languageJęzyk

Rozdział 4

Autor: Saraya1 kwi 2026

  To się nie może dziać naprawdę.

  Nie teraz. Nie po tym wszystkim, z czego właśnie uciekłam. Nie wtedy, gdy w końcu jestem wolna, kiedy wreszcie znowu oddycham, kiedy wreszcie przypominam sobie, jak to jest podejmować własne decyzje.

  Ale to on. Tristan Hayes. Mężczyzna, o którym próbowałam zapomnieć przez dwa lata. Mężczyzna, który nauczył mnie, że miłość może być delikatna, zanim Daxon pokazał mi, że może być pełna przemocy.

  Wow! Wciąż jest taki pociągający, słyszę, jak mówi Claire, moja wilczyca.

  Unoszę brew. Więc ona wciąż tu jest? Zapomniałam o jej istnieniu.

  Czyż nie jest gorący? mówi najdelikatniejszym, lekko zawstydzonym głosem, jaki kiedykolwiek u niej słyszałam.

  Nie to ma teraz znaczenie, musimy trzymać się od niego z daleka, odpowiadam, spychając ją z powrotem w głąb siebie.

  Potem pozwalam sobie na niego spojrzeć. Tak naprawdę na niego spojrzeć. Nawet po pięciu latach, Tristana Hayesa nie da się przeoczyć. Jest wyższy, niż go zapamiętałam, ma szersze ramiona, a jego ciemne włosy są dłuższe i w większym nieładzie, niż schludna fryzura, którą kiedyś nosił.

  Dojrzewał jak dobre wino. Właściwie wygląda, jakby nie postarzał się ani o dzień. W niczym nie przypomina trzydziestopięcioletniego mężczyzny.

  Skanuje tłum, a te ciemne oczy, które kiedyś znałam lepiej niż swoje własne, kogoś szukają. Szukają mnie. Jego szczęka jest bardziej zaciśnięta, niż pamiętam, jego ramiona szersze, ale to wciąż on. Wciąż ten mężczyzna, który obejmował mnie, gdy płakałam po śmierci rodziców. Wciąż mężczyzna, który odszedł, gdy potrzebowałam go najbardziej.

  Powinnam uciec. Ukryć się w łazience, aż się podda i wyjdzie. Napisać do Oriona, że popełniłam błąd, że jednak nie jestem gotowa na powrót do domu.

  Ale nie potrafię się ruszyć. Tkwię w miejscu jak sparaliżowana, patrząc, jak mnie szuka, i obserwując dokładnie ten sam moment, w którym jego oczy odnajdują moje po drugiej stronie terminalu.

  Świat się zatrzymuje.

  Wszystko się zatrzymuje. Hałas, chaos, ciągły ruch ludzi pędzących wokół. Przez tę jedną, ulotną chwilę znów jest pięć lat temu, znów mamy po dwadzieścia pięć lat, a on patrzy na mnie, jakbym była jedyną osobą, która ma znaczenie na całym świecie.

  A potem rzeczywistość uderza we mnie z powrotem.

  Zaczyna iść w moją stronę, a ja widzę pytania w jego oczach. Pytania, na które nie jestem gotowa odpowiedzieć. Pytania o to, gdzie byłam, co robiłam, i dlaczego wyglądam jak duch kobiety, którą kiedyś znał.

  — Athena. — Moje imię na jego ustach brzmi jak modlitwa. Jakby nie był pewien, czy jestem prawdziwa.

  — Tristan. — Mój głos brzmi pewniej, niż się czuję. — Nie spodziewałam się... Oriona...

  — Powiedziałem mu, żeby pojechał z Sarah. — Jego oczy badają moją twarz, katalogując każdą zmianę, każdą nową bliznę. — Miałem wolne, więc zgłosiłem się na ochotnika.

  Oczywiście, że tak. Oczywiście, że po pięciu latach milczenia to właśnie tak wracam do domu. Wpadając prosto w ramiona mężczyzny, który złamał mi serce, zanim w ogóle dowiedziałam się, czym jest złamane serce.

  — Wyglądasz... — Zatrzymuje się, kręcąc głową. — Wyglądasz na zmęczoną.

  Zmęczona. Można to i tak ująć. Wyglądam, jakbym przeszła przez wojnę. Bo przeszłam. Wojnę z samą sobą, z własnymi wyborami, z mężczyzną, który próbował wymazać wszystko to, kim kiedyś byłam.

