Zamarłam w połowie ruchu, wstając z krzesła, i spojrzałam na niego.
– To był on! – Lyra niemal krzyczała w mojej głowie. Przeszyła mnie fala niepokoju, więc usiadłam z powrotem.
– Rozumiem, że to ty byłeś wczoraj z nami nad potokiem? – zapytałam, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Oddech mi przyspieszył; nie byłam pewna, czy grożą mi kłopoty za przebywanie w lesie. Niektóre watahy miały surowe z






