Obudziłam się przed szóstą rano, nieco zawiedziona, że żadne sny o Navarre'ze nie nawiedziły mnie podczas snu. Może to i lepiej. Przeciągnęłam się, wstałam z łóżka i nie tracąc czasu na przebieranie, usiadłam przy biurku. Zostały mi trzy projekty do skończenia i miałam nadzieję uwinąć się z nimi rano. Potem zostaną już tylko egzaminy z trzech ostatnich przedmiotów.
Zamknęłam laptopa po skończeniu ostatniego zadania. Przeciągnęłam się i potarłam oczy. Spojrzałam na telefon – pracowałam prawie sześć godzin.
„Twoja nauka jest taka nudna”, marudziła Lyra.
„Wiem, ale wiesz też, jakie to dla mnie ważne”. Wstałam i znów się przeciągnęłam, czując lekkie zakwasy po wczorajszych „aktywnościach”. Potrząsnęłam głową, próbując odgonić te myśli.
„Czy ty nie zaprosiłaś Navarre'a?”, zapytała Lyra, podsyłając mi obrazy rzeczy, które chciałaby, żeby mi zrobił. Nigdy nie pokazywała mi samego seksu – takich obrazów mi oszczędzała – ale te, które widziałam, były wystarczająco sugestywne.
„Lyro, wystarczy! Ani słowa więcej!”, zajęczałam, wiedząc, że niebezpiecznie zbliżam się do kolejnej fali podniecenia. „I masz rację, zaprosiłam go. Nie mam pojęcia, czy przyjdzie, ale powinnam wyjść z tej piżamy”.
Szybko poszłam do łazienki i doprowadziłam się do porządku. Nie będąc pewna, co na siebie włożyć, zdecydowałam się zapleść włosy w warkocz opadający na bok. Kilka kosmyków luźno okalało moją twarz. To była jedna z moich ulubionych fryzur. Do tego tylko tusz do rzęs i błyszczyk w naturalnym kolorze.
Przejrzałam szafę. Nie wiedząc, czy Navarre w ogóle się pojawi, postawiłam na styl „uroczo i wygodnie”: granatowa spódniczka przed kolano i różowy t-shirt z dekoltem w serek. Do tego granatowe Conversy. Zadowolona z efektu, zeszłam na dół na lunch.
– Hej, Lysa! Jak tam ognisko? Nie jestem pewna, ile z niego właściwie widziałaś – zażartowałam, wchodząc do kuchni.
Spojrzała na mnie, robiąc się purpurowa na twarzy. – Tak, bawiłam się świetnie. – Wyglądała na zmieszaną, ale uśmiechała się szeroko na wspomnienie wczorajszej nocy. – A ty? Ktoś mi mówił, że wracałaś z kimś do domu. Kto to był? – zapytała, wyraźnie próbując zmienić temat.
– Było miło. Jessa opowiedziała mi mnóstwo rzeczy o watasze. Beta Varrick stwierdził, że Alfa Kaelen był „nad wyraz cierpliwy” i mam się u niego stawić jutro. – Zironizowałam, robiąc cudzysłów w powietrzu.
– Dobra, dobra, ale z kim wracałaś? – Lysa nie zamierzała odpuścić.
– Z Navarre'em – rzuciłam, czekając na jej reakcję.
Lysa wyglądała na zaskoczoną. – Jest niezły. Pamiętam go, jak był młodszy, ale teraz niewiele o nim wiem. Czy, em, coś się wydarzyło?
Westchnęłam. Lysa wiedziała, że odczuwam emocje mocniej niż inni. Dzieliłyśmy się niemal wszystkim, więc opowiedziałam jej o swoich doświadczeniach z poprzednimi chłopakami – głównie dlatego, że nawet gdybym nie chciała, Lysa by to ze mnie wyciągnęła.
– Chciał się przytulić. Ja chciałam czegoś więcej i go pocałowałam. Całkowicie go zamurowało. – Uśmiechnęłam się, wspominając tamtą chwilę. Wyciągnęłam z lodówki resztki kolacji i wstawiłam do mikrofali. Jedzenie Amary było zbyt dobre, by go nie dojeść.
– Hmmm – skomentowała Lysa.
– Co to za „hmmm”? – zapytałam, wyjmując talerz, biorąc widelec i siadając obok niej.
Wzięłam kilka kęsów, czekając na jej odpowiedź.
Zachichotała. – Wydawało mi się po prostu, że słyszałam, jak dobrze się bawisz. – Zerkała na mnie znad swojego lunchu.
Większość osób pewnie by się spaliła ze wstydu, ale nie ja. Choć było mi trochę głupio, że mój głos tak się niósł i miałam ogromną nadzieję, że tylko Lysa to słyszała, nie wstydziłam się tego, co zrobiłam.
