languageJęzyk

Rozdział 5

Autor: Aeliana Moreau 13 kwi 2026

Obudziłam się następnego ranka, wciąż myśląc o cudownym śnie, jaki miałam zeszłej nocy, o odnalezieniu mojego przeznaczonego. Jeśli sny naprawdę się spełniają, to z ogromną chęcią przyjęłabym tego nieziemsko seksownego mężczyznę jako swojego partnera. Emanowała od niego potężna aura, ale to było coś znacznie więcej niż aura Alfy czy Likana. Jest Likanem – to na pewno, dało się to wywnioskować po jego zapachu i kolorze oczu jego wilka, kiedy się całowaliśmy i przytulaliśmy, ale kryło się w nim coś jeszcze. To było tak, jakby nie był po prostu zwykłym Alfą Likanów. Wzruszam ramionami i wstaję z łóżka, by rozpocząć poranną rutynę, tak abym nie spóźniła się na trening.

Szybko udaję się do łazienki i odkręcam wodę pod prysznicem, po czym ściągam z siebie ubrania. Podnoszę je z podłogi i wrzucam do kosza na pranie, a potem otwieram drzwi kabiny i staję pod strumieniem wody. Ciepła woda rozluźnia moje mięśnie, przynosząc błogie odprężenie. Sięgam po żel pod prysznic z Dove, nakładam go na myjkę i dokładnie myję każdy centymetr ciała, następnie spłukuję pianę i wychodzę z prysznica. Owijając się jednym ręcznikiem, chwytam drugi, by osuszyć te partie włosów, które się zamoczyły, a potem myję zęby i wracam do sypialni.

Siadam przed toaletką, rozczesuję swoje długie włosy, zaplatam je w jeden gruby warkocz opadający na plecy, po czym idę do komody i wyciągam bieliznę, czerwony biustonosz sportowy, niebieskie legginsy i parę czerwonych szortów. Kiedy kończę się ubierać i wkładam trampki, schodzę na dół do jadalni na śniadanie. Dzisiaj nie wypadał mój dyżur, więc nie musiałam zrywać się bladym świtem. Ze smakiem zajadam jajka i bekon, kiedy pojawia się Zach i dla odmiany wcale nie wygląda na zadowolonego na mój widok. Ignorując go, kontynuuję jedzenie, po czym biorę kilka łyków soku pomarańczowego. „Więc, pewnie jesteś z siebie nieźle dumna, co, Freya?” Wzdycham głęboko, zanim podnoszę wzrok znad śniadania.

„O czym ty znowu gadasz, Zach? I tak dla ścisłości, zawsze jestem z siebie dumna”.

„Twój brat grozi, że wyda mi polecenie Alfy, abym nigdy więcej na ciebie nie patrzył ani się do ciebie nie odzywał. Nie uważasz, że to trochę drastyczne? To znaczy, że jeśli jesteśmy sobie przeznaczeni, nigdy nie będziemy mogli być razem?”

„Zach, po pierwsze, nie kazałam mojemu bratu tego robić. Po drugie, jeśli jesteśmy dla siebie przeznaczeni, to nie sądzę, aby nawet polecenie Alfy mogło nas rozdzielić. Po trzecie, jeśli naprawdę jesteśmy sobie przeznaczeni, wiedz, że odrzucę cię na miejscu. Nie mam najmniejszego zamiaru być z tobą związana do końca mojego życia”.

„Co ty, do cholery, właśnie powiedziałaś?!” spytała Renee, wchodząc do jadalni.

„Freya Karlotta Cabrera, powiedz mi, że nie usłyszałam tego, co myślę, że usłyszałam!” Tym razem odezwała się moja matka. Mój ojciec stał tuż obok niej, a mój brat właśnie wchodził, wyglądając na zdezorientowanego.

„Co przegapiłem?” pyta mój brat, król niewiedzy.

„Cóż, twoja siostra właśnie oznajmiła Zachariahowi, że jeśli okażą się sobie przeznaczeni, to go odrzuci, ponieważ nie ma najmniejszego zamiaru być z nim związana do końca życia”. Mój brat spogląda na mnie, a na jego twarzy maluje się szok wymieszany z odrobiną gniewu. Przewracam na niego oczami i łączę się z nim telepatycznie. „Och, błagam cię, drogi braciszku, nawet nie waż się patrzeć na mnie tak, jakbyś cieszył się, że ten idiota zostanie parą twojej ukochanej siostrzyczki”. Uśmiecham się pod nosem, widząc, jak jego twarz w ułamku sekundy wykrzywia się z obrzydzenia, a potem kieruję wzrok na moich rodziców.

