Gen przeciągnęła się, powoli budząc się ze snu. Jej oczy z trzepotem rzęs otworzyły się i zmrużyły, gdy miękkie światło wpadło przez okno. Zerwała się z łóżka. Przycisnęła pościel do piersi, a jej serce waliło jak młotem. Rozejrzała się po obcym pokoju, gdy wspomnienia z poprzedniej nocy uderzyły w nią ze zdwojoną siłą. Czy to wszystko wydarzyło się naprawdę? Czy trzymała w ramionach obcego mężczyznę, gdy płakał? Czy on naprawdę przez całą noc nie próbował się do niej dobrać?
Genevieve omiotła wzrokiem sypialnię, ale nigdzie go nie było. Przesunęła dłońmi po swoim nagim torsie, osłoniętym jedynie przez stanik. Próbowała sobie przypomnieć, kiedy zdjęła jego bluzę. Gen przeszła się po pokoju, szukając torebki i telefonu. *Kurwa*. Zostały na dole w szafie na okrycia wierzchnie. Znalazła swoją sukienkę w łazience i wcisnęła na siebie obcisły materiał. Związała włosy w niedbały kok i jęknęła na widok swojego odbicia. Będzie musiała odbyć marsz wstydu na wesele własnej siostry. Jada! Nawet nie wiedziała, która jest godzina!
– Kurwa! – przeklęła Gen.
Cicho wyszła z pokoju. Oparła się o ścianę i nasłuchiwała. Wydawało jej się, że słyszy brzęk patelni, więc ostrożnie zeszła po schodach. Spojrzała wzdłuż korytarza i poczuła zapach smażonego boczku. Otworzyła szafę, wyjęła płaszcz, a potem wyłowiła telefon z torebki. Miała 17 nieodebranych połączeń i 28 powiadomień o wiadomościach. Pospiesznie przejrzała SMS-y od siostry, która domagała się informacji, gdzie jest i czy wszystko z nią w porządku.
Ostatnia wiadomość brzmiała:
**Jada: Koniec tego, Genevieve Belle Sinclair! Jeśli nie zjawisz się tu za trzydzieści minut, dzwonię na policję!**
– Szlag – mruknęła Gen pod nosem. Szybko odpisała siostrze.
**Gen: Nic mi nie jest! Nie dzwoń na policję! Muszę tylko wpaść do hotelu i będę za godzinę!**
Obserwowała, jak na ekranie pojawiają się bąbelki oznaczające pisanie i znikają.
**Jada: Dzięki Bogu! Myślałam, że cię zabił!! Przyjeżdżaj tu NATYCHMIAST! TO MOJE PIEPRZONE WESELE, A MALLORY DOPROWADZA MNIE DO SZAŁU!!**
Gen uśmiechnęła się i zerknęła w głąb korytarza. Spojrzała w prawo, na drzwi. Mogłaby po prostu wymknąć się niepostrzeżenie. Czy to nie było w zwyczaju po przygodzie na jedną noc? Ale czy to była przygoda na jedną noc? Przypomniała sobie, co mówił poprzedniego wieczoru – że dostanie powiadomienie, jeśli drzwi zostaną otwarte od wewnątrz. Westchnęła i postawiła się na jego miejscu. Zeszła noc nie była tylko jednorazowym numerkiem. Była mu winna chociaż pożegnanie.
Gen ruszyła korytarzem i zorientowała się, że mężczyzna cicho nuci. Stanęła w drzwiach i zobaczyła go odwróconego tyłem. Miał na sobie bluzę z kapturem, w której zasnęła zeszłej nocy, ale nie miał spodni. Czarne bokserki ściśle opinały jego uda i pośladki; próbowała odepchnąć wspomnienie tego, jak jego uda czuły się pod jej własnymi.
– Dzień dobry, piękna. Jak ci się spało? – zapytał Matteo, wciąż odwrócony plecami.
– Och, chyba dobrze. Słuchaj, nienawidzę tego robić, ale ja... – zaczęła Gen.
Matteo odwrócił się, a Gen wciągnęła gwałtownie powietrze na widok jego szczerego uśmiechu. Miała rację poprzedniego wieczoru: jego uśmiech sprawiał, że miękły jej kolana, a serce trzepotało w piersi. Czy to był ten sam facet? Czy on miał dołeczek w policzku?! Zachichotał na widok jej miny, stawiając talerz ze smażonym boczkiem na wyspie kuchennej.
– Ja...
