Lysa złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę ogniska. Miasteczko watahy było urokliwe. Stało tu mnóstwo domów – wataha musiała być naprawdę liczna. W samym centrum znajdowały się sklepy, restauracje, kawiarnia i inne punkty usługowe. Tereny watahy były rozległe, a wiele firm w sąsiednim ludzkim miasteczku również należało do Alfy Kaelena i jego ludzi. Od kiedy zamieszkałam u Lysy, zapuszczałam się tutaj tylko kilka razy. Przez większość czasu kursowałam jedynie między domem a szkołą. Zostało tylko kilka dni nauki i miałam nadzieję dotrwać do końca bez żadnych kłopotów.
Duża polana za domem watahy była idealnym miejscem na ognisko. Sceneria zachwycała. Polanę z trzech stron otaczały drzewa, a z czwartej strome wzgórze. Nigdy wcześniej nie byłam przy domu watahy, więc nie zdawałam sobie sprawy, jak gęsty las otacza tę część miasta. Dom Lysy znajdował się na drugim końcu i wychodził bardziej na otwarte pola. Skarciłam się w duchu, że nie przyszłam tutaj wcześniej. Lyra pokochałaby bieg w takim miejscu. Drzewa oferowały mnóstwo osłony.
Na miejscu było znacznie więcej osób, niż się spodziewałam. Wataha Karmazynowego Szczytu była potężna i wyglądało na to, że zjawiła się tu połowa jej członków. Czułam zapach jedzenia i mimo niedawnej kolacji, w moim brzuchu zaburczało.
Lysa pisnęła z radości, gdy podszedł do nas przystojny młody wilk. – Elara, to mój chłopak, Alaric.
Uśmiechnęłam się uprzejmie i pomachałam mu. – Cześć, miło cię poznać. – Mimo że mieszkałam u Lysy od dwóch miesięcy, nie poznałam wcześniej jej wybranka. Chciałam to zrobić, ale Lysa rozumiała, że potrzebuję czasu na aklimatyzację i naukę. Byłam też przekonana, że są ze sobą głównie dla seksu. Nigdy tego nie potwierdziła, ale takie miałam przeczucie po jej różnych uwagach. Choć nic mi do tego, nie bawiły mnie złośliwe komentarze Lyry, które pojawiały się w mojej głowie, gdy Lysa opowiadała o Alaricu.
Alaric odwzajemnił uśmiech, po czym zwrócił się do Lysy. – Chodź no tu – powiedział, podnosząc ją i przyciągając do pocałunku.
Odwróciłam wzrok, by dać zakochanym chwilę prywatności, i skierowałam się do stołów z jedzeniem. Chwyciłam ciastko i podeszłam do napojów. Jako wilkołaki możemy pić alkohol w sporych ilościach i nie upijać się zbyt szybko. Możemy poczuć lekkie zawroty głowy, ale upicie się do nieprzytomności jest niemal niemożliwe przez to, ile musielibyśmy wypić. Uznałam, że skoro pierwszy raz spotykam tylu członków watahy, jedno piwo pomoże mi ukoić nerwy.
Odeszłam nieco na bok, obserwując tłum. Obserwowanie ludzi zawsze było moim hobby. W ten sposób wiele dowiedziałam się o ich zachowaniach. W świecie ludzi istniało mnóstwo tradycji, które w watahach nie były tak powszechne. Zrozumienie ich ułatwiało wtapianie się w tłum, zwłaszcza w pracy czy szkole.
Kilka osób podeszło się przedstawić. Lubiłam takie luźne rozmowy; poznałam parę naprawdę miłych osób. Dziewczyna o imieniu Jessa została ze mną dłużej i mówiła... dużo. Była sympatyczna i rozmowa z nią sprawiała przyjemność. Jessa wtajemniczała mnie w różne aspekty życia watahy, opowiadając, kto jest dobrą partią na randkę, a kogo lepiej unikać. Wspomniała też o Alfie Kaelenie. Obecnie go nie było, bo odwiedzał inną watahę, ale miał wrócić za kilka dni. Jej opis pokrywał się z tym, co wcześniej mówiła Lysa.