„Freya, wiem, że uczyliśmy cię o przeznaczonych i o tym, jak bardzo są dla siebie ważni. Nikt od tak, tak bezmyślnie, nie odrzuca swojego przeznaczonego. Chyba że dopuścił się jakiejś ohydnej zbrodni, o której nie mamy pojęcia; w przeciwnym razie nie widzę żadnego powodu, dla którego miałabyś go odrzucić”. Mój ojciec mówi to wszystko, a ja doskonale zdaję sobie sprawę, że ma rację, lecz ten facet jest skończonym idiotą i zboczeńcem. Dlaczego miałabym być z kimś, w przypadku kogo nieustannie musiałabym się zastanawiać, czy jego oczy i kutas nie wędrują gdzie indziej? Nigdy bym mu nie zaufała, a bez zaufania nie ma absolutnie niczego.

Opuszczam głowę i wzdycham, próbując wymyślić miły i grzeczny sposób na wyrażenie swoich myśli, aby przy tym nie rozwścieczyć rodziców. „Słuchajcie, rozumiem, co do mnie mówicie, i wiecie, że traktuję sprawę przeznaczenia całkowicie poważnie, ale co powiecie na to, żebyśmy zajęli się tym problemem, gdy w ogóle się pojawi. Uważam, że mam jeszcze mnóstwo czasu, zanim zacznę martwić się o to, kto jest, a kto nie jest moim przeznaczonym, i do tej pory nie zamierzam w ogóle zawracać sobie tym głowy. W tej chwili o wiele bardziej zależy mi na moich treningach”.

Moja odpowiedź chyba na razie ich uspokoiła, więc pośpiesznie kończę śniadanie i ruszam prosto na plac ćwiczeń. Dzisiaj będę pracować nad wytrzymałością i walką wręcz. W dużej mierze oznacza to mnóstwo biegania, a potem trochę bitki. Po rozgrzewce i przebiegnięciu pięciu mil w dwie minuty, co tak na marginesie jest moim najlepszym czasem, udaję się na plac do walki wręcz i postanawiam, że stanę w parze z kimś innym niż Renee. Nie mogę pozwolić, by to, co wydarzyło się wczoraj, powtórzyło się także dziś. Poza tym mam już dość powstrzymywania się ze strachu, że zrobię jej krzywdę. Dostrzegam mojego brata i podchodzę do niego, aby zapytać, czy nie miałby nic przeciwko zrobieniu sobie dzisiaj ze mną sparingu.

„Nick?”

„Ta?” odzywa się, spoglądając na jakiś papier, którego początkowo nie zauważyłam.

„Oddasz swojej ulubionej siostrze przysługę i stoczysz dziś ze mną sparing? Nie potrafię sobie poradzić z ciągłym powstrzymywaniem się podczas walk z Renee, a poza tym nie chcę przypadkiem powtórzyć mojego wczorajszego wybryku”. Lekko chichocze, po czym odpowiada.

„Po pierwsze, jesteś moją jedyną siostrą i jedynym rodzeństwem. Po drugie, dzisiaj nie dam rady, ale za to możemy poćwiczyć jutro”. Wydymam usta, a chwilę później zaczynam być ciekawa, o czym on tak czyta.

„A co takiego interesującego znajduje się na tym papierze, starszy bracie?”

„Och, to tylko sprawy dla Alfy. Nie musisz się tym martwić. Muszę iść pogadać z tatą”.

„Skoro to sprawy Alfy, czy nie powinnam być w nie zaangażowana? Przecież jestem Alfą, nawet jeśli nie przejmuję po was watahy”. Zaczynam robić się zła. Nienawidzę, kiedy mój brat i ojciec używają sformułowania „sprawy Alfy”, jakbym była jakimś wybrakowanym szczeniakiem z miotu albo czymś w tym rodzaju.

„Freya, nie denerwuj się. Przecież wiesz, o co mi chodzi. Słuchaj, obiecuję na jutro ten sparing, ale teraz naprawdę muszę pójść porozmawiać z tatą o tym liście. Sprawdź, czy któryś z chłopaków albo trenerów nie zechciałby z tobą poćwiczyć”.

„Zapomnij. Po prostu odpuszczę sobie dzisiejszy trening. Doskonale wiesz, że żaden z tych kolesi nie ma ze mną szans, a trenerzy zachowują się tak, jakby mieli wpaść w tarapaty, gdyby podczas walki ze mną dali z siebie wszystko. Właściwie, to po prostu pójdę na siłownię”.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: Rozdział 5 - Zakazana Partnerka Króla Likanów | StoriesNook