  — To był długi lot — odpowiadam, bo to łatwiejsze niż prawda.

  Kiwa głową, ale widzę, że mi nie wierzy. Tristan zawsze potrafił czytać ze mnie jak z otwartej księgi. Kiedyś była to jedna z rzeczy, które kochałam w nim najbardziej. Teraz mnie to przeraża.

  — Chodźmy — mówi, sięgając po moją walizkę. — Zabierzmy cię do domu.

  Do domu. To słowo uderza we mnie jak fizyczny cios. Nawet już nie wiem, co to znaczy. Mieszkanie w Londynie nigdy nie było domem. Dom stada nigdy nie był domem. Dom to... dom był wcześniej. Zanim zmarli moi rodzice. Zanim podjęłam najgorsze decyzje w moim życiu. Zanim dowiedziałam się, że miłość ma sprawiać ból.

  Idziemy w milczeniu w stronę wyjścia, a ja czuję, że ukradkiem rzuca mi spojrzenia. Obserwuje, jak wzdrygam się, gdy ktoś podejdzie zbyt blisko. Jak trzymam opuszczoną głowę, pochylone ramiona. W jaki sposób nauczyłam się stawać niewidzialną.

  Nie tak chciałam wrócić do domu. Złamana, pokonana, z podkulonym ogonem. Chciałam wrócić triumfalnie, odnosząc sukcesy, z historiami o moim wspaniałym życiu w Londynie. Zamiast tego uciekam od koszmaru, który sama sobie stworzyłam.

  Terminal jest zbyt jasny, zbyt głośny, zbyt pełen ludzi. Każdy dźwięk sprawia, że podskakuję. Każdy nagły ruch powoduje, że moje serce zaczyna galopować. Nienawidzę tego, że stałam się taką osobą. Tą przestraszoną, złamaną istotą, która skacze na widok własnego cienia.

  To Daxon mi to zrobił. Wziął kobietę, którą kiedyś byłam, i systematycznie ją niszczył, kawałek po kawałku, aż została z niej tylko ta wydrążona pusta skorupa, krocząca obok mężczyzny, którego kiedyś kochałam.

  — Athena — mówi cicho Tristan, gdy docieramy na parking. — Co ci się stało?

  Pytanie, którego bałam się najbardziej. Pytanie, na które nie wiem, jak odpowiedzieć, by nie rozpaść się na kawałki.

  — Nic — kłamię, tak samo jak okłamałam Oriona. — Po prostu... Musiałam wrócić do domu.

  Patrzy na mnie przez długą chwilę, a ja widzę walkę toczącą się w jego oczach. Część jego chce drążyć temat, domagać się odpowiedzi. Część pragnie pociągnąć mnie w ramiona i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze.

  Ale nie robi żadnej z tych rzeczy. Po prostu kiwa głową i zatrzymuje się obok smukłego, czarnego motocykla.

  Motocykla. Nie samochodu.

  Wpatruję się w niego przez chwilę, próbując pogodzić to z Tristanem, którego znałam. Mężczyzną, który jeździł rozsądnym sedanem i nosił do pracy koszule zapinane na guziki. Mężczyzną, który nigdy nie podejmował ryzyka, nigdy nie robił niczego odrobinę niebezpiecznego.

  Ale ten Tristan... ten Tristan to coś zupełnie innego. Jest ubrany, jakby wyszedł z jakiejś niebezpiecznej fantazji. Czarna skórzana kurtka, która leży na nim idealnie, ciemne dżinsy opasające jego nogi, buty, które wyglądają, jakby mogły zmiażdżyć komuś czaszkę. W niczym nie przypomina porządnego faceta, jakiego znałam. Ta wersja Tristana to tylko ostre krawędzie i cienie.

  Skórzana kurtka jest miejscami przetarta, jakby miał ją od lat. Jakby żył takim życiem od bardzo dawna. Buty są zarysowane, dżinsy wyblakłe w odpowiednich miejscach. To nie jest kostium. Tym właśnie teraz jest.

  W nim samym też jest coś innego — chłód w jego oczach, napięcie w postawie, którego wcześniej nie było. Teraz ma w sobie też coś niebezpiecznego, coś, co sprawia, że inni ludzie omijają go szerokim łukiem, gdy porusza się w tłumie.