– Ten wysoki blondyn tam to Jax. Jego bym unikała. Dość szybko zmienia dziewczyny. Mówię z doświadczenia. – Pokręciła głową, najwyraźniej wciąż czując niesmak po nieudanej relacji z Jaxem.
Dopiłam piwo, wzięłam kolejne oraz drugie ciastko i wróciłam do Jessy. Ta skinęła głową w stronę chłopaka w moim wieku, stojącego nieco z boku.
– To Navarre. On i jego rodzina opuścili watahę, gdy jego dziadkowie zachorowali, żeby się nimi zaopiekować. Nigdy jednak formalnie nie odeszli, więc kiedy wrócili cztery miesiące temu, Alfa Kaelen chętnie przyjął ich z powrotem.
Spojrzałam na Navarre'a. „Wątpię, żeby to był nasz mate, ale miło na nim zawiesić oko”, wtrąciła Lyra. Uśmiechnęłam się pod nosem na ten komentarz, ciesząc się, że może powoli przekonuje się do pomysłu randkowania.
„Lyro, doprawdy? Myślałam, że jesteś za czekaniem na przeznaczonego?”, droczyłam się z nią w myślach.
„Wiem, wiem. Ale niech to, Elaro! Spójrz na niego! Jak on może tak stać zupełnie sam, skoro tak wygląda!”.
Lyra nie kłamała. Choć w tej watasze było wielu przystojnych mężczyzn i pięknych kobiet, Navarre wręcz emanował seksapilem. Miał kasztanowe włosy, krótko przycięte po bokach i nieco dłuższe na górze. Mocno zarysowana szczęka i stalowoszare oczy nadawały mu stanowczy, a zarazem tajemniczy wygląd. Krótki rękaw koszulki opinał jego bicepsy i klatkę piersiową, podkreślając każdy mięsień.
Zatopiłam się w przyglądaniu mu się, dopóki Jessa nie wyrwała mnie z transu. – Elara, Navarre tu idzie! – szepnęła podekscytowana, a ja otrząsnęłam się z fantazji.
– Cześć, Jessa. Kim jest twoja koleżanka? Nie widziałem jej tu wcześniej. – Jego głos był niski i kojący.
– Jestem Elara. A ty to...?
– Navarre. Nie widziałem cię wcześniej na żadnym ognisku. – Przyglądał mi się uważnie, niemal sprawiając, że poczułam się nieswojo pod jego spojrzeniem. Choć był zachwycający, nie potrafiłam określić co, ale coś budziło we mnie lekki niepokój. Może to, że był taki bezpośredni?
– Jestem tu od około dwóch miesięcy. Staram się nadrobić zaległości w szkole, żeby skończyć ją w tym roku. Rzadko wychodzę – wzruszyłam ramionami. Zdeterminowana, by nie dać się onieśmielić, utrzymywałam kontakt wzrokowy. W starej watasze, gdy z kimś randkowałam, zawsze czułam się nieco spłoszona. Nie byłam nieśmiała, ale łatwo mnie było przytłoczyć, gdy facet mnie podrywał. Chciałam, by ta nowa wataha była dla mnie nowym otwarciem. – A ty? Jessa wspominała, że ty i twoja rodzina niedawno wróciliście.
Wydawał się nieco zaskoczony moim pytaniem. – Tak, wróciliśmy kilka miesięcy temu. Mój dziadek był chory, więc wyjechaliśmy, by zająć się nim i babcią. Nie było nas kilka lat. Po śmierci dziadka postanowiliśmy wrócić tu razem z babcią. – Mówił z powagą.
– Przykro mi z powodu dziadka. – Przeszył mnie smutek, bo doskonale wiedziałam, co oznacza utrata bliskiej osoby.
Będąc nieco odważniejsza i chcąc okazać wsparcie, położyłam dłoń na jego ramieniu. Jego skóra była ciepła, czułam pod palcami mięśnie przedramienia. Cofnęłam rękę, zanim ta chwila stała się zbyt długa i niezręczna. Chciałam przekazać troskę, a nie wyjść na aspołeczną wilczycę.
Navarre drgnął lekko pod moim dotykiem. – A ty? Skąd przybyłaś?