– Owszem, bawiłam się dobrze, dziękuję – stwierdziłam rzeczowo. Zmieniając temat, zapytałam: – Czego mam się spodziewać po spotkaniu z Alfem Kaelenem? Beta Varrick mówił, że chce pogadać o moim dołączeniu do watahy.
Lysa pokiwała głową. – Każdy nowy wilk przechodzi krótką ceremonię. To w zasadzie odcina twoje więzi ze starą watahą, których i tak już nie masz, i pozwala ci w pełni stać się częścią naszej. Dzięki temu będziesz mogła komunikować się telepatycznie z każdym członkiem watahy. On zazwyczaj chce to załatwić szybko, więc nie zdziwię się, jeśli zrobi to już jutro.
– Czy on jest miły? Nie mam pojęcia, czego oczekiwać. – Skutecznie unikałam Alfy przez dwa miesiące i teraz denerwowałam się tym spotkaniem. Większość Alfów była sroga i budziła respekt. Musieli tacy być. Zarządzali wielkimi grupami i mieli mało czasu na uprzejmości. Byli też niebywale lojalni i gotowi zginąć w obronie watahy. No i zazwyczaj byli obłędnie przystojni. Alfy są silniejsze, szybsze i większe niż jakikolwiek inny wilk.
– Moje kontakty z nim zawsze były w porządku. Jest konkretny, ale zdarza mu się spędzać czas z ludźmi podczas imprez watahy. Niektórzy mówią, że jest przyjacielski i pewnie potrafi taki być, ale przez większość czasu liczy się dla niego tylko interes watahy. No i mówiłam ci już, że jest boski. – Uśmiechnęła się i znacząco uniosła brwi.
– Co z tobą nie tak? – zażartowałam, kończąc posiłek i wstawiając miskę do zmywarki.
Odwróciłam się, by zapytać Lysę o jej noc na ognisku, gdy nagle rozległo się pukanie do drzwi.
– Alaric miał wpaść. Możesz otworzyć? Jestem taka głodna, chcę spokojnie dokończyć kanapkę. – Wepchnęła sobie kolejny kęs do buzi, posyłając mi uśmiech.
– Otworzę. – Pokręciłam głową i poszłam do przedpokoju. Ta dziewczyna miała niesamowity spust. Czasami jadła za trzech. Wilki potrafią sporo zjeść, ale ona potrafiła zawstydzić nawet samców.
Idąc korytarzem, otworzyłam drzwi, spodziewając się Alarica. I faktycznie tam stał, ale obok niego był Navarre. Mój oddech na chwilę zamarł, gdy przypomniałam sobie, jaki on jest, niech to szlag, przystojny.
– Hej, Elara. Jest Lysa? – zapytał Alaric, mijając mnie w drzwiach. Nie czekał na odpowiedź i ruszył prosto do kuchni. Usłyszałam, jak Lysa odsuwa krzesło i woła go po imieniu, najwyraźniej rzucając mu się na szyję.
Odwróciłam się do Navarre'a, który wciąż stał w progu i gapił się na mnie. Nie żebym miała coś przeciwko, ale mnie to zaskoczyło.
„Niech mnie, ale on jest ciacho”, szepnęła Lyra, podsyłając mi obraz Navarre'a bez koszulki.
„Owszem, jest”, odpędziłam myśli, które podsuwała mi wilczyca, i podeszłam bliżej.
– Cieszę się, że wpadłeś – powiedziałam, dotykając jego ramienia. Zauważyłam, że lekko zadrżał, uśmiechając się do mnie.
– Miło spędziłem czas wczoraj. Powiedziałaś, żebym wpadł... – Urwał, jakby był trochę zdenerwowany. – Ładnie dziś wyglądasz – dodał.
Posłałam mu zawadiacki uśmiech, odgarniając kosmyk włosów. – Dzięki. Chodźmy na spacer. – Chwyciłam go za rękę i pociągnęłam w stronę pola za domem. Na skraju pola rosła niewielka kępa drzew, którą często odwiedzałam. Było tam kilka głazów, na których idealnie by się siedziało i rozmawiało.
Mogłam puścić jego dłoń podczas marszu, ale uznałam, że podoba mi się ten kontakt, a on nie protestował.
Dziesięciominutowy spacer upłynął nam na przyjacielskiej rozmowie. Zapytałam Navarre'a o rodzinę. Opowiedział mi o rodzicach, bracie i siostrze. Jego brat znalazł swoją mate w zeszłym roku i mieszkał z nią w watasze. Siostra, rok młodsza od Navarre'a, również niedawno odnalazła swojego przeznaczonego. Navarre skończył właśnie dziewiętnaście lat. Najwyraźniej wciąż nie spotkał swojej połówki. Wiedział, że nie ma jej w tej watasze, ale nie spieszyło mu się do poszukiwań. Był jednym z czołowych wojowników i starał się o pozycję Głównego Wojownika.
Lubiłam słuchać, jak o sobie opowiada. Droga minęła nam błyskawicznie. Zatrzymałam się, gdy dotarliśmy do drzew. Wiosna sprawiła, że kępa się zazieleniła, czyniąc to miejsce bardziej ustronnym niż wtedy, gdy odkryłam je parę miesięcy temu.
Wciągnęłam Navarre'a między drzewa. – Znalazłam to miejsce niedługo po tym, jak zamieszkałam u Lysy. Wtedy nie było tu tak bujnie, ale i tak mi się spodobało. Dobre miejsce do przemyśleń. Jest wystarczająco daleko od granicy lasu, że większość wilków tu nie zagląda.
Przeszliśmy przez zarośla na małą polankę. Stały tam dwa duże głazy, idealne do siedzenia. Usiadłam na tym, który był skąpany w słońcu, chcąc nacieszyć się ciepłem późnowiosennego dnia.
– No dobra, ja mówiłam przez całą drogę. Teraz ty opowiedz mi coś więcej o sobie. – Navarre usiadł obok mnie. Czułam przyjemność z tego, że siedzi tak blisko.
Opowiedziałam mu o rodzinie i o tym, jak zginęli. Opisałam atak rogue i to, jak bardzo wydawali się zorganizowani – zupełnie inaczej niż zwykle. Wyglądał na bardzo zaniepokojonego.
– Nigdy nie słyszałem o czymś takim. O takim sposobie ataku. Czy komuś udało się ustalić, dlaczego to zrobili? – dopytywał z troską, i trudno mu się było dziwić. Po tamtych wydarzeniach Alfa Torvald spędził mnóstwo czasu na spotkaniach z sąsiednimi watahami, próbując zebrać jakiekolwiek informacje. Już wcześniej mnie o to pytał, a szczegóły, które podawałam, tylko potęgowały jego obawy.
– Ostatecznie Alfa Torvald niczego się nie dowiedział. Rogue zdawali się czegoś lub kogoś szukać, ale nigdy nie odkrył, o co chodziło. Kilka wilków, w tym mój brat, zniknęło po ataku, ale nikt nie widział, żeby rogue ich zabierali, więc nie wiemy, co się stało. – To były bolesne wspomnienia, o których rzadko mówiłam.
Kolejne kilka godzin spędziliśmy na znacznie lżejszych tematach: ulubiona muzyka, jedzenie, plany na przyszłość. Miło było prowadzić taką zwyczajną rozmowę.
Gdy dzień chylił się ku końcowi i słońce zaczęło zachodzić, w powietrzu poczułam chłód. Lekko zadrżałam. Navarre zauważył to i objął mnie, przyciągając do siebie, by mnie ogrzać.
– Dzięki. Cały dzień tu przesiedzieliśmy. Robi się zimno – powiedziałam, wtulając się w jego pierś. Czułam jego głęboki oddech i dotyk jego brody na czubku mojej głowy.
– Co sądzisz o więzi przeznaczonych? – zapytał nagle, czym kompletnie mnie zaskoczył. Choć ja nie byłam jeszcze w wieku, by poczuć więź, Navarre już tak. Z pewnością by mi powiedział, gdybyśmy byli dla siebie przeznaczeni.
Odsunęłam się odrobinę, ale wciąż blisko, by czuć jego ciepło, i spojrzałam na niego z zaciekawieniem. – Co masz na myśli?
– Moi rodzice nie są przeznaczonymi. Mate mojej mamy był agresywny. Mój tata był najlepszym przyjacielem jej brata i był przy niej, kiedy tamten przyszedł, żeby „zabrać ją do domu” po tym, jak od niego odeszła. Doszło do wielkiej walki. Mój wujek prawie zginął, a mój tata w końcu zabił tamtego gościa. Choć mama była początkowo załamana, pokochała tatę za to, że ją uratował. – Mówił, patrząc w ziemię.
– A twój tata? Nigdy nie znalazł swojej przeznaczonej? – zapytałam, zastanawiając się, dokąd zmierza ta rozmowa.
Navarre pokręcił głową, wciąż nie podnosząc wzroku. – Nie, nigdy jej nie znalazł, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Myślę, że po części dlatego tata nie podróżuje. Pojechał z nami, gdy dziadkowie potrzebowali pomocy, ale poza tym nigdzie się nie rusza. Jest księgowym watahy i kontaktuje się głównie z Alfem i Betą. Myślę, że boi się ją spotkać. Kocha moją mamę nad życie – bardziej niż widziałem u niektórych przeznaczonych par. – Spojrzał mi prosto w oczy.