– Musisz iść? – dokończył za nią. Obserwowała jak urzeczona, gdy zaczął przygotowywać kanapkę z bajgla, boczku, jajka i sera. Zawinął bajgla w papier pergaminowy i podszedł do niej. – Zrobiłem ci coś na wynos.
Gen wpatrywała się w bajgla, którego jej podawał. Poczuła, jak jej brwi marszczą się w dezorientacji. – Matteo... – Jego uśmiech poszerzył się, a jej zdziwienie wzrosło na widok szczerego szczęścia błyszczącego w jego oczach. – Zeszłej nocy byłam pewna, że ty...
– Mówiłem ci, że tego nie zrobię – wyszeptał; jego oczy były pełne zrozumienia.
– Jasne, oczywiście, wiem, ale... – Gen pokręciła głową. Zazwyczaj nie brakowało jej słów. Zazwyczaj też nie stała przed półnagim mężczyzną, z którym spędziła noc, a który nawet nie znał jej prawdziwego imienia.
Matteo oparł się o wyspę kuchenną i położył bajgla obok siebie. – Nie myśl, że nie chciałem. Myślałem, że twoja obecność obok pomoże mi zasnąć, ale... – Jego zielono-brązowe oczy powędrowały w dół jej ciała, po jej piersiach, zatrzymując się na najwęższym odcinku talii. Jego spojrzenie powróciło na jej twarz i dostrzegła w nim zapłonąć iskrę pożądania. – Moje ciało mnie zdradziło, kiedy zdjęłaś moją bluzę i zaczęłaś się o mnie ocierać.
Twarz Gen zapłonęła z zażenowania. – O Boże. Więc nawet się nie przespałeś? – zapytała ze współczuciem.
Matteo zaśmiał się cicho. – Obserwowanie, jak o mnie śnisz, było znacznie przyjemniejsze.
– Wcale nie...
– Jęczałaś moje imię, skarbie.
Sięgnął do kieszeni bluzy i wyciągnął telefon. Spojrzał na niego i przeczytał wiadomość. Błysk rozczarowania przemknął przez jego twarz, po czym spojrzał na nią.
– Twój taksówkarz już jest.
– Wezwałeś mi taksówkę? – zapytała. Zrobił kilka ostatnich kroków w jej stronę i wyciągnął do niej bajgla. – Dziękuję.
Wzruszył ramionami i wsunął dłonie do kieszeni bluzy. – Nie jestem przyzwyczajony do przyjmowania u siebie kobiet, ale nawet ja wiem, że dżentelmeńsko jest wezwać taksówkę, by odwiozła cię do domu. Wesele zaczyna się za zaledwie dwie godziny, prawda? – Niepewnie wyciągnął rękę, by założyć pasmo jej włosów za ramię. Skinęła głową, wciąż w szoku. – No to chodź.
Gen podążyła za nim korytarzem do wyjścia. Przytrzymał dla niej otwarte drzwi i rzeczywiście, przy krawężniku za jego Range Roverem stała na wolnych obrotach żółta taksówka. Jej serce ścisnęło się boleśnie, gdy odwróciła się, by spojrzeć mu w twarz. Nie wiedziała, jak pożegnać się z takim mężczyzną.
– Do widzenia, Matteo – powiedziała Gen, wyciągając rękę.
Matteo obserwował, jak jej dłoń się wysuwa, waha i cofa. Jego oczy uniosły się, a on zwilżył usta językiem. – Jest jeszcze jeden problem, który musimy rozwiązać, zanim wyjedziesz.
Brwi Gen ściągnęły się, gdy podniósł palec w stronę taksówkarza, każąc mu czekać. Kiedy jego uwaga wróciła na nią, intensywność jego spojrzenia przyprawiła ją o dreszcze. Zrobił krok w jej stronę, a Gen instynktownie cofnęła się. Zamiast go powstrzymać, jego spojrzenie stało się jeszcze bardziej drapieżne.
– Jak wygląda twoja sukienka druhny? – zapytał, wciąż się zbliżając.
– Em... jest granatowa?
Uśmiechnął się kpiąco, gdy uderzyła plecami o ścianę przedpokoju, nie mając już dokąd uciec. Oparł dłoń tuż obok jej głowy, zamykając ją w pułapce.
– Jak głęboki ma dekolt? – zapytał, powoli przesuwając palcem od jej obojczyka w dół, w stronę piersi. Jej oddech przyspieszył, gdy jego palec wytyczał palącą ścieżkę.
– Dotąd – sapnęła, gdy jego palec wylądował na miękkim ciele jej piersi.