Chcąc uniknąć długiej i bolesnej opowieści, podałam mu skróconą wersję wydarzeń. – Duża grupa rogue zaatakowała moją watahę w zeszłym roku. Moi rodzice zginęli. Mój brat zaginął. Próbowałam zostać i pomóc w odbudowie, ale zbyt wielu bliskich odeszło. Przyjechałam tu dwa miesiące temu do Lysy i jej rodziny. Mama Lysy była najlepszą przyjaciółką mojej mamy. – Urwałam, by nie dać się ponieść emocjom.
– Wow, współczuję ci, Elaro. To straszne. Czy wiadomo, dlaczego zaatakowali? Nigdy nie słyszałem o tak licznej grupie rogue podejmującej wspólny atak. – Navarre przysunął się bliżej. Patrzył mi prosto w oczy, sprawiając, że poczułam, jakby naprawdę zależało mu na tym, co mówię. A może po prostu dopisywałam do tego zbyt wielką wagę?
– Nasz Alfa przeżył i próbował poznać powód. Inna wataha wysłała tropicieli i udało im się dopaść jednego z napastników. Jedyne, czego się dowiedzieli, to że czegoś szukali. Mieli obiecane sowitą zapłatę, jeśli to zdobędą. Ale nigdy nie odkryto, o co chodziło. – Zadrżałam lekko. Nocne powietrze zrobiło się chłodne, a wracanie do tamtych chwil tylko potęgowało dreszcze.
– Masz, weź moją bluzę – powiedział Navarre, podając mi rozpinaną bluzę z kapturem.
Włożyłam ją i wciągnęłam nosem jego zapach. Pachniał ziemią, dębem i cytrusami. To było kojące połączenie. – Dzięki – wykrztusiłam, uświadamiając sobie, że pewnie wyglądam idiotycznie, wąchając jego ubranie.
– Nie ma sprawy. Słuchaj, zastanawiałem się... – zaczął, ale nie zdążył dokończyć.
– Elaro, jestem Beta Varrick. Alfa Kaelen prosił, bym się z tobą skontaktował. Obecnie przebywa z wizytą u innej watahy, ale chciałby się z tobą widzieć po powrocie. Wykazał się dużą cierpliwością, pozwalając ci na gościnę, ale jeśli zamierzasz tu zostać, chce omówić twoje oficjalne dołączenie do watahy. Powinien wrócić jutro wieczorem. Proszę, przyjdź do niego w niedzielę około trzynastej. – Beta wyglądał na niezwykle poważnego – sam konkret. Zastanawiałam się, czy zawsze taki jest. Jego śniada skóra podkreślała złociste oczy. Miały intrygujący odcień, jakiego nigdy wcześniej nie widziałam.
– Oczywiście, dziękuję. Będę. – Wydukałam te słowa, spuszczając wzrok. Ten człowiek był więcej niż onieśmielający. Jeśli Beta taki był, aż bałam się myśleć, jak będzie wyglądać spotkanie z Alfem!
Spojrzałam na Jessę i Navarre'a. – Powinnam już iść. Jestem zmęczona, a muszę jeszcze znaleźć Lysę przed powrotem do domu.
Jessa uścisnęła mnie mocno. – Cieszę się, że cię poznałam, Elaro. Zadzwoń do mnie w weekend, musimy się spotkać. – Pobiegła w stronę tłumu, zostawiając mnie samą z Navarre'em.
– Mogę cię odprowadzić, jeśli chcesz. Chyba widziałem Lysę i jej chłopaka, jak szli w stronę lasu pół godziny temu. Nie wiadomo, kiedy wrócą. – Navarre wzruszył ramionami. Miał łagodne spojrzenie i uznałam, że pozwolę mu się odprowadzić.
„A jeśli będziemy mieć szczęście, może na koniec dostaniemy buziaka”, rzuciłam do Lyry.
„Hmmm, może. Ale żadnego seksu bez partnera”, stwierdziła stanowczo Lyra.
„Przerabiałyśmy to już sto razy. Wiem, co czujesz. Ty wiesz, co ja czuję. Moje dziewictwo zostaje nienaruszone, dopóki nie spotkamy przeznaczonego. Ale w międzyczasie obie wiemy, że jest mnóstwo innych przyjemnych rzeczy do robienia”.
