Weszłam na siłownię, ruszyłam prosto do worka treningowego i zaczęłam w niego uderzać ze wszystkich sił. Miałam w sobie tyle tłumionego gniewu, że niemal zerwałam worek z haka. Ktoś wszedł i przytrzymał dla mnie worek, abym mogła uderzać dalej, a ja tylko mruknęłam "dziękuję", nie zwracając uwagi na to, kto to był, dopóki nie poczułam jego zapachu, a mój gniew rozgorzał na nowo. – Co ty tu robisz, Zach?
Rozdział 2
Z perspektywy Alexandra
– Alfo, zostały ci tylko trzy miesiące czekania, a to przecież nic w porównaniu z tym, jak długo już na nią czekałeś. Możesz po prostu postarać się wziąć w garść do tego czasu? – Mój Beta i zarazem najlepszy przyjaciel próbował przemówić mi do rozsądku, gdy ja dosłownie demolowałem swój pokój. Odkąd spotkałem się z moją przeznaczoną podczas sennej wędrówki, nie byłem w najlepszym nastroju. Dość już tego, że myślałem, iż w ogóle nie istnieje, bo wierzcie mi, przez całe stulecie szukałem jej wszędzie i nie mogłem jej znaleźć. A teraz, kiedy w końcu ją odnalazłem, zgodnie z przepowiednią muszę czekać, aż skończy osiemnaście lat lub przebudzi się jej wilk (w zależności od tego, co nastąpi szybciej), zanim będę mógł ukazać się jej osobiście. Wszystko to przez mojego prapradziadka sprzed dziesięciu pokoleń, który obraził Boginię Księżyca.
– Próbuję, ale po naszej sennej wędrówce pragnę być z nią jeszcze szybciej. Najbardziej szalone jest to, że ona chyba nawet nie wie, co robi.
– Chwileczkę. Myślałem, że to ty zainicjowałeś to spotkanie we śnie, a teraz mi mówisz, że to była jej sprawka? – Spojrzałem na niego, a na jego twarzy malowało się zamyślenie. Dosłownie widziałem, jak obracają się trybiki w jego głowie.
– Tak. O czym myślisz?
– Cóż, myślałem, że tylko Likanie posiadają tę zdolność, ale wygląda na to, że twoja przeznaczona również. Jesteś pewien, że jest zwykłą zmiennokształtną?
– Hmm, skoro o tym wspominasz, to oprócz zdolności sennych wędrówek było w niej coś, czego nie potrafię wyjaśnić. Właściwie to tylko takie wrażenie, ale myślałem, że to po prostu kwestia więzi.
– Wydaje się, że kryje w sobie więcej, niż sądziliśmy. Jeśli faktycznie jest Likanem, to może powinieneś zaplanować, żeby być bardzo blisko niej, kiedy skończy osiemnaście lat. Widziałeś kolor jej wilka?
– Nie, nie widziałem jeszcze jej wilka, a ona nie widziała mojej formy wilka ani Likana. Możesz mieć rację z tym, żebym był blisko w dniu jej urodzin. – Kiedy zaczynam przemierzać pokój, przychodzi mi do głowy pomysł, który może być nieco ryzykowny, ale konieczny. – Zorganizujemy bal parowania tutaj, w pałacu. Zaproszeni zostaną wszyscy zmiennokształtni i Likanie, bez względu na to, czy mają już partnerów, czy nie, ale zrobię to głównie po to, abym mógł być blisko niej w jej urodziny.
– Alex, powiedziałeś jej, że jesteś Królem i Likanem?
– Nie, nie powiedziałem. Chcę, żeby podjęła decyzję o byciu ze mną na podstawie mojego charakteru, a nie pozycji. Jest samicą Alfa i po naszej rozmowie widzę, że do niczego nie da się zmusić. Moim zdaniem to materiał na doskonałą Królową i przeznaczoną. – Na mojej twarzy pojawia się delikatny uśmiech na samą myśl o mojej przeznaczonej. To oczekiwanie jest konieczne, ale bywa bolesne. Zostawiłem na niej jedynie znak lokalizacyjny, ale tak naprawdę chciałem ją naznaczyć i posiąść od razu, w tamtym momencie. Wiedziałem jednak, że nie mogłem tego zrobić, chociaż zdawałem sobie sprawę, że by mi na to pozwoliła.
– Będziemy musieli obsadzić na tę noc naszych najlepszych strażników, zarówno w zamku, jak i wokół jego obwodu.
– Zajmij się organizacją patroli i straży na czas balu. Porozmawiaj też z kucharką o przygotowaniu uczty i dekoracjach. Może zatrudnić do pomocy kogo tylko zechce, ale chcę, żeby to ona nadzorowała całość. Poza tym, dopilnuj, by na zaproszeniach widniała jedynie informacja, że to Król zaprasza, bez mojego imienia. Ona zna tylko moje imię i nic poza tym. Datę wyznaczymy na dzień przed jej urodzinami, dzięki czemu o północy będziemy mogli być już razem.
