languageJęzyk

Rozdział 1

Autor: Vivian_G14 cze 2026

Gianna:

Weszłam do Silvercrest, posiadłości, którą niegdyś nazywałam domem. Miejsca, z którego zostałam wygnana pięć lat temu.

Retrospekcja:

– Mogłaś walczyć przeciwko temu rozwodowi. Powinnaś była sprzeciwić się jego żądaniom...

– Nie zamierzałam walczyć o mężczyznę, który wyraźnie nie chciał mieć ze mną nic wspólnego! – przerwałam matce. Mój ojciec, który w milczeniu obserwował całą scenę, dwukrotnie stuknął palcami w blat biurka. Nie miałam pojęcia, że to ostatni raz, kiedy go widzę. Ostatnią rzeczą, jakiej bym się spodziewała, było to, że zostanę z tym wszystkim zupełnie sama.

– Jesteś jego żoną. To, czy chciał mieć z tobą coś wspólnego, czy nie, nie miało znaczenia. Wasza więź była święta i POWINNAŚ była o nią walczyć. Ale nie, Gianna zawsze musi postawić na swoim, musi robić wszystko to, czego my sobie NIE życzymy – warknęła matka.

Luna Regina Moretti, żona mojego ojca i Luna watahy, była kobietą, która nie znosiła, gdy sprawy nie szły po jej myśli. A kiedy tak się działo, wpadała w gniew, z którym żaden mężczyzna nie chciałby mieć do czynienia.

– Ten człowiek przyniósł mi papiery rozwodowe, co miałam zrobić? Powiedzieć mu, że chcę z nim być? Mimo tych wszystkich obelg oczekiwałaś, że nadal będę chciała przy nim trwać? – zapytałam, oszołomiona jej bezwzględnością.

Przez dłuższą chwilę wpatrywała się w moje oczy, aż w końcu ojciec, który postanowił zainterweniować w obronie swojej partnerki, wstał.

– Wasze małżeństwo nie opierało się na miłości ani na przyjemności – powiedział, nawet nie mrugnąwszy. – Miałaś swoje obowiązki, a żadnego z nich nie dopełniłaś...

– Byłam mu lojalna, szanowałam go i kochałam. Jeśli on nie chciał tego dostrzec...

– Zadaniem Luny jest dać swojemu Alfie potomka – przerwał mi. Musiałam walczyć ze sobą, by nie spojrzeć na swój brzuch, bo moje dziecko było jedyną rzeczą, o której mogłam myśleć. Sama nie wiedziałam, dlaczego zdecydowałam się je zatrzymać, ale w głębi duszy czułam, że i tak nie potrafiłabym usunąć ciąży. To nie było w moim stylu. – Zawiodłaś na tym polu, nie zdołałaś utrzymać swojej pozycji jako jego Luna i matka jego jedynego spadkobiercy.

Przez chwilę milczałam, wpatrując się w czubki swoich butów; zabrakło mi słów. Nie wiedziałam nawet, jak powinnam zareagować; po prostu nie spodziewałam się usłyszeć od nich czegoś takiego.

Moje oczy spotkały się ze wzrokiem Matteo. Choć widziałam, że chce się odezwać, potrząsnęłam głową, powstrzymując go przed interwencją. Ostatnią rzeczą, jakiej pragnęłam, było wciągnięcie go przez moją osobę w bagno, z którego nie ma wyjścia.

– Masz natychmiast opuścić watahę – oznajmił mój ojciec, Alfa Carlo Moretti, a moje serce podeszło do gardła. – Jako twój Alfa nakazuję ci: nie chcę cię widzieć nawet na moim pogrzebie. Nie obchodzi mnie, co będziesz robić poza moją watahą. Nie obchodzi mnie, co się z tobą stanie po mojej śmierci. Ale dopóki żyję i oddycham, masz nie stawiać stopy na moich ziemiach, czy wyrażam się jasno, do cholery?

Koniec retrospekcji.

– Mamo, czy ty tu wcześniej mieszkałaś? – zapytał mój syn, Milo, wyrywając mnie z zamyślenia. Spojrzałam na niego i mimo bólu, który czułam, uśmiechnęłam się i skinęłam głową.

Dobrze było być w domu. Sam pomysł powrotu tutaj wydawał się absurdalny, ale biorąc pod uwagę fakt, że Matteo przyjechał porozmawiać ze mną osobiście, wiedziałam, że nie mogę mu odmówić.

– Tak, kochanie. Kiedy mama była młodsza, mieszkała właśnie tutaj – odparłam, a jego oczy rozszerzyły się z podziwu.

– Ale to jest wielkie! – zawołał, a ja roześmiałam się, kładąc dłoń na jego głowie. Silvercrest rzeczywiście było ogromne; odziedziczone po moim dziadku, który dostał je od swojego ojca, posiadłość rosła wraz z naszą watahą.

– Tak! Nawet nie zliczę, ile razy twoja mama się tu zgubiła. Ale po pewnym czasie można się przyzwyczaić – powiedziałam, na co on wydął wargi.

– Już nie wrócimy do domu? – zapytał, a mój wzrok złagodniał.

– To zależy od tego, jak potoczą się sprawy, piccolo lupo. Bez względu na wszystko będziemy szczęśliwi z każdą decyzją, jaką podejmiemy, dobrze? Obiecuję ci, że nie podejmę jej sama. Najpierw o tym porozmawiamy, a potem zobaczymy, co się stanie – powiedziałam łagodnym głosem, wiedząc, że dopilnuję, by wyrósł na silnego wilka.

– Tak, mamo – odpowiedział, a ja się uśmiechnęłam. Przeczesałam palcami jego włosy, gdy nagle otworzyły się drzwi i stanął w nich Matteo – mój jedyny filar, wsparcie i najlepszy przyjaciel. Niezależnie od trudności i tego, ile razy ojciec go ostrzegał, zawsze znajdował sposób, by odwiedzić mnie na wygnaniu.

– Wujek Matteo! – krzyknął radośnie Milo. Pobiegł w jego stronę, a Matteo uśmiechnął się szeroko i wziął go na ręce. Uścisnął go mocno, a ja uśmiechnęłam się na ten widok, podchodząc do nich.

Matteo postawił mojego syna na ziemi, po czym przyciągnął mnie do siebie, zamykając w uścisku, za którym tak bardzo tęskniłam. Bywały chwile, gdy czułam się całkowicie samotna i zmęczona, i wtedy najbardziej brakowało mi objęć rodziny. Fakt, że mimo własnego bólu postanowił do mnie zadzwonić, chcąc, bym była przy nim po pogrzebie ojca i podczas ceremonii, znaczył dla mnie ogromnie dużo.

– Witaj w domu, sorella – powiedział. Siostra. Rozejrzałam się po miejscu, w którym dorastałam.

– Dobrze być w domu, fratello – odszepnęłam. Brat.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: Rozdział 1 - Dziedzic Alfy wart pięć milionów dolarów | StoriesNook