Jego oczy zsunęły się w dół i poczuła, jak jego palec przesuwa się na boki, jakby zaznaczał to miejsce na później. W chwili, gdy jego wzrok znów się uniósł, ujął jej kark, a jego usta spotkały się z jej wargami. Matteo wchłonął jej zdumione sapnięcie, a jego usta po mistrzowsku pracowały przeciwko jej własnym. Gen upuściła torebkę, by móc zacisnąć dłonie na jego bluzie i przyciągnąć go bliżej. Ciche warknięcie aprobaty zadudniło w jego piersi. Kurwa, potrafił całować. Gdyby z tej nocy nie miała jej zostać żadna inna pamiątka, nigdy nie zapomniałaby dotyku jego miękkich ust ani tego, jak jego język wciskał się do środka, by splątać się z jej własnym.
Odsunął się, a ona sapnęła, gdy jego wargi przeniosły się na jej szyję. Jej oddech uciekał urywanymi westchnieniami, gdy schodził coraz niżej, a potem poczuła jego zęby. Gen wygięła się ku niemu i wsunęła palce w jego jedwabiste włosy, przyciągając go bliżej, gdy ssał wrażliwą skórę jej dekoltu. Minęła chwila, zanim się oderwał i przyparł ją swoim ciężarem do ściany. Oboje oddychali ciężko, a ona wiedziała, że gdyby pocałował ją poprzedniego wieczoru, miałaby do przetrawienia o wiele więcej niż tylko fakt, że zasnęła u jego boku w tamtym łóżku.
Jego szorstki oddech owiewał jej ucho, po czym jęknął, dociskając swoją erekcję do jej biodra, od czego zadrżała. – Teraz skończyliśmy. Dowód, że spędziliśmy razem noc.
Matteo odsunął się i, jakby nie mógł się powstrzymać, złożył ostatni, delikatny pocałunek na jej ustach, zanim zrobił ostry krok w tył. Podmuch wiatru wpadł do przedpokoju, sprawiając, że zadrżała w cienkim płaszczu, który miała na sobie poprzedniego wieczoru. Jego brwi ściągnęły się z troską. Zanim zdążyła go powstrzymać, ściągnął bluzę przez głowę i niemal ją nią udusił, próbując ją na nią wcisnąć. Natychmiast otoczył ją znajomy, odurzający zapach tytoniu i miodu, który należał tylko do niego.
Gen otworzyła usta, by odrzucić jego dar, kiedy on pochylił się w jej stronę i zaskoczył ją delikatnym pocałunkiem w policzek. Jego kciuki otarły się o jej biodra pod bluzą.
– Chciałbym cię zobaczyć w tej sukience. Na pewno będziesz wyglądać zniewalająco – wyszeptał jej do ucha. – Baw się dobrze.
Matteo znów się odsunął i oparł o futrynę drzwi, ubrany tylko w bokserki. Jej twarz zapłonęła, gdy cicho wyszeptała smutne pożegnanie. Zeszła po schodach i podeszła do taksówki. Otworzyła drzwi i zaryzykowała ostatnie spojrzenie za siebie. Wciąż obserwował ją z ganku z wyrazem tęsknoty i determinacji na twarzy. Pomachała lekko i wsiadła do samochodu. Gdy tylko drzwi się zamknęły, przyłożyła bluzę do nosa i wzięła głęboki wdech.
– Dokąd jedziemy, panienko? Ten dżentelmen powiedział, że nie wie – zapytał starszy taksówkarz, odjeżdżając od krawężnika.
Gen nie odrywała wzroku od swojego tajemniczego mężczyzny, który obserwował ją z progu, dopóki nie skręcili w prawo, kierując się do centrum.
– Do Four Seasons, poproszę – odpowiedziała w końcu.
Gen oparła się wygodnie w fotelu i wsunęła ręce do kieszeni jego bluzy. Poczuła mały skrawek papieru i wyciągnęła go.
*Matteo*
*555-772-9841*
Gen wpatrywała się w kartkę. Serce ścisnęło jej się w piersi. Nigdy mu nie powiedziała, że nie mieszka w Nowym Jorku i że już nigdy go nie zobaczy. Uznała, że będzie wiedział, iż to, co się wydarzyło, miało być tylko jednorazową sprawą. Gen westchnęła i opuściła szybę. Podarła kartkę na pół i pozwoliła jej wyfrunąć w zimne powietrze. Zamknęła oczy i opadła na oparcie. Wiedziała, że już nigdy nie zobaczy Matteo i zastanawiała się, dlaczego ta myśl bolała bardziej niż jakiekolwiek rozstanie, którego kiedykolwiek doświadczyła.