„To prawda”, mruknęła w mojej głowie. Kiedy skończyłam szesnaście lat, zaczęłam odczuwać dość silny popęd. Choć nie sypiałam z kim popadnie, cieszyłam się chwilami bliskości z chłopakami. Długa przerwa sprawiła, że moje pragnienia wezbrały. Mama mówiła, że to prawdopodobnie przez moją naturę czerwonej wilczycy. Większość wiedzy o czerwonych wilkach to legendy. Mama powtarzała, że mogę zyskać jakąś „magiczną” moc, ale poza tym, że niemal wszystkie emocje odczuwam ze zdwojoną siłą, nie byłam pewna, czy mam w sobie cokolwiek magicznego. Żałowałam, że nie dowiedziałam się więcej, zanim zmarła. Wszystko wokół czerwonych wilków było owiane tajemnicą, a ja czułam, że powinnam wiedzieć więcej.
– Jasne, chodźmy – powiedziałam do Navarre'a.
Położył dłoń na moich lędźwiach i poprowadził mnie przez tłum. Skądś z oddali dobiegł głęboki warkot, ale nie potrafiłam dostrzec, od kogo pochodził. Nikt inny nie wydawał się go słyszeć.
„Masz pojęcie, co to było?”, zapytałam Lyrę.
„Myślę, że to jakaś wilczyca, ale nie potrafię wskazać która”, Lyra wydawała się równie skołowana. „Ale zdecydowanie czułam, że to było skierowane do nas”.
Postanowiłam to zignorować i szłam dalej z Navarre'em.
Przez chwilę szliśmy w milczeniu. W pewnym momencie Navarre przesunął dłoń w górę mojego ramienia i objął mnie. Postanawiając stłumić naturalny instynkt odsuwania się, oparłam głowę na jego piersi. Tak dawno nikt mnie nie dotykał w ten sposób. Lysa tuliła mnie często, ale robiła to albo z ekscytacji, albo by mnie pocieszyć.
Dotyk Navarre'a był inny. Sprawiał mi przyjemność. Sprawiał, że czułam bliskość, jakiej dawno mi brakowało, jakbym chciała, by dotykał mnie częściej. Nie wiedziałam, czy to uczucie wynikało z długiej abstynencji, czy z czegoś innego. Wywołało we mnie fale pożądania, a ja rozkoszowałam się tym stanem.
Gdy zbliżaliśmy się do domu Lysy, zobaczyłam, że Amara zostawiła nam zapalone światło na ganku. Nie wiedziałam, kiedy wróci Lysa, ale doceniłam ten gest, bo było już grubo po dwudziestej drugiej i zrobiło się ciemno.
Kilka metrów przed drzwiami, wciąż w cieniu, Navarre zatrzymał mnie i odwrócił twarzą do siebie.
– Miło spędziłem z tobą czas, Elaro. Mam nadzieję, że znowu się zobaczymy. – Patrzył mi prosto w oczy; dostrzegłam w nich wirujące czarne drobinki. Szary kolor z tymi czarnymi plamkami był pięknym połączeniem.
Zaczął mnie przyciągać do uścisku, ale ja chciałam czegoś więcej. Spojrzałam na niego i wspięłam się na palce, by go pocałować. Ewidentnie go zaskoczyłam, bo jego usta były początkowo sztywne. Zdeterminowana, by wydobyć z tego pocałunku coś więcej, nie przerywałam go, dopóki Navarre się nie rozluźnił i nie zaczął mi oddawać. Przez chwilę myślałam o pogłębieniu pocałunku, ale uznałam, że to może poczekać. Ostatnią rzeczą, jakiej chciałam, było zbyt szybkie tempo.
– Może wpadniesz jutro? – zapytałam, odsuwając się nieco. Wyraźnie nie spodziewał się tego pocałunku, ale wyraz jego twarzy mówił, że bardzo mu się podobało.
– Jasne, chętnie. – Navarre lekko się zająknął, a ja czułam bijące od niego podniecenie.
Weszłam do domu i zamknęłam drzwi. Czy ja naprawdę to zrobiłam?






