languageJęzyk

Pierwsze spotkanie – część I

Autor: Aeliana Moreau29 cze 2026

„Seryno. *Gdzie twoje maniery?*” Niski, głęboki, karcący głos mojego ojca powoli wkrada się do moich uszu.

Z głową wtuloną w jego szyję i rękami owiniętymi wokół jego karku, trwam w bezruchu niczym uparty muł, czując się nieswojo wśród zmieszanych zapachów obecnych tu wilków, których nie potrafię rozpoznać. To mój pierwszy raz, kiedy podróżuję poza granice mojego stada, a ich obecność napawa mnie lekkim lękiem.

„Spójrz na naszych gospodarzy”. Podnosi lekko głos, a ja wzdrygam się, wiedząc, że jeśli nie posłucham jego słów, będę tego żałować. Nie czuję strachu przed ojcem, bo zawsze jest dla mnie łagodny i dobry, jednak szanuję go jako Alphę, którym jest. Wiem, że nie pozwoli na nieposłuszeństwo w obecności innych.

Moje policzki płoną ze wstydu, gdy powoli odwracam ciało w bok na znak posłuszeństwa. Ojciec pochyla się i puszcza mnie, a moje stopy lądują na marmurowej podłodze. Czuję na sobie spojrzenia i szybko próbuję podbiec, by schować się za spódnicą matki, ale ona nie zamierza mi na to pozwolić, popychając mnie delikatnie dłonią i zmuszając do stawienia czoła naszym gospodarzom.

„Witaj, Seryno”. Łagodny głos wilczycy sprawia, że podnoszę głowę, by na nią spojrzeć. Na jej twarzy gości ciepły uśmiech, a oczy lśnią niczym brokat, którego używam do swoich robótek. Długie, czarne włosy spływają niczym jedwab – jest piękna. Wygląda zupełnie inaczej niż wadery z naszego stada. Witając nas, bije od niej większe opanowanie.

„Dzień dobry. D-Dziękuję za zaproszenie” – szepczę z lekkim ukłonem, splatając dłonie przed sobą. Wypowiadam słowa, których mama uczyła mnie od dziecka. Atmosfera w pokoju nie jest swobodna; jest gorąca, jakby płonęła. Wiem, że te wilki mają wyższą pozycję, bo bije od nich potężna aura.

„Ile masz lat, Seryno?”. Kolejny głos. Nie kobiecy, lecz męski. Zupełnie inny niż głos mojego ojca. Głębszy i silniejszy. Głos, który gdyby został podniesiony, mógłby rzucić człowieka na kolana. Zerkam na ojca, a on skinieniem głowy i uśmiechem zachęca mnie, bym odpowiedziała.

„P-Pięć wiosen, Alpho” – odpowiadam, nie będąc w stanie spojrzeć mu w oczy i trzymając głowę nisko. Wiem, że on rządzi tym stadem, co tylko potęguje mój stres, by uważać na słowa i czyny.

„Przepraszam, Alpho Sigurdzie, ona jest bardzo nieśmiała” – ojciec cicho się śmieje, podczas gdy Alpha Sigurd wybucha serdecznym śmiechem, klepiąc mojego ojca prawą dłonią po plecach po przyjacielsku. Czy są blisko? Jeśli tak, to jak bardzo? Ojciec nigdy nie wspominał, że są przyjaciółmi, mówił jedynie, że Alpha Sigurd to Król, Alpha nad Alphami, i że muszę zachowywać się jak najlepiej.

„Jest dokładnie taka jak ty, kiedy się poznaliśmy. Płochliwa i nieśmiała” – mówi Alpha Sigurd, spoglądając na mnie z góry. Jego oczy mnie przerażają; szybko robię krok w tył, potykam się i już mam upaść, gdy moje ciało zderza się z ciałem mojego brata. On powstrzymuje mój upadek, podtrzymując mnie z łagodnym uśmiechem na ustach, gdy patrzy na mnie z góry.

„Wszystko w porządku, Seryno. Nie bój się, jesteś bezpieczna, po prostu bądź sobą”. Jego życzliwe słowa dają mi siłę, której potrzebuję. Moje największe oparcie i obrońca. Zawsze stoi za mną murem.

„To mój syn, Thorne” – ojciec przedstawia mojego brata dwóm obecnym wilkom. Wyprostowany kręgosłup, głowa uniesiona wysoko, klatka piersiowa wysunięta do przodu. Duma mojego ojca. Przyszłość naszego stada. Ten, który przyniesie rozwój i dobrobyt, jak mawiał mój ojciec.

Alpha Sigurd patrzy w dół, by przywitać się z moim bratem. Obrzuca go ognistym, onieśmielającym spojrzeniem, lecz mój brat zachowuje spokój. Wyciąga dłoń, którą mój brat bez wahania uściska, patrząc Alphie prosto w oczy. Mój brat jest w moim wieku, ale jest niezwykle dojrzały. Ojciec szkolił go od urodzenia, ponieważ jest on kolejnym dziedzicem.

„Wspaniale cię w końcu poznać” – mówi Alpha Sigurd, dając mojemu bratu krótkie, aprobujące skinienie głową. Być może przetestował mojego brata w niedostrzegalny sposób, jak to robią wszyscy Alphowie, a sądząc po akceptacji w oczach Alphy Sigurda, mój brat przeszedł tę próbę pomyślnie.

„Mnie również, Alpho Sigurdzie” – odpowiada mój brat z lekkim ukłonem. Splata dłonie za plecami i pochyla głowę, okazując szacunek.

„Cyprianie!” Nagły, donośny głos Alphy Sigurda roznosi się echem po ścianach, a ja wzdrygam się i drżę, pociągając za rąbek koszuli mojego ojca, błagając wzrokiem, by wziął mnie na ręce. Ten wilk budzi taki lęk. „Przestań chować się za zasłoną i podejdź się przedstawić” – rozkazuje donośnym, władczym tonem.

Zasłona zostaje powoli odsunięta przez malutkie dłonie, podobne do moich, ukazując młodego chłopca, który następnie pewnym krokiem rusza naprzód. Czarne, lśniące buty stukają o kafelki, a ich dźwięk mąci ciszę. Idzie, dopóki nie staje tuż przed moim bratem i mną.

„Nazywam się Cyprian. Też jestem w waszym wieku” – mówi, nawiązując z nami kontakt wzrokowy. Swoje pierwsze powitanie kieruje nie do moich rodziców, lecz do nas. Jego oczy przypominają mi drzewa w naszym stadzie – mają tak wspaniały, zielony kolor. Może być złym wilkiem do zabawy; mój brat staje za mną, pokazując, że myśli to samo.

Cyprian wsuwa dłoń do prawej kieszeni, szperając w niej, a moje serce mocniej bije. Czy rzuci we mnie pająkiem? A może mokrym piaskiem? Młodzi samce w moim stadzie często mi to robią. Thorne zawsze walczył z nimi w mojej obronie. Turlając się po ziemi i okładając ich pięściami, stawiał im czoła bez względu na to, ilu miało przewagę. Mówił, że nikt nie ma prawa dotykać jego siostry.

Zanim z mojego gardła zdołał wyrwać się krzyk przerażenia, on otwiera dłoń, pokazując mi jej zawartość. „Słyszałem, że lubisz słodycze, więc podkradłem trochę z kuchni dla ciebie” – mówi, czekając, aż je wezmę. Patrzę na przemian to na cukierki, to w jego oczy, próbując wyczytać z nich prawdę.

Mój brat za moimi plecami uspokaja się