languageJęzyk

Rozdział 2

Autor: Vivian_G12 cze 2026

Dominic:

– Co to znaczy „ona tu jest”? – zapytałem, gromiąc wzrokiem mojego betę, Silasa.

– Widziano ją wcześniej z bratem. To on ją wezwał. Po śmierci Alfy Carlo to Matteo zajmie jego miejsce. Chciał mieć ją przy sobie, a znasz tradycję – odpowiedział, wbija wzrok w podłogę.

– Chcę, żeby podczas ceremonii trzymała się jak najdalej od Vivienne. Rozumiem, że to jej brat, ale ostatnią rzeczą, jakiej nam trzeba, są ich kłótnie – oznajmiłem, a Silas skinął głową.

– Czy możemy jej po prostu nie zabierać ze sobą? Wiesz, z całym szacunkiem dla moich słów, ale Gianna może zdecydować się na milczenie. To Luna...

Wydobyłem z siebie ostrzegawczy warkot, przypominając mu, że mimo iż ma rację, to Gianna jest Luną watahy. Skinął głową ze zrozumieniem, a ja wyjrzałem przez okno, gdzie Vivienne witała Lorenzo, naszego syna, który właśnie wrócił ze szkoły. Pobiegł ku niej, a ona uśmiechnęła się i wzięła go w ramiona.

– Ty po prostu rób swoje i dopilnuj, żeby się nie pożarły. Ja zajmę się moją partnerką – powiedziałam, a on skinął głową. Patrzyłem, jak wycofuje się i wychodzi z gabinetu, zostawiając mnie z własnymi myślami. Serce mi przyspieszyło, a w klatce piersiowej poczułem ciężar.

Dwukrotnie stuknąłem w biurko, wiedząc, że to będzie trudniejsze niż samo ustalenie zasad. Z drugiej strony, wiedziałem, że nic nigdy nie idzie tak łatwo, jak byśmy chcieli. Przynajmniej nie teraz.

Uniosłem brew, słysząc kroki Vivienne, mojej obecnej żony, i syna idących w stronę gabinetu. Nigdy nie lubiłem, gdy wchodziła do mojego biura, ale wiedziałem, że wykorzystuje okazję, przyprowadzając do mnie Lorenzo ze szkoły. A nigdy nie potrafiłem odprawić syna, gdy chciał się ze mną zobaczyć.

– Chodź, przywitamy się z tatusiem. Potem odświeżymy się przed kolacją, co ty na to? – usłyszałem jej pytanie.

– Ale mamo, obiecałaś, że będziemy mogli pobawić się chwilę w ogrodzie – odparł chłopiec. Choć Vivienne pilnowała tonu głosu, wiedziałem, że jest zirytowana. Słyszałem to w jej przyspieszonym bicie serca i cięższym oddechu.

Wstałem z krzesła i podszedłem do drzwi, otwierając je. Jej oczy spotkały się z moimi; była zaskoczona. Pokręciłem głową, dając jej niemy znak, by odpuściła.

– Możesz iść pobawić się w ogrodzie. Potem się odświeżymy i zjesz kolację. Ale musisz mi obiecać, że przed snem zajmiesz się nauką. Wiesz, że nie chcę, żeby twoje oceny spadły – powiedziałem, klękając przed nim. Oczy mojego syna rozbłysły. Uśmiechnąłem się, ujmując jego twarz w dłonie i całując go w czoło.

– Obiecuję, tato, odrobię wszystkie lekcje – odparł uradowany. Uśmiechnąłem się do niego, po czym spojrzałem na nianię, która stała trzy kroki za Vivienne i Lorenzo. Miała dbać o ich bezpieczeństwo i natychmiast reagować na każdą potrzebę. Skinęła głową i podeszła do chłopca. On spojrzał na matkę, która z kolei przez chwilę wahała się, patrząc na mnie, aż w końcu przytaknęła.

– Nie pozwól mu zostać tam zbyt długo – rzuciła Vivienne, a kobieta skinęła głową. Odeszła z Lorenzo w stronę ogrodu, a ja wróciłem do gabinetu, zostawiając drzwi otwarte jako ciche zaproszenie dla żony.

– Czy zawsze musisz podważać moje zdanie w kwestiach dotyczących MOJEGO syna? – zapytała, wchodząc do środka. Jej obcasy stukały przy każdym kroku. Zaczekałem, aż zamknie drzwi, po czym nalałem dwie szklanki szkockiej. – Wiesz, że nie piję.

– To nie dla ciebie – odparłem, kładąc szklanki na biurku. – I to jest MÓJ syn tak samo jak twój. Dlatego jeśli decyduję, że ma coś zrobić, to TY wychodzisz na matkę, która okłamuje syna, by postawić na swoim.

– Ja nie kłamię...

– Obiecywanie mu czegoś i niedotrzymywanie słowa to kłamstwo, Vivienne – przerwałem jej, czując narastające zirytowanie. – Lorenzo nie kłamie ani nie zmyśla, zwłaszcza gdy chodzi o to, co TY mu mówisz, a już na pewno nie w tak błahej sprawie jak zabawa w ogrodzie.

– Jestem jego matką i wiem, co dla niego najlepsze. Dziecko ma swoje obowiązki, szkołę...

– W takim razie nie składaj obietnic, których nie potrafisz dotrzymać – uciąłem, chcąc zakończyć temat. – Dziś wieczorem oboje idziemy na ceremonię przekazania władzy Alfie. Matteo Moretti zostanie ogłoszony Alfą, a jako jego sojusznicy musimy tam być.

Kobieta spięła się na dźwięk nazwiska, którego bała się i nienawidziła najbardziej. Wiedziałem, dlaczego budziło w niej lęk. Było przypomnieniem mojego poprzedniego małżeństwa, któremu – jak sama wiedziała – nie potrafiła dorównać.

– To nie pierwszy raz, kiedy idziemy do rezydencji Morettich jako mąż i żona, wątpię, żeby teraz pojawił się jakiś problem...

– Gianna tam będzie, Vivienne – przerwałem jej, chcąc, żeby dała mi spokój. Jej oczy rozszerzyły się, a ona potrząsnęła głową, jakby próbowała przetrawić tę informację.

– Dominic...

– Nie życzę sobie żadnych problemów – powiedziałem, patrząc jej prosto w oczy. Miałem dość jej głosu. Znając ją, zaraz zaczęłaby robić jeszcze większe sceny, a ja miałem ważniejsze sprawy na głowie, w których ona nie brała udziału. – Nie czekaj na mnie z kolacją. Zaraz wychodzę. Mam parę rzeczy do załatwienia...

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki