Nie mogłam się nie zgodzić z Lyrą. W mojej starej watasze musiałam bardzo uważać na przemiany. Zazwyczaj robiłam to w samotności. Mama zawsze martwiła się, żeby nikt nie zobaczył czerwonej wilczycy. Nigdy do końca nie wyjaśniła dlaczego, ale zawsze na to nalegała. Mogłam biegać z bratem, o ile on najpierw sprawdzał teren w lesie. Kilka razy wyrwałam się sama, ale zawsze trzymałam się na uboczu. Od kiedy tu przyjechałyśmy, nie pozwoliłam Lyrze się wybiegać. Bieg mógłby pomóc mi oczyścić umysł i pozbyć się resztek emocji, które mnie męczyły.
„Musimy najpierw dotrzeć do granicy lasu, ale idziemy”. Ruszyłam przodem, idąc wzdłuż pola za domami. Choć za budynkami było trochę drzew, las nie był tam wystarczająco gęsty, bym czuła się bezpiecznie podczas przemiany.
Lyra i ja przekomarzałyśmy się przez całą drogę. Po stracie rodziny to ona była moją jedyną stałą towarzyszką. Wilki zawsze nam towarzyszą, ale wsparcie Lyry pomogło mi przetrwać najmroczniejsze chwile. Lubiłam te rozmowy. Pomagały mi zapomnieć o wszystkich negatywnych rzeczach, które mnie prześladowały.
Po około dwudziestu minutach marszu dotarłam do ściany lasu. Nie byłam daleko od miejsca, gdzie wczoraj płonęło ognisko. Weszłam kilkanaście metrów w głąb, z dala od linii drzew. Wiedziałam, że w okolicy są patrole, ale większość z nich krążyła znacznie głębiej w lesie, chroniąc granice terytorium.
„To wygląda na dobre miejsce”, powiedziałam do Lyry. „Pozwól, że najpierw się rozbiorę. Lubię ten zestaw, a muszę mieć co na siebie włożyć w drodze powrotnej”. Szybko zdjęłam ubrania, pozwoliłam Lyrze przejąć kontrolę i przemieniłam się.
„Niech to szlag, jak dobrze!”, wykrzyknęła Lyra w mojej głowie. Otrzepała futro i ruszyła pędem. Zawsze uważałam wilczą formę Lyry za piękną. Miała głęboko czerwone futro – ten sam odcień co moje włosy, ale o ton ciemniejszy. Na łapach miała białe „skarpetki”, co stanowiło uderzający kontrast dla reszty jej szkarłatnej maści.
„Dokąd biegniemy?”, zapytała, nie zwalniając tempa.
„Nie zapuszczaj się za daleko, może po prostu biegnijmy równolegle do skraju lasu. Nie wiem, gdzie dokładnie patrolują, a nie chcę mieć z nimi do czynienia”. Poczułam, jak dygocze na znak zgody.
Biegła i biegła, a ja rozkoszowała się tym uczuciem. Skręciła za załomem i usłyszałam szum wody.
„Chodźmy to sprawdzić”, ponagliłam ją, a ona skierowała się ku strumieniowi.
Zaledwie po kilku minutach Lyra dotarła do wody. Przez las płynął mały strumyk. Lyra weszła do wody, przeszła kawałek wzdłuż nurtu, po czym odwróciła się i napiła. Podobało mi się uczucie chłodnej wody na jej łapach; zachęciłam ją, by usiadła nad brzegiem. Szum wody był kojący.
„Posiedźmy tu chwilę”, poprosiłam. Lyra nie protestowała. Wiedziałam, że kocha wodę tak samo jak ja.
„Pójdę na tamte skały. Wiesz, że lubię siedzieć w słońcu”. Podpłynęła do głazów i wskoczyła na nie.
Siedziałyśmy w milczeniu przez kilka minut, łapiąc ostatnie promienie słońca przed jego całkowitym zachodem.
Lyra nagle nastawiła uszu, słysząc dźwięk dobiegający z odległości kilkunastu metrów w górę strumienia.
Polegając na jej wyostrzonym słuchu, zapytałam: „Co to?”.