  Chcę zapytać go, kiedy zaczął jeździć. Kiedy zamienił swojego rozsądnego sedana na coś, co krzyczy buntem. Kiedy zdecydował się stać się tą wersją siebie, która wygląda, jakby potrafiła łamać serca i kości z równą łatwością.

  Ale tego nie robię. Nie potrafię. Bo zadawanie pytań oznacza otwieranie drzwi, przez które nie jestem gotowa przejść. Ponieważ jeśli zacznę pytać o jego życie, on zacznie pytać o moje, a ja nie potrafię teraz udźwignąć tej rozmowy.

  Może nawet nigdy.

  Zdejmuje kask z tyłu motocykla i wręcza mi go. — Proszę.

  Moje dłonie drżą, gdy go biorę. Nie ze strachu przed motocyklem. Przez to, jak jego palce muskają moje. Przez to, że patrzy na mnie, jakby widział mnie na wylot, aż do samej duszy.

  Nie byłam tak blisko mężczyzny od miesięcy. Nie z własnego wyboru. Nie bez tego, by podążała za tym przemoc. Moje ciało pamięta, jak to jest być dotykaną w złości, i każdy mój instynkt krzyczy do mnie, bym uciekała.

  Kask jest cięższy, niż się spodziewałam. Czarny, jak wszystko inne, co go teraz dotyczy. Obracam go w dłoniach, próbując wymyślić, jak go założyć, by nie wyjść na idiotkę.

  Ale to przecież Tristan. Tristan, który nigdy nie podniósł na mnie głosu. Tristan, który obejmował mnie, gdy się rozpadałam. Tristan, który tamtej nocy odszedł, owszem, ale który nigdy mnie nie zranił.

  Problem w tym, że moje ciało nie widzi już różnicy. Moje ciało nauczyło się, że mężczyźni oznaczają ból, że bliskość prowadzi do przemocy, że zaufanie komuś to najszybsza droga do bycia zranioną.

  Wsuwam kask na głowę, wdzięczna za barierę, jaką tworzy między nami. Za to, że ukrywa moją twarz, mój wyraz oczu, łzy, z którymi walczę. Za to, że tłumi dźwięki świata, sprawiając, że wszystko wydaje się odległe i oniryczne.

  Przerzuca nogę przez motocykl z wyćwiczoną łatwością, a do mnie dociera, że to dla niego nie nowość. Jeździ już od dłuższego czasu. Dość długo, by sprawiało to wrażenie niewymagającego wysiłku. Dość długo, by motocykl reagował na niego jak przedłużenie jego ciała.

  Silnik ryczy z ożywieniem pod nami, a ten dźwięk przesyła wibracje przez całe moje ciało. Jest głośny, potężny, żywy. Zupełnie inny niż cichy komfort samochodu. Jest to surowe, nieprzefiltrowane, niebezpieczne.

  — Athena — mówi, a jego głos tłumi jego własny kask. — Wszystko w porządku?

  Kiwam głową, nie ufając swojemu głosowi. Następnie podchodzę do motocykla, próbując zorientować się, jak wsiąść, nie robiąc z siebie pośmiewiska. Nie kuląc się przy jego bliskości.

  Nie oferuje pomocy. Jakimś cudem wie, że muszę to zrobić sama. Że muszę udowodnić samej sobie, że wciąż potrafię funkcjonować jak normalny człowiek.

  Przerzucam nogę i sadowię się za nim, a moje ciało sztywnieje z napięcia. Każdy mięsień krzyczy, bym się odsunęła, uciekła, ukryła. Ale zmuszam się, by trwać w bezruchu. Zmuszam się, by oddychać.

  Siedzenie jest wąskie, zaprojektowane tak, by dwie osoby były blisko siebie. Nie ma możliwości, by usiąść za nim bez przyciskania klatki piersiowej do jego pleców, bez obejmowania jego ud swoimi, bez rąk, które nie mają innego miejsca, jak tylko objąć go w talii.

  — Trzymaj się — mówi, a ja słyszę troskę w jego głosie nawet przez kask.

  Moje dłonie odnajdują jego kurtkę, chwytając się skóry jak koła ratunkowego. Jest solidny, ciepły, prawdziwy. Nie jest wspomnieniem. Nie jest duchem z mojej przeszłości. Skóra pod moimi palcami jest miękka, wygładzona przez lata noszenia.

  To po prostu Tristan. Zabiera mnie do domu.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki