Wyjeżdża z miejsca parkingowego powoli, dając mi czas na przystosowanie się. Motocykl mruczy pod nami niczym zadowolona bestia, a ja nie mogę oprzeć się myśli, jak bardzo jest to adekwatne. Wszystko, co dotyczyło Tristana, zawsze przypominało mi coś dzikiego, coś ledwie okiełznanego. Nawet teraz, po pięciu latach rozłąki, czuję tę znajomą energię promieniującą od niego.
*Pachnie jak dom,* szepcze moja wilczyca z tyłu mojego umysłu, a jej głos to ciche mruczenie pełne tęsknoty. *Jak sosnowe lasy i letnie burze.*
*Nie,* odpowiadam jej stanowczo.
*Nie możemy już tak myśleć. Już nie.*
Ale gdy włączamy się do ruchu na autostradzie, motocykl nabiera prędkości i nie mam innego wyjścia, jak trzymać się mocniej. Moje ramiona oplatają jego talię, a moja wilczyca wręcz mruczy z zadowolenia na ten kontakt.
Była taka cicha przez te ostatnie trzy lata, wycofując się głęboko we mnie, gdzie pięści Daxona nie mogły jej dosięgnąć. Ale teraz, ze znajomym zapachem Tristana wypełniającym moje płuca i jego ciepłem przenikającym przez skórzaną kurtkę, budzi się ponownie do życia.
Świat przemyka obok nas w rozmytych smugach światła i cienia. Motocykl jest głośny, potężny, żywy pod nami. Tak różny od duszącej ciszy domu, z którego wreszcie uciekłam.
Czuję w ciele każdą wibrację, każdy zakręt, gdy pochylamy się na łukach drogi. To uczucie jest odurzające, wyzwalające w sposób, o którym zdążyłam zapomnieć, że w ogóle jest możliwy.
Staram się nie myśleć o tym, jak blisko niego jestem. O tym, jak moja klatka piersiowa przylega do jego pleców, jak czuję miarowy rytm jego oddechu, jak moja wilczyca niemal śpiewa z radości, będąc blisko naszego przyjaciela, kogoś bliskiego niczym rodzina, znowu.
Staram się nie myśleć o tym, jak by to wyglądało pięć lat temu, kiedy dotykanie go było czymś naturalnym, kiedy przebywanie blisko niego dawało mi spokój, kiedy myślałam, że może, tylko może — przyjaźń mogłaby stać się czymś więcej.
Teraz wydaje się to niebezpieczne. Nie z jego powodu, lecz mojego. Ponieważ jestem złamana w sposób, którego nie potrafię wyjaśnić. Ponieważ zapomniałam, jak to jest być dotykaną bez użycia przemocy. Ponieważ każdy instynkt w moim ciele krzyczy, bym uciekała, podczas gdy moja wilczyca błaga mnie, bym została.
*On nigdy by nas nie skrzywdził,* upiera się, a jej głos jest teraz silniejszy. *Wiesz o tym. Zawsze o tym wiedziałaś.*
Ale na tym właśnie polega problem. Kiedyś już zaufałam. Zaufałam Daxonowi powierzając mu wszystko — moje serce, moje ciało, moją wilczycę. A on wykorzystał to zaufanie, by niemal zniszczyć nas obie. By odebrać mi jedyną rzecz, która przyniosłaby mi szczęście.
Nie dostałam okazji, by przytulić moje szczenię, z powodu tego samego zaufania.
Zmuszam się do bezruchu. Zmuszam się do oddychania. Zmuszam się, by się trzymać, nawet gdy moje dłonie drżą na brzuchu Tristana. Światła miasta zamazują się, gdy przeciskamy się przez ruch uliczny. Nowy Jork nocą wygląda pięknie z tylnego siedzenia motocykla, cały w neonach i możliwościach. Przez chwilę prawie udaje mi się zapomnieć o ostatnich trzech latach. Prawie mogę udawać, że jestem tylko zwykłą kobietą na motocyklu z mężczyzną, który kiedyś ją kochał.
*Który wciąż ją kocha,* dodaje z nadzieją moja wilczyca.
*Przestań,* ostrzegam ją. *Po prostu przestań.*
*Jako przyjaciel,* dodała.
Chciałam odpowiedzieć, ale wtedy trafiamy na dziurę w drodze i instynktownie zaciskam uścisk wokół jego talii, a ten ruch wywołuje u mnie napad paniki. Moje ciało pamięta bycie szarpaną, bycie przyciskaną, bycie krzywdzoną. Oddech więźnie mi w gardle i nagle już nie jestem na motocyklu. Znów jestem w tamtym domu, z powrotem w tamtej sypialni, z powrotem pod ciężkimi dłońmi Daxona, gdy on...
*Oddychaj,* rozkazuje moja wilczyca, a jej głos przebija się przez spiralę paniki. *Nie jesteś tam. Jesteś z Tristanem. Jesteś bezpieczna.*
Tristan musi czuć moje napięcie, bo zwalnia, a jego dłoń na krótko spoczywa na mojej tam, gdzie opieram ją o jego brzuch. Ten gest jest delikatny, uspokajający i coś we mnie przełamuje. Jego dotyk nie boli. Nie odbiera. On po prostu... przynosi ulgę.
Kiedyś ufałam mu całkowicie. Kiedyś czułam się bezpiecznie w jego ramionach. Kiedyś wierzyłam, że miłość ma przypominać powrót do domu. Z czasów, gdy byliśmy tylko Tristanem, Orionem i Atheną — dwoma dojrzałymi wilkami ze swoją małą wilczą siostrzyczką, uczącymi się, co to znaczy znaleźć swoje stado, swoje miejsce na ziemi.
