Nagle poczułam, że moje ciało zaczyna zwalniać, a moje oczekiwanie rosło. Moje ciało przedarło się przez gęstwinę drzew i wypadło na łąkę pełną pięknych, czerwonych i żółtych tulipanów. Nie miałam pojęcia, że rosną tutaj tulipany. Następnie wyczułam zapach wody i szłam, aż woń przybrała na sile, po czym moim oczom ukazał się piękny wodospad. Woda spływała do niewielkiego jeziorka o krystalicznie czystej wodzie. Pływały w niej ryby, których nie potrafiłam rozpoznać, całkowicie nieświadome mojej obecności. Schylam się i przeciągam palcami po wodzie, a w tym momencie uderza mnie kolejny zapach, lecz ten jest zupełnie inny. Aromat drzewa sandałowego i lawendy przenika moje zmysły i staje się coraz silniejszy. Wstaję, zamykam oczy, a po chwili czuję, jak moje ciało powoli podąża za tym zapachem. Stawiam ledwie kilka kroków i wpadam na twardą ścianę. Wyciągam dłonie i dotykam jej, ale powierzchnia okazuje się ciepła i ruchoma, więc otwieram oczy, by przekonać się, że to wcale nie ściana, lecz czyjaś klatka piersiowa. Kiedy powoli przenoszę wzrok z jego torsu w górę, natrafiam na parę oszałamiających, szarych oczu, wpatrzonych w moje zielono-piwne tęczówki. Z naszych ust jednocześnie pada jedno słowo: „Przeznaczenie”, a on chwyta mnie i całuje, aż musimy przerwać, by zaczerpnąć tchu. Już znalazłam swojego przeznaczonego. Nie mogę w to uwierzyć. Chwila. Jak to możliwe, skoro nie mam jeszcze swojego wilka? Przecież nie można odnaleźć przeznaczonego przed uzyskaniem wilka. To nie ma absolutnie żadnego sensu.
On chwyta mnie za rękę, prowadzi nas z powrotem nad jezioro i siadamy na trawie. Siedzę tak blisko niego, że muszę się nieco odsunąć, by móc przyjrzeć się mu w całej okazałości. Ten mężczyzna zawstydziłby samych bogów i wcale tu nie przesadzam. Musi mieć około metra dziewięćdziesięciu pięciu wzrostu, czarne kręcone włosy sięgające mu do ramion, karmelową skórę, muskularne i wyrzeźbione nogi oraz uda, ramiona, które wyglądają, jakby mogły powalić niedźwiedzia, ośmiopak na brzuchu i klatkę piersiową twardą jak skała, a jednak miękką pod moim dotykiem. Te hipnotyzujące szare oczy wpatrują się we mnie z miłością, a ja mogę tylko się uśmiechać. Sięga dłonią i obejmuje mój policzek, a ja wtulam się w nią, czując, jak jego zapach wypełnia moje nozdrza. Och, nie mogę się nasycić jego wonią. Gdybym miała umrzeć w tej właśnie chwili, umarłabym z najrozkoszniejszym zapachem w nozdrzach i najseksowniejszym mężczyzną przed oczami.
Przyciąga mnie bliżej siebie, kiedy zaczyna wiać wiatr, a ja nigdy w życiu nie czułam się tak ciepło i bezpiecznie. Mogłabym spokojnie zasnąć w jego ramionach. Zaczynamy zadawać sobie pytania i lepiej się poznawać. Całujemy się, a to przeradza się w namiętne obściskiwanie, w którym nasze dłonie nieustannie błądzą po sobie, a języki smakują się nawzajem.
Jakimś cudem ląduję na plecach, a on góruje nade mną z kolanami rozchylającymi moje nogi i rękami po obu stronach mojej głowy. Nie opiera jednak na mnie swojego ciężaru, pochylając się i delikatnie całując mnie w usta, potem wzdłuż linii żuchwy, by w końcu zsunąć się na moją szyję. Wydaję z siebie ciche jęknięcia i podświadomie oplatam go ramionami oraz nogami, przyciągając jeszcze bliżej. Nadal całuje i ssie moją szyję, a ja po prostu wiem, że zostawi malinkę, lecz wcale mnie to nie obchodzi. Jego zęby delikatnie muskają miejsce, w którym znajdzie się jego znamię, a to wywołuje dreszcz na moich plecach. To nie jest nieprzyjemny dreszcz, ale taki, który sprawia, że jęczę odrobinę głośniej i podwijam palce u stóp. Słyszę jego cichy chichot, po czym wznawia swój zmasowany atak na moją szyję. Tym razem jego zęby nie muskają mojej skóry; zamiast tego czuję, jak zanurzają się w moim ciele. Pojawia się niewielki ból, ale kiedy się wycofuje i liże moją szyję, by zamknąć ranę, rozkosz powraca.
Mój mózg w końcu rejestruje, co się właśnie wydarzyło, a moje oczy gwałtownie unoszą się, by na niego spojrzeć. „Czy ty mnie właśnie naznaczyłeś? Nie mogę uwierzyć, że po prostu ci na to pozwoliłam. Przecież ledwo się znamy. O cholera! Co ja narobiłam? Moi rodzice mnie zabiją, ciebie pewnie zresztą też”. On tylko patrzy na mnie z rozbawieniem na twarzy, po czym wybucha śmiechem. Ten dźwięk jest tak piękny, że na ułamek sekundy zapominam, z jakiego powodu w ogóle panikowałam. „Och, moja droga Freyu, nie naznaczyłem cię całkowicie. Rodzaj znamienia, które ci zostawiłem, posłuży mi do odnalezienia cię w razie, gdyby cokolwiek wydarzyło się przed twoimi osiemnastymi urodzinami. Potraktuj to jako nadajnik na wypadek nagłych sytuacji. Nikt nie będzie w stanie go dostrzec, nawet ty, ale jeśli kiedykolwiek znajdziesz się w niebezpieczeństwie, jako twój przeznaczony otrzymam pewien sygnał, co pozwoli mi cię zlokalizować, nawet jeśli nie będziesz zostawiać żadnego zapachu, za którym mógłbym podążać. Zniknie, kiedy się już nawzajem naznaczymy i dopełnimy więzi, a zastąpi go znacznie silniejszy lokalizator, działający w obie strony, no i oczywiście nasza własna więź telepatyczna. Moja miłości, długo czekałem, by być z tobą, a teraz, gdy cię wreszcie odnalazłem, nie zamierzam cię stracić. Zostaliśmy tu dłużej, niż zakładałem, więc najwyższa pora, byś wróciła do domu, najdroższa”.
„Wciąż nie zdradziłeś mi swojego imienia, chociaż ty znasz moje”.
„Nie pytałaś, ale nazywam się Alexander Trudeaux. Możesz mówić mi Alex”. Puszcza do mnie oko i uśmiecha się. Wypowiadam cicho jego imię, smakując je na języku. Jak można zakochać się w samym imieniu? Brzmi niemal tak dobrze, jak moje własne, kiedy wypowiada je on.
„Dlaczego nie możesz wrócić ze mną do mojej watahy? Nie chcę być z dala od ciebie, skoro dopiero co cię znalazłam”.
„Niestety, jeszcze nie czas, byśmy byli razem, ale ta chwila nadejdzie szybciej, niż ci się wydaje. Kiedy zyskasz swojego wilka, przyjdę po ciebie”. Przyciąga mnie do swojej piersi i przytula tak mocno, jakby bał się mnie wypuścić. Następnie chwyta mnie za podbródek, unosi moją głowę i wpatruje się prosto w moje oczy. Czuję łzy napływające do oczu na samą myśl o tym, że muszę go opuścić, ale udaje mi się powstrzymać płacz, kiedy on pochyla się i delikatnie całuje mnie w usta. Ten pocałunek nie trwał długo, a mimo to był równie cudowny jak pozostałe.






