languageJęzyk

Rozdział siódmy

Autor: Icerenia27 mar 2026

Gen wpadła do pokoju hotelowego, gdzie druhny były zajęte przygotowaniami. Z sukienką przewieszoną przez ramię i szpilkami w wolnej dłoni, ruszyła prosto do siostry. Gen uśmiechnęła się promiennie do Jady, której wymarzona suknia księżniczki z bajki wyglądała dokładnie tak, jak zawsze ją opisywała. Łapiąc swoje odbicie w lustrze, Jada odwróciła się gwałtownie.

– Genevieve! O mój Boże! – krzyknęła Jada. Podniosła ogromną spódnicę i podbiegła, jak tylko mogła, do siostry.

Jada zacisnęła Gen w mocnym uścisku. – Wyglądasz pięknie – powiedziała Gen ze zalaną łzami twarzą.

– Ja? Kogo obchodzi moja skromna osoba? Co się stało zeszłej nocy? – zapytała Jada na jednym wdechu, podczas gdy jej ręce przesuwały się po ciele Gen w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów obrażeń.

Gen zaśmiała się. – O czym ty mówisz? Kogo to obchodzi! Wychodzisz za mąż!

– Ta, jasne, kogo to obchodzi, wszyscy wiemy, że po prostu zmusiła go, by wyszedł z nią. Pewnie tylko odwiózł ją z powrotem do hotelu i wysadził – syknęła Mallory z kanapy, na której trzymała w rękach całą butelkę szampana.

– A może to udowodnisz? – rzuciła jej wyzwanie Gen, na co Mallory zmrużyła oczy.

– Powiedz mi wszystko, co się wydarzyło. Natychmiast – zażądała Jada.

– Nic – odpowiedziała Gen, próbując brzmieć obojętnie. – Pojechaliśmy do niego. Spędziłam tam noc. – Wzruszyła ramionami, jakby to było dla niej czymś, co zdarza się co tydzień, a nie rzadkością, którą było w rzeczywistości.

Jada prychnęła. Do tego czasu wszystkie inne druhny zebrały się wokół nich. Gen zaczęła się rozbierać i zakładać sukienkę druhny. – Co to jest?! – wrzasnęła Jada.

– Co?! – zapytała Gen, rozglądając się gorączkowo. Jada podeszła do niej i dźgnęła ją w pierś. – Ał! – syknęła Gen, zasłaniając dłonią miejsce, które przed chwilą ugodziła jej siostra. Jej oczy rozszerzyły się i podbiegła do lustra. Jęknęła na widok wielkiej malinki, którą zostawił na jej skórze. Więc to właśnie tam robił. – Skurwiel.

Za jej plecami dziewczyny zachichotały. Wszystkie oprócz Mallory. Ona brutalnie chwyciła ramię Gen i odwróciła ją, by z bliska przyjrzeć się śladowi. Jej oczy płonęły gniewem.

– Nie mogę w to uwierzyć – Mallory niemal warknęła.

– Więc jednak *przespałaś się* z nim? – zapytała Jada z nową paniką w głosie. Czy naprawdę wierzyła, że Gen wycofa się z zakładu i nie pójdzie z facetem do domu?

– Mogę to zakryć! – powiedziała jedna z druhen, Anna, triumfalnie unosząc buteleczkę kryjącego podkładu.

– Widzisz? Będzie dobrze – zapewniła siostrę Gen. – Nikt tego nie zobaczy, a jeśli wyjdzie na zdjęciach, mogą to wyretuszować!

Jada oparła dłonie na swojej napuszonej talii. – Guzik mnie obchodzą zdjęcia. Nie mogę uwierzyć, że poszłaś z nim do domu.

– O co tyle hałasu? – zapytała Gen. Anna wepchnęła ją na krzesło i zaczęła wklepywać podkład w bolący ślad. – Mogę iść do domu z facetem, jeśli mam na to ochotę. Jestem dorosła. Jestem od ciebie o pięć lat starsza, panienko.

– Pieprzona latawica – syknęła Mallory. Gen posłała jej mordercze spojrzenie, gdy ta odeszła po więcej szampana.

– Nie obchodzi mnie, czy chcesz szafować swoim ciałem. Myślę, że każda z nas tutaj miała kiedyś przygodę na jedną noc. Ale Accardi nie bawi się w jednorazowe numerki. Ten facet to psychol, Gen. Próbowałam ci to powiedzieć wczoraj wieczorem, ale obie uparłyście się na ten cholerny zakład. Proszę, powiedz mi, że nie dałaś mu swojego numeru, ani nie powiedziałaś, że mieszkasz w Bostonie – błagała Jada ze złożonymi dłońmi.

– Oczywiście, że nie, to był jednorazowy wyskok – uspokoiła ją Gen. Nie zawracała sobie głowy mówieniem, że to on dał jej swój numer. Teraz był już tylko śmieciem na ulicy. – Dałam mu nawet fałszywe imię.

Jada wypuściła głośno powietrze i opadła na kanapę. – Dzięki Bogu.

– Poza tym na pewno myślisz o niewłaściwym facecie. On nie nazywa się... Jak mówiłaś? Archie?

– Accardi – powtórzyło kilka innych kobiet w pokoju.

– Ta, ten facet miał na imię Matteo, nie Accardi – powiedziała, pozwalając, by to imię zsunęło się z jej ust niczym obce słowo.

