Gianna:
– Wszystko w porządku? – zapytałam, patrząc na brata. Wiedziałam, że to dla niego trudniejsze, niż chciał przyznać.
Matteo uśmiechnął się, ale widziałam, że ten uśmiech nie sięgał jego oczu. Nigdy by się do tego nie przyznał; nie chciał, bym widziała jego cierpienie.
– To ja powinienem o to pytać ciebie – odparł, a jego spojrzenie złagodniało. Ujął moją twarz w dłonie, a ja wzięłam głęboki oddech, kładąc dłonie na jego rękach. Uniósł moje dłonie do ust i delikatnie ucałował kostki, co często robił, gdy byliśmy młodsi. – Przyjechałaś tu dla mnie, a wiem, ile wspomnień wiąże się dla ciebie z tym miejscem.
– I tak najwyższy czas, żeby dowiedział się o Milu. Nie ucieknę od tego, jakkolwiek bym chciała. Mój syn dorasta i ostatnią rzeczą, której pragnę, jest to, by wychowywał się, nie poznawszy choć raz swojego ojca. Ten człowiek może później zdecydować, czy chce uczestniczyć w życiu syna, ale nie pozwolę mu skrzywdzić go tak, jak...
– Dopóki żyję, nikt cię nie skrzywdzi, sorella – obiecał Matteo z łagodnym uśmiechem. Skinęłam głową i spojrzałam na matkę stojącą w drzwiach. Nasze spojrzenia spotkały się na chwilę; milczała, ale wiedziałam, że jest na mnie wściekła. Niejednokrotnie dawała mi odczuć, że ma mi za złe brak walki o utrzymanie małżeństwa. Nie potrzebowałam, by teraz, lata po fakcie, wykrzykiwała mi swoją nienawiść.
– Ona nie potrzebuje twojej ochrony. Nie jest już częścią tej watahy ani tej rodziny. Przypominam sobie, jak twierdziła, że chętnie pójdzie własną drogą, którą sama sobie wybierze. Wątpię, by teraz miało się to zmienić – powiedziała, a ja spuściłam wzrok, unikając jej przeszywającego spojrzenia. Byłam wdzięczna losowi, że Milo bawił się w ogrodzie z dwiema nianiami, poznając okolicę. Nie chciałam, by słyszał jej słowa.
– Nie zamierzałam walczyć o mężczyznę, który nie tylko mnie zdradził, ale wyraźnie miał już dziecko, gdy byliśmy małżeństwem lub narzeczeństwem. Cokolwiek wydarzyło się między nim a jego żoną...
– To nie powinno cię obchodzić. Byłaś jego żoną i mogłaś zabezpieczyć byt sobie i swojemu dziecku. Ale nie, ty wolałaś nie tylko odejść i nigdy nas nie odwiedzać, ale jeszcze ukryłaś dziecko tego człowieka, stawiając NAS w trudnej sytuacji wobec faktów, z którymi nikt nie chce się mierzyć – warknęła, gromiąc mnie wzrokiem. Matteo wydał z siebie ostrzegawczy warkot, na co matka jedynie uniosła brew. – Czy to, co mówię, nie jest prawdą?
– Matko, dość. To nie jest czas ani miejsce na takie rozmowy – uciął Matteo, ale ona potrząsnęła głową.
– Pozwól jej mówić, co chce, Matteo – powiedziałam, patrząc na brata. Był moim jedynym oparciem, a wiedziałam, że matka chce to zmienić. – Zdziwiłabym się, gdyby nie wyrzuciła tego z siebie.
– Masz opuścić watahę, gdy tylko zakończy się ceremonia, czy to jasne? Nie jesteś tu mile widziana, to nie jest twój dom. Nie obchodzi mnie, co mówi Matteo...
– Matko!
– Twój ojciec wydziedziczył cię, gdy sprzeciwiłaś się każdemu jego słowu. Sama podjęłaś tę decyzję i poniesiesz konsekwencje swoich wyborów – ucięła matkę, nie dając dojść do słowa Matteo. Mój brat otworzył usta, by coś dodać, ale powstrzymałam go gestem głowy; nie chciałam, by stał się jej kolejnym celem. To był dla niego ważny dzień i ostatnią rzeczą, jakiej chciałam, było zrujnowanie go. Niezależnie od ceny, on nie powinien płacić za coś, na co nie miał wpływu.
Swoje wybory podjęłam dawno temu i nie zamierzałam się z nich wycofywać. Jeśli już, to wiedziałam tak pewnie, jak to, że nazywam się Gianna, iż niczego nie żałuję. Wręcz przeciwnie, byłam z nich dumna.
– Jeśli pozbycie się mojego dziecka miało go zadowolić, to wolę być wydziedziczona – powiedziałam, pociągając nosem.
Wyjrzałam przez okno. Milo klęczał na ziemi, obserwując motyla, po czym skinął mu głową. – Spójrz na niego. To dziecko tam na zewnątrz to twoja wnuk. I wierz mi, nie jest żadnym bękartem, żebyś miała go tak traktować. Jeśli zamierzasz szanować dziecko, które RZECZYWIŚCIE powinno być uznane za bękarta ze względu na skandal ze zdradą...
– On ożenił się z tą kobietą...
– Był mi przyrzeczony, kiedy ona zaszła w ciążę, i dobrze o tym wiesz – przerwałam jej, a bolesne wspomnienia ożyły w mojej głowie. – Ożenił się ze mną z obowiązku politycznego i bez względu na to, co robiłam, by go zadowolić...
– Wątpię, byś robiła wystarczająco dużo – ucięła. Zamknęłam oczy i wzięła głęboki oddech, zmuszając się do spokoju.
– Po co ja się w ogóle staram? – zapytałam retorycznie, kręcąc głową. – Nie musisz się martwić, matko. Zniknę z watahy i z tego miasta, jeśli tylko dzięki temu będziesz mogła odetchnąć. Ale proszę cię o jedno: mój syn spotkał cię dziś po raz pierwszy. Niech to zostanie w jego pamięci jako dobre wspomnienie. Nigdy nie wiadomo, może to być jego ostatnie...