Teraz nie wiem, jak zaufać komukolwiek. A już na pewno nie mężczyźnie, którego kiedyś pragnęłam jako kogoś więcej niż przyjaciela, zanim mnie opuścił, gdy potrzebowałam go najbardziej.
*To niesprawiedliwe,* upomina mnie wilczyca. *To ty odepchnęłaś jego i Oriona. A potem wybrałaś Daxona zamiast nich.*
Moja wilczyca miała rację, byłam zraniona. Zbyt młoda, by trzeźwo myśleć, pozwoliłam emocjom wziąć nad sobą górę.
*Ponieważ byłam młoda i głupia,* odszczekuję. *Bo myślałam, że muszę wyleczyć się bez nich.*
Potem, gdy spotkałam Daxona, pomyślałam, że jego siła Alfy oznacza bezpieczeństwo.
Teraz wiem już, że to nieprawda. Teraz wiem, że prawdziwa siła nie polega na dominacji czy kontroli. Polega na tym, w jak delikatny sposób Tristan zwalnia motocyklem, gdy czuje, że sztywnieję. Polega na tym, że przyjechał po mnie dzisiejszego wieczoru bez zadawania pytań, bez oceniania, bez żądania czegokolwiek w zamian.
Jazda wydaje się trwać całą wieczność, a zarazem ledwie chwilę. Zbyt szybko wjeżdżamy na podjazd, którego nie rozpoznaję.
Średniej wielkości dom z zadbanym trawnikiem i światłem na werandzie, które oblewa wszystko ciepłym, żółtym blaskiem. Wygląda to... domowo. Ustatkowanie. Jak miejsce, w którym ktoś zbudował sobie życie.
*Gdzie ktoś zbudował życie bez nas,* zauważa moja wilczyca, a w jej głosie słyszę smutek.
Gasi silnik i nagle świat staje się cichy, z wyjątkiem dźwięku naszych oddechów i tykania stygnącego motocykla. Nawet odgłosy miasta wydają się tu stłumione, jakby ten mały dom istniał w swojej własnej, spokojnej bańce.
— Gdzie my jesteśmy? — pytam, zdejmując kask. Moje włosy są w nieładzie, elektryzując się od kasku, przez co sterczą we wszystkich możliwych kierunkach. Prawdopodobnie wyglądam, jakbym przeszła przez tornado, co zresztą nie mija się z prawdą.
— U mnie — mówi, przerzucając nogę przez motocykl z płynną gracją. Wszystko w Tristanie zawsze było pełne gracji, jeszcze zanim jego wilk w pełni się objawił. — Pomyślałem, że możesz nie chcieć jechać od razu do Oriona. Skoro go tam nie ma.
Ma rację. Nie chcę być sama w pustym domu mojego brata, otoczona wspomnieniami o życiu, które kiedyś miałam. Ale też nie wiem, czy poradzę sobie z byciem tutaj, w przestrzeni Tristana, otoczona dowodami życia, jakie zbudował beze mnie.
— Mogę zabrać cię gdzie indziej, jeśli wolisz — mówi, odczytując moje wahanie z tą samą niesamowitą zdolnością, jaką miał od zawsze. — Do hotelu, albo...
— Nie. — To słowo pada ostrzej, niż zamierzałam. — Nie, tu jest... tu będzie w porządku.
Przyglądam się domowi uważniej i coś mi nie pasuje. Wygląda jak dom zaaranżowany przez kobietę. Skrzynki z kwiatami pod oknami, dopasowane meble ogrodowe, sposób, w jaki ogród jest starannie zaplanowany z dbałością o kolory i pory roku.
To proste miejsce, a ja jestem w szoku. Jak to możliwe, że on mieszka w takim miejscu? Jest urządzone i schludne. Tristan jest schludny, ale wiem, że nie lubi takich klimatów. Sposób, w jaki jego dom jest urządzony, wydaje się obcy Tristanowi, którego pamiętam.
*Rzeczy się zmieniają,* mówi cicho moja wilczyca. *Ludzie się zmieniają. My się zmieniłyśmy.*
Ale to po prostu dowód na to, że nie jesteśmy już tymi samymi ludźmi, którymi byliśmy pięć lat temu. Nie wiem, jaki byłby Orion. Czy bardzo się zmienił? Ma teraz dwójkę dzieci, ale nigdy nie poznałam żadnego z nich. Dwa małe szczenięta, których nigdy nie trzymałam w ramionach, których nigdy nie obwąchałam, nie byłam obecna, by pomóc w ich wychowaniu.
Wszyscy ruszyli naprzód beze mnie. Znaleźli swoje miejsce na ziemi i dobrze sobie radzą. Mam wrażenie, że nie jestem tu już nikomu potrzebna. Ale czego się spodziewałam? Przez pięć lat trzymałam się z daleka. Poza zasięgiem. Co z oczu, to z serca, jak mówią. Ale nie jestem zła, bo sama to spowodowałam.
*Przetrwałaś,* przypomina mi wilczyca. *To się liczy.*
Gdy wchodzę do jego salonu, wszędzie widzę zdjęcia. Moje serce zamiera, gdy zauważam konkretną fotografię na kominku — około trzydziestoletnia kobieta na zdjęciu z Tristanem. Wyglądają.... na tak bardzo zakochanych i szczęśliwych.