„Jeszcze nic nie widzę. Coś porusza się wzdłuż brzegu. Czekaj! Czuję jakiś zapach”.
W tej samej chwili moim oczom ukazał się uderzająco piękny czarny wilk. Jego futro miało najgłębszy odcień czerni, jaki kiedykolwiek widziałam, zaledwie z małym srebrnym akcentem na piersi. Nigdy wcześniej nie widziałam wilka o tak ciemnej maści.
Czarny wilk uniósł łeb, przyglądając mi się uważnie.
„Co robimy?”, zapytałam Lyrę. Ucieczka nie wchodziła w grę. To był ewidentnie bardzo potężny wilk.
„Nie znam go”. Lyra mu się przyglądała. Wilki potrafią się nawzajem zidentyfikować, jeśli wcześniej spotkały się w ludzkiej formie. Nie znałyśmy zbyt wielu osób z tej watahy, a ten wilk nie przypominał nikogo, kogo spotkałyśmy.
Węsząc w powietrzu, czarny wilk podszedł do nas. Usiadł tuż obok głazu, na którym spoczywałyśmy. Dopiero wtedy zobaczyłam jego prawdziwy rozmiar. Siedząc na skale, czułam się duża, ale przy nim wypadałam blado. Nawet siedząc na ziemi, był ode mnie wyższy.
Przekrzywił łeb, wciąż świdrując mnie wzrokiem.
„Nie sądzę, żeby chciał nas skrzywdzić”, szepnęła do mnie Lyra.
„Widzisz jego oczy? Są tak niebieskie, że niemal czarne. Nigdy nie widziałam tak ciemnego, a zarazem błękitnego koloru”.
Czarny wilk zdawał się rozluźniać. Lekko uchylił pysk, pozwalając językowi wysunąć się z boku.
Lyra miała na pysku wyraz konsternacji, podobnie jak ja. „Chciałabym wiedzieć, kim on jest”. Znów spojrzałam mu w oczy. Wirowały w nich złote i srebrne drobinki.
Czarny wilk wstał i nachylił się nad wodą, by się napić. Potem położył się u stóp głazu.
„Powinnam się położyć?”, Lyra była zdezorientowana.
„Chyba tak. Nie wiem, co innego mogłybyśmy zrobić”. Skinęła głową i ułożyła się na skale.
Siedzieliśmy tak przez coś, co wydawało się przynajmniej godziną. Słońce już dawno zaszło, a w lesie zrobiło się całkiem ciemno. Siedzenie z tym czarnym wilkiem było dziwnie uspokajające. Czułam jego energię. Nigdy wcześniej nie czułam czegoś takiego u innego wilka. Ta energia pulsowała w mojej klatce piersiowej, rozchodząc się po całym ciele.
„Co to za uczucie? Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułam”, zapytałam zdumiona. Lyra pokręciła łbem. Też nie wiedziała.
Spojrzałyśmy na czarnego wilka. Jego oczy lekko poszarzały – wiedziałam, że porozumiewa się z kimś z watahy, prawdopodobnie z tej tutaj.
Wstał z sapnięciem i cicho skomlał. Nosem trącił pysk Lyry. Lyra w odpowiedzi otarła się swoją głową o jego, co u wilków jest odpowiednikiem uścisku. Wydawał się niechętny do odejścia, ale spuścił łeb i odbiegł kłusem w stronę, z której przyszedł.
„Co to było?”, zapytałam, wciąż patrząc w stronę, w której zniknął.
„Elaro, nie wiem, co powiedzieć. Ta energia była taka... dziwna. Nigdy nie czułam czegoś takiego w kontakcie z innym wilkiem”. Lyra była równie oszołomiona jak ja.
„Wracajmy. Robi się późno”. Lyra ruszyła w stronę miejsca, gdzie zostawiłyśmy ubrania.
Dziesięć minut później byłyśmy na miejscu. Szybko się przemieniłyśmy, a ja się ubrałam. Szłyśmy do domu w milczeniu. Obie pogrążyłyśmy się w rozmyślaniach o spotkaniu z czarnym wilkiem.
