– Mireya! – zawołałam, wysiadając z samochodu. Wyglądała na uradowaną moim widokiem, ale wyczuwałam w niej lęk. Gdy ją przytuliłam, ten niepokój stał się jeszcze wyraźniejszy. Bałam się, że sytuacja jest gorsza, niż Lysa opisywała.
– Tak się cieszę, że jesteś – szepnęła, ściskając mnie mocniej. Marek podszedł z drugiego auta, niosąc moją torbę. Mireya puściła mnie i podeszła do niego. Jego twarz r






