languageJęzyk

Rozdział 7

Autor: Aeliana Moreau 13 kwi 2026

Czuję, jak gapi się na mnie, więc przechodzę za biurko.

– Michelle, musisz wyjść i nigdy więcej tu nie wracać, chyba że cię wezwę. Wracaj do domu swoich rodziców. Od tej pory nie masz wstępu do zamku bez mojego pozwolenia.

Siadając w fotelu, zaczynam porządkować dokumenty, a kiedy podnoszę wzrok, widzę, że patrzy na mnie bykiem. Jej oczy przybrały czarną barwę, dając mi znać, że na powierzchnię wyszedł jej wilk. Zbywam ją jedynie uśmieszkiem, po czym spuszczam wzrok, a z moich ust wyrywa się ciche parsknięcie. – Radzę ci okiełznać swojego wilka, zanim zrobię to za ciebie. Nie pozwól, by nasza długa znajomość sprawiła, że zapomnisz, kim dla ciebie jestem.

Z każdą chwilą coraz bardziej dziękuję bogini, że nigdy się z nią nie przespałem. Nie powiem, że jestem prawiczkiem, chociaż przez pierwsze kilkadziesiąt lat nim byłem. Zawzięcie czekałem na swoją przeznaczoną, ale po latach niekończących się poszukiwań dopadły mnie samotność i depresja. W pewnym momencie niemal całkowicie zrezygnowałem z tego pomysłu, gotów rządzić samotnie bez partnerki u boku.

Cały czas patrzy na mnie z gniewem wymalowanym na twarzy. Powoli prostuję się na całą swoją wysokość. – KLĘKAJ! – mówię głośnym, stanowczym głosem i patrzę, jak z drżeniem pada na kolana. – Zapominasz się, Michelle, więc pozwól, że ci przypomnę, kim jestem. Jestem Alfa Alexander Trudeaux, Król wszystkich Likanów i zmiennokształtnych. Dam ci jedno, jedyne ostrzeżenie, Michelle. Jeśli jeszcze kiedykolwiek wywiniesz jakiś numer, byle tylko być ze mną – i mam tu na myśli jakikolwiek numer – to nie tylko wygnam cię z królestwa, ale i uniemożliwię ci dołączenie do jakiejkolwiek innej watahy do końca twojego życia. Wyrażam się jasno?

Jej wilk zaskomlał, a ona odsłoniła przede mną szyję na znak uległości.

– Tak, Alfo. To się więcej nie powtórzy.

– Dobrze. A teraz mi wybacz, mam pracę do wykonania.

Zasiadając za biurkiem, daję znak mojemu Becie i strażnikowi, by wyprowadzili ją z terenu zamku. Spoglądając na piętrzącą się przede mną górę dokumentów, wzdycham z frustracją. Gdy nagle przychodzi mi do głowy pewna myśl, kręcę głową z niedowierzaniem. Kontaktując się mentalnie z moim Betą, każę mu dopilnować, by wszyscy wiedzieli, że ma tu nie przychodzić bez mojej uprzedniej zgody. Następnie szybko wysyłam SMS-a do niej, moich rodziców i jej rodziców z tą samą informacją. Wiem, że dostanę tonę wiadomości i telefonów z pytaniami o to, co się stało, ale teraz nie mam na to czasu. Mając świadomość, że zaraz zbombardują mnie połączeniami, wysyłam kolejną wiadomość z informacją, że w niedzielę wszyscy spotkamy się na kolacji i porozmawiamy. Jej rodzice odpisali z pytaniem, czy mają zabrać ze sobą Michelle, na co odparłem krótko "tak", po czym dodałem, że muszę wracać do obowiązków. Gdy wreszcie kończę, wracam do układania papierów, aby móc rozpocząć pracę. – Bogini Księżyca, po prostu pozwól mi przetrwać tych kilka najbliższych miesięcy.

Z perspektywy Freyi

– Co ty tu robisz, Zach? – Naprawdę nie miałam dziś ochoty na więcej jego głupot.