Kim on był?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
PERSPEKTYWA ALFY KAELENA
Wróciłem do domu ze spotkania z sąsiednią watahą nieco wcześniej, niż planowałem. Alfa robi się niespokojny, gdy zbyt długo przebywa poza domem. Choć nie było mnie tylko cztery dni, czułem palącą potrzebę powrotu do swoich ludzi.
– Alfa Kaelen, dobrze, że wróciłeś! – przywitał mnie Beta Varrick, gdy tylko wszedłem. – Jak minęła podróż? – Varrick zmarszczył brwi, widząc moją minę.
– W porządku, po prostu była długa. Muszę iść pobiegać. – Przeczesałem palcami włosy, czując narastające napięcie. Alfa sąsiedniej watahy Celestia został poważnie ranny w niedawnym ataku i potrzebowali wskazówek. Choć chętnie pomagałem, miałem dość bycia z dala od własnej watahy.
– Umówiłem spotkanie z Elarą, tą nową wilczycą, która od kilku miesięcy mieszka u Amary i Faelana. Będzie tu jutro o trzynastej. – Varrick streścił mi wydarzenia z czasu mojej nieobecności. – Zostawiam cię, idź pobiegaj. Daj znać, gdybyś czegoś potrzebował.
Wyszedłem z domu watahy i ruszyłem ku linii lasu. Szybko zrzuciłem ubrania i zacząłem biec. Rovok zawył z aprobatą, gdy ruszyliśmy pędem, lawirując między drzewami i przeskakując przez skały. Pobiegliśmy aż do linii granicznej, sprawdzając posterunki, po czym zawróciliśmy w stronę domu.
„Może zejdziemy nad strumień? Dawno nas tam nie było”, zaproponowałem Rovokowi. Nie musiałem go namawiać. Uwielbiał to; warknął z uciechy i jeszcze bardziej przyspieszył.
Gdy zbliżaliśmy się do strumienia, Rovok nagle zwolnił i się zatrzymał.
„Czujesz to? Kto to?”, Uniósł nos i znów zaczął węszyć. Żaden z nas nie rozpoznawał tego zapachu. Był przyjemny – obaj rozkoszowaliśmy się tą wonią.
Rovok ostrożnie skradał się wzdłuż brzegu, aż w końcu ją zobaczył. Piękna czerwona wilczyca. Nigdy wcześniej nie widziałem czerwonego wilka. Z tego, co wiedziałem, nie było ich już na świecie, wyginęły setki lat temu. Kolor był niesamowity. Prawdziwa czerwień, a nie rdzawy odcień, który czasem zdarza się u wilków.
Podchodząc do niej, czuliśmy jej energię. Zapach był odurzający. Rovokowi i mnie bardzo podobało się przebywanie w jej pobliżu, choć nie potrafiliśmy zrozumieć dlaczego. Zorientowałem się, że się w nią wpatruję, więc postanowiłem podejść bliżej, by sprawdzić jej reakcję. Nie poruszyła się, więc podszedłem jeszcze bliżej. Czy jest odważna? A może przerażona? Nie wiedzieliśmy, dlaczego nie uciekła, ale cieszyliśmy się, że została.
Nie chciałem opuszczać jej towarzystwa, więc usiadłem. Czerwona wilczyca cały czas siedziała na skale. Patrzyłem na nią, czując w jej obecności niesłychany spokój. Chciałbym wiedzieć, kim jest, ale nie należała do naszej watahy – nie mogłem nawiązać z nią połączenia telepatycznego. Albo, jeśli należała, to blokowała dostęp. Ale znałem wszystkie wilki z mojej watahy i jej wśród nich nie było.
Chcąc zobaczyć, jak zareaguje, położyłem się obok niej. Wilki zazwyczaj nie siadają ani nie kładą się tak blisko siebie, jeśli się nie znają, ale przyciąganie było zbyt silne. Nie wiedziałem, kim jest, ale desperacko chciałem się tego dowiedzieć.
Siedzieliśmy tak przez pewien czas. Jej obecność sprawiała mi przyjemność. Nigdy nie czułem się tak przy żadnym innym wilku.
Zastanawiałem się nad przemianą, by móc się jej przedstawić, gdy nagle Varrick połączył się ze mną telepatycznie.
