakby czekał po drugiej stronie od momentu, w którym rano wyszła. Przytrzymał drzwi jedną ręką i posłał jej swój chwytający za serce uśmiech. Jego oczy zsunęły się po jej sukience i dostrzegła płomienie pożądania zapalające się w jego spojrzeniu.
– Zastanawiałem się, ile czasu zajmie ci wdrapanie się po tych schodach – rzucił w zamyśleniu Matteo.