– Widziałem, jak schodzisz z placu treningowego i uznałem, że to dobry moment, by porozmawiać na osobności.

– O czym? Wszystko, co miało zostać powiedziane, zostało powiedziane dziś rano. – Wzdycham i kieruję się w stronę trybun, słysząc, że idzie za mną. Oboje siadamy, a ja widzę, jak wierci się i przeczesuje dłonią włosy, co zawsze robi, gdy jest zdenerwowany. – Zach, po prostu powiedz to, co masz do powiedzenia, żebym mogła wrócić do treningu.

– Cóż, bardzo chciałem cię zapytać, czy mówiłaś poważnie o odrzuceniu mnie, gdybym okazał się twoim przeznaczonym?

Dobry Boże, oby nie znów ten temat.

– Mam do ciebie jeszcze lepsze pytanie. Czy uważasz, że z takim zachowaniem nadajesz się na partnera dla mnie albo dla kogokolwiek innego? Zach, kręcisz się wokół mojego brata i kiedyś masz zostać jego Betą, gdy on przejmie przywództwo, ale nie widzę w tobie żadnych oznak dojrzałości. Dlaczego miałabym chcieć kogoś, kto pozwala sobie na zboczone i niestosowne komentarze oraz gesty w stosunku do kobiet, a do tego przespał się z niemal każdą dostępną wilczycą z naszej i innych watah? Możesz nazwać mnie szaloną, ale nieszczególnie skaczę z radości na samą myśl o byciu z kimś, kto nie zadał sobie trudu, by zachować się dla mnie, albo przynajmniej nie miał tyle powściągliwości, by sypiać tylko z jedną czy dwiema wilczycami w ramach stałego związku. Czy kiedykolwiek w ogóle zastanowiłeś się, jak będzie się czuła twoja przeznaczona, gdy w końcu cię odnajdzie?

Kiedy mówię, czuję, jak część mojego gniewu ulatuje na widok jego twarzy. Widzę, że to, co mówię, nigdy nie przyszło mu do głowy, a teraz zaczyna odczuwać poczucie winy.

– Freya, pamiętasz, jak miałem w szkole podstawowej? Wszystkie dzieciaki się ze mnie wyśmiewały, bo byłem mniejszy od rówieśników, mimo że w moich żyłach płynie krew Bety. Przynajmniej dopóki nie poznałem twojego brata. Kazał innym dzieciakom dać mi spokój i został moim najlepszym przyjacielem. Przychodziłem do domu stada, by się z nim bawić, a on przedstawił mnie swoim innym przyjaciołom. Od tamtej pory moje życie się zmieniło, ale przyznam, że chowałem urazę do tych dzieciaków. Nigdy nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego nie dostrzegały we mnie tego, co twój brat. Z czasem stawałem się coraz większy i silniejszy, bo przecież jestem z rodu Bety, i chyba po prostu mściłem się na nich. Chłopakom potężnie spuszczałem lanie na treningach, a na dziewczynach mściłem się w sypialni. A kiedy z nimi kończyłem, nigdy więcej się do nich nie odzywałem. Zostały na zawsze z tym brzemieniem, że ich przeznaczony nigdy nie będzie ich pierwszym, i że tak naprawdę pragnąłem ich tylko do seksu. W twoich oczach, a teraz także i w moich, wiem, że to wygląda fatalnie, ale wcześniej tak tego nie widziałem. Wszystko, co widziałem, to odgrywanie się na tych, którzy traktowali mnie jak śmiecia.

Gdy mówił, zaczęłam przypominać sobie tamte czasy i po części rozumiałam, dlaczego zachowywał się tak, a nie inaczej, ale to i tak nie dawało mu prawa, by tak z nimi postępować. Na jego twarzy malował się ból i poczucie winy, a resztki gniewu powoli zaczęły mnie opuszczać. Wzdychając, spojrzałam na niego, po czym spuściłam głowę, by zebrać myśli.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 7: Rozdział 7 - Zakazana Partnerka Króla Likanów | StoriesNook