„Alfa Kaelen? Schwytano rogue na północno-wschodniej granicy. Chcesz go przesłuchać?”. Varrick wyrwał mnie z hipnotycznego stanu, w który wprawiła mnie czerwona wilczyca. Jak długo tu byłem?
Odpowiedziałem Varrickowi, że zaraz będę.
Wstałem z sapnięciem, a Rovok skomlał.
„Nie wiem, co to jest, ale nie chcę odchodzić”, żalił się. Rovok potarł nosem pysk czerwonej wilczycy. Zdawał się przywiązać do niej w mgnieniu oka i nie mogłem go za to winić. Była niezwykle intrygująca.
„Wiem, ale musimy sprawdzić, co z tym rogue”, odparłem. Rovok ruszył kłusem wzdłuż strumienia. Obejrzałem się raz jeszcze i zobaczyłem, że czerwona wilczyca wciąż na nas patrzy.
Kim ona była?
Rovok pobiegł szybko do skraju lasu, gdzie wróciliśmy do ludzkiej formy. Wciągnąłem ubrania i pospiesznie skierowałem się do domu watahy.
– Alfa Kaelen, dobrze, że jesteś. – Powitał mnie Torin, główny wojownik, oraz jego podwładny, Navarre.
– Co wiemy? – skierowałem pytanie do Torina. Nie zwalniałem kroku, idąc w stronę swojego biura.
– Z tego, co widzimy, to zwykły rogue. Przeszukaliśmy cały teren i nie wykryliśmy innych intruzów – Torin przedstawił szczegóły.
– Wyglądał na rannemu, Alfo. Jednak kiedy go schwytaliśmy, wciąż próbował walczyć. Ale to było tak, jakby nie potrafił mówić – wtrącił Navarre, dodając szczegóły z samego zatrzymania.
– Dziękuję, Torinie. Navarre. Kontynuujcie przesłuchanie. Beta Varrick, ty zostań. Chciałbym z tobą porozmawiać. – Poczekałem, aż Torin i Navarre wyjdą, po czym zwróciłem się do Varricka. Gestem wskazałem mu krzesło. Nalałem sobie drinka i zaproponowałem mu to samo.
Spojrzał na mnie pytająco. – O co chodzi?
Varrick i ja przyjaźniliśmy się od dziecka. Poza tym, że był moim Betą, był też moim najlepszym przyjacielem i znał mnie lepiej niż ktokolwiek inny.
Usiadłem i westchnąłem, biorąc łyk whisky. – Powiedz mi, co wiesz o czerwonych wilkach.
Posłał mi zdziwione spojrzenie, ale po chwili zaczął odpowiadać. – Niewiele. Wszyscy znamy legendy o śmierci ostatniego czerwonego wilka przed wiekami. Mówiono, że miały jakąś magiczną moc, choć nigdy nie było jasne jaką. Wierzy się, że wraz ze śmiercią ostatniego z nich wszystkie watahy stały się bardziej podatne na ataki.
– I nikt od tamtej pory nie widział czerwonego wilka? – Rovok nadstawił uszu, czekając na odpowiedź Varricka.
– Nie. Dlaczego pytasz? – Varrick był wyraźnie zdezorientowany.
– Podczas dzisiejszego biegu byłem nad strumieniem. Spotkałem tam wilczycę. Nie znałem jej zapachu ani jej oczu. To był czerwony wilk. Była absolutnie piękna. Jej zapach był odurzający. Czułem taki spokój, siedząc przy niej. – Pokręciłem głową, zdając sobie sprawę, że brzmię jak kompletny sentymentalista.
– Znamy wszystkie wilki w watasze. No, wszystkich poza Elarą. Nie sądzę, by ktokolwiek widział jej wilczycę, odkąd się tu sprowadziła – Varrick stwierdził oczywisty fakt, choć miałem wrażenie, że mówił to bardziej do siebie niż do mnie.
– Cóż, jutro dowiemy się więcej. – Uniosłem szklankę w stronę Varricka i dopiłem whisky. Czy to możliwe, by nowa członkini mojej watahy naprawdę była czerwonym wilkiem?