Poznałam Navarre'a dopiero co, ale miałam wrażenie, że on czuje do mnie coś znacznie silniejszego niż ja do niego. Lubiłam jego towarzystwo, ale poza kilkoma godzinami rozmowy nie wiedziałam o nim prawie nic. Nagle poczułam zdenerwowanie i próbowałam zrozumieć, skąd się bierze.
Uznając, że szczerość będzie najlepsza, wzięłam głęboki oddech. – Wierzę w więź przeznaczonych. Moja wilczyca i ja czekamy na moje osiemnaste urodziny, żeby odnaleźć partnera. Moi rodzice byli dla siebie stworzeni i miłość, którą się darzyli, trwała do ostatniej sekundy ich życia – powiedziałam z przekonaniem.
Pokręcił głową i widziałam, że jest nieco rozczarowany.
– Navarre, masz jeszcze mnóstwo czasu na znalezienie swojej mate, a ja dopiero za parę tygodni będę mogła w ogóle zacząć szukać. Wątpię, żeby stało się to w dniu moich urodzin. Do tego czasu wciąż możemy się widywać. – Położyłam dłoń na jego udzie, starając się przekazać mu spokój spojrzeniem i dotykiem.
– Ale co będzie, jeśli go znajdziesz? – zapytał. Wilkołaki odczuwają wszystko szybciej i mocniej niż ludzie, ale wciąż byłam zdziwiona tym, jak bardzo mu na mnie zależy po tak krótkim czasie.
– Nie sądzę, bym znalazła go tak szybko. Ty też możesz znaleźć swoją, wiesz? – zażartowałam, chcąc rozładować atmosferę. Widząc jednak, że temat wymaga powagi, wróciłam do łagodnego tonu. – Słuchaj, oboje jesteśmy w wieku, w którym relacje mogą się nagle skończyć. Moja kuzynka spotykała się z kimś przez dwa lata. Trzy tygodnie po jego osiemnastych urodzinach on znalazł swoją mate. Była zdruzgotana, ale zrozumiała. Dwa dni później sama spotkała swojego przeznaczonego. – Miałam nadzieję, że te słowa złagodzą twardą rzeczywistość randkowania młodych wilkołaków. – Jeśli oboje wiemy, że tak może być, będziemy na to przynajmniej trochę przygotowani.
Rozmawiałam już o tym z Lysą. Ona wiedziała, że Alaric może w każdej chwili poczuć więź z kimś innym. Płakała godzinami, gdy on kończył osiemnaście lat, tak bardzo się tego bała. Pomogłam jej wtedy zrozumieć, że ona też kiedyś spotka kogoś „swojego”.
– Wiem – odparł, ale wciąż wyglądał na zasmuconego.
– Słuchaj, Navarre, lubię cię. Dzisiejszy dzień był najlepszym, jaki miałam od bardzo dawna. Po prostu bawmy się dobrze, cieszmy się swoim towarzystwem, a o przeznaczonych będziemy się martwić, kiedy przyjdzie na to czas.
Przyciągnął mnie jeszcze bliżej i pochylił głowę. Poczułam, że jego oddech przyspiesza. Przez chwilę się wahał, aż w końcu nachylił się i mnie pocałował. Poczułam, jak jego usta lekko się uchylają, co potraktowałam jako zaproszenie do zbadania ich językiem. Położyłam dłoń na jego klatce piersiowej, czując twarde mięśnie przez materiał koszulki. Pogłębił pocałunek, splatając swój język z moim. Przesunęłam rękę na tył jego głowy, przyciągając go jeszcze mocniej. Nagle się odsunął. Pocałunek skończył się o wiele za wcześnie jak na mój gust.
Zauważyłam, że jego oczy lekko poszarzały – wiedziałam, że z kimś rozmawia telepatycznie.
– Beta mnie potrzebuje. W sąsiedniej watasze doszło do ataku rogue, musimy wystawić dodatkowe patrole. – Wstał i uścisnął mnie mocno. Zanim całkiem się odsunął, pocałował mnie jeszcze raz, delikatnie. – Nic się nie stanie, jeśli nie odprowadzę cię pod same drzwi? Beta chce, żebym był u niego jak najszybciej.
– Jasne, rozumiem. – Uśmiechnęłam się. Kurczę, ale on był przystojny. Patrzyłam, jak szybko biegnie przez otwarte pole.
„No, to był udany dzień”, odezwała się Lyra. Wyjątkowo bez cienia sarkazmu.
„Zgadzam się”. Mimo świeżego pocałunku, panowałam nad swoimi pragnieniami. Wczorajsza noc najwyraźniej pomogła mi odzyskać emocjonalną równowagę.
„Wiesz, co byłoby idealnym zakończeniem dnia?”, zapytała Lyra, krążąc w moich myślach. „Bieg”.