– Zrobię to, wasza wysokość. Tak w ogóle, Alex, wiesz, że jeśli ona naprawdę jest Likanem, to tylko kolejny powód, by otoczyć ją wyjątkową ochroną. Samice Alfa już same w sobie są rzadkością, a samica Alfa Likan to prawdziwy unikat. Dodaj do tego jej zdolność do sennych wędrówek, a staje się potrójnie niebezpieczna. Twoi wrogowie w najlepszym razie spróbują rościć sobie do niej prawa lub ją porwać, a w najgorszym po prostu zabiją.
– Myślałem o tym i dlatego tym bardziej wolę, by w swoje urodziny była właśnie tutaj. To dla niej najbezpieczniejsze miejsce, gdy świat dowie się, że jest moją przeznaczoną i ich Luną Królową.
Po omówieniu kilku innych szczegółów kieruję się do biura, by zająć się pracą, podczas gdy on idzie dopilnować listy zadań, które mu zleciłem w związku z Balem Parowania. Zanim wejdę do gabinetu, uderza mnie znajomy zapach i aż zgrzytam zębami. Ta kobieta chyba prosi się o śmierć. Na ile sposobów muszę jej powtarzać, że nie chcę mieć z nią nic do czynienia, zanim to do niej dotrze? Ubzdurała sobie, że tylko dlatego, iż moi i jej rodzice są bliskimi przyjaciółmi, jesteśmy sobie przeznaczeni, mimo że oboje osiągnęliśmy dojrzałość ponad sto lat temu i nigdy nie poczuliśmy przyciągania więzi przeznaczenia. Byłem wręcz wyjątkowo wdzięczny za to, że nie byliśmy przeznaczonymi, ponieważ jest nie tylko irytująca, ale do tego to zwykła zdzira pragnąca władzy. Żadna z tych cech nie predysponuje jej do roli dobrej Luny ani Królowej, a co dopiero obu na raz.
Biorąc kilka głębokich oddechów, by uspokoić mojego wilka i samego siebie, naciskam klamkę i wchodzę do gabinetu. Siedzi na moim biurku ze skrzyżowanymi nogami, ubrana w niebieskie szpilki i tak krótką oraz obcisłą niebieską sukienkę, że bez trudu mogę dostrzec brak bielizny. Przenoszę wzrok ponad nią na moje zabałaganione biurko. To wkurza mnie jeszcze bardziej, bo teraz będę musiał na nowo uporządkować wszystkie dokumenty, zanim w ogóle zacznę pracować.
Z każdą chwilą spędzoną tutaj utrzymanie spokoju staje się coraz trudniejsze. Muszę się jej pozbyć.
– Michelle, co ty robisz w moim gabinecie i dlaczego siedzisz na moim biurku?
– Och, nie bądź taki, Alex. Wpadłam w odwiedziny i sprawdzić, czy może nie zechciałbyś zjeść ze mną śniadania. – Szczypię się w nasadę nosa i biorę głęboki oddech.
– Dla ciebie Alfo. I nie, nie chcę z tobą nigdzie iść. Mam masę pracy do zrobienia, a śniadanie już jadłem. W dodatku moja praca zajmie mi teraz więcej czasu przez bałagan, jaki narobiłaś na moim biurku. – Czuję, jak wzbiera we mnie gniew. Dźwięk jej głosu diabelnie mnie irytuje, podobnie jak jej próby wyciągnięcia mnie na posiłek i inne tego typu rzeczy. Ten bal parowania nie może nadejść wystarczająco szybko.
– Alex, dlaczego tak się zachowujesz? Przecież żadne z nas nie znalazło swojego przeznaczonego, więc nie rozumiem, dlaczego po prostu nie możemy być razem. Nasi rodzice byliby szczęśliwi, gdybyśmy się zeszli, a ja wiem, że bylibyśmy wspaniali jako Król i Królowa. – Z mojej piersi wyrywa się ciche warknięcie, a na jej twarzy dostrzegam przerażenie.
– Będziesz się do mnie zwracać per Alfo albo Wasza Wysokość! To twoje ostatnie ostrzeżenie. A teraz: czy to nasi rodzice byliby szczęśliwi, czy ty byłabyś szczęśliwa, gdybyśmy byli razem? Pozwól, że wyrażę się absolutnie jasno: ty i ja nigdy nie będziemy razem Królem i Królową. Będę rządzić sam, dopóki nie odnajdę swojej przeznaczonej lub ona nie znajdzie mnie. Nie będzie żadnych zastępstw. – Mój gniew przenika do każdego mojego słowa. Mam wielką ochotę złapać ją i wywalić stąd na zbity pysk, ale jeśli jej dotknę, to pewnie zrobię jej jeszcze gorszą krzywdę. Dlatego mentalnie kontaktuję się z moim Betą.
– David, chcę, żebyś przyszedł do mojego gabinetu z dwoma strażnikami i wyprowadził Michelle z mojego biura, zanim ukręcę jej łeb przy samej szyi.
– Już idę, Alfo.