Mallory zaśmiała się z drugiego końca pokoju. – Ona nawet nie wie, z kim się pieprzyła!

– Zamknij się w *cholerę*, Mallory! – wrzasnęła Jada. Mallory posłała swojej przyszłej szwagierce spojrzenie, które mogłoby zabić.

– Znam go lepiej, niż ty kiedykolwiek będziesz – rzuciła Gen kpiąco z sugestywnym puszczeniem oka.

– Accardi to nazwisko rodowe – wyjaśniła Anna. Dmuchnęła na podkład i przyjrzała się mu pod różnymi kątami. Jej łagodne, brązowe oczy spojrzały na nią. – Rodzina Accardi to jeden z największych gangów w Nowym Jorku. Utrzymują się przy władzy od pokoleń.

– Mężczyzna, z którym wczoraj wróciłaś do domu, to szef całej rodziny – wyjaśniła Jada.

Gen zaśmiała się. Wstała z krzesła i zaczęła zakładać szpilki. – Nie bądźcie śmieszne. – Próbowała pogodzić obraz mężczyzny, który płakał w jej ramionach, z wizerunkiem typowych szefów mafii, których widziała w filmach. Podniosła kanapkę, którą dla niej zrobił, i dojadła resztę z sekretnym uśmiechem. Co zrobiłaby Mallory, gdyby wiedziała, że jej oczywisty obiekt westchnień zrobił jej śniadanie po wyznaniu swoich najgłębszych kompleksów?

– To nie są żarty – ciągnęła Jada, przerywając jej myśli. – Poważnie, to niebezpieczny człowiek, Gen.

– Posłuchaj – powiedziała Gen spokojnym, stanowczym głosem. – Miałam przygodę na jedną noc z bardzo przystojnym mężczyzną. Mieliśmy dużo... *zabawy*. I to wszystko. Koniec historii. Więcej go nie zobaczę.

– Dobrze – powiedziała Jada z ulgą.

– Słyszałyście o jego rodzinie? – zapytała jedna z druhen pozostałe dziewczyny, zdejmując wałki z włosów.

– Tak – odpowiedziała inna. – Jego mama i brat zginęli w jakimś koszmarnym wypadku. Pisali o tym we wszystkich gazetach przez ostatni tydzień.

– Co? – zapytała Gen, a do jej żołądka wkradło się przerażenie.

– No, zobacz – powiedziała jedna z dziewczyn, podając jej gazetę.

Gen wzięła gazetę w obie ręce i wpatrywała się w artykuł na pierwszej stronie. Tytuł głosił: Rodzina Accardi opłakuje śmierć dwojga swoich. Dwie trumny opuszczano do grobów. Przed grobami stała posępna grupa mężczyzn. Mężczyzną na przodzie, z rękami splecionymi za plecami i wyrazem wywołującej dreszcze wściekłości, był sam Matteo.

Zanim zdążyła przeczytać artykuł, paznokcie Jady wbiły się w jej ramię i siostra pociągnęła ją w stronę łazienki.

– Musisz mi pomóc przy sikaniu – mruknęła Jada.

– Fu... – powiedziała Gen, a jej twarz ściągnęła się z niepokojem. Kiedy znalazły się w łazience, Jada odepchnęła ją i skrzyżowała ręce. – Więc jak to robimy? – zapytała Gen. – Ja trzymam twój tren, a ty kucasz, czy...

– Powiedz mi prawdę. Natychmiast – zażądała Jada.

Gen westchnęła i usiadła na brzegu wanny. Zaczęła bawić się palcami. – Szlag, chyba jestem kiepskim graczem w pokera.

– Najgorszym – potwierdziła Jada.

Gen wstała i przysunęła się bliżej Jady, na wypadek gdyby Mallory nasłuchiwała ze szklanką przy drzwiach. – Nic, okej? Nic się nie stało.

Jada rozluźniła się i położyła dłoń na piersi, jakby Gen właśnie została oczyszczona z zarzutów o morderstwo. – Dobrze. Więc podrzucił cię do hotelu. Dobrze.

– Em, nie do końca.

– Co to znaczy „nie do końca”? – syknęła szeptem.

Gen wzruszyła ramionami. – Poszłam z nim do domu. Spaliśmy razem.

Dłonie Jady zacisnęły się w pięści, a ona tupnęła nogą. – Przecież przed chwilą powiedziałaś...

Gen chwyciła siostrę za ramiona i ścisnęła. – Nie uprawialiśmy seksu, Jada. My po prostu... – Gen zaczerwieniła się, próbując sformułować to, co się stało. Cofa ręce i oplotła się nimi. – My po prostu się w siebie wtuliliśmy.

Oczy Jady zwęziły się. – Wtuliliście się w siebie? – Gen skinęła głową. Jada rozmasowała skronie. – Więcej go nie zobaczysz? – Gen pokręciła głową. – Obiecujesz? – Gen przytaknęła. Jada wypuściła głośno powietrze z płuc. – Dobra. W porządku. Zatem sprawa zamknięta.

Jada odwróciła się, by wyjść.

– Nie wydawał się złym facetem, Jade – powiedziała Gen do jej pleców.

Plecy Jady zesztywniały. Odwróciła się i rzuciła Gen spojrzenie pełne pełnego litości zrozumienia. – Oni nigdy się tacy nie wydają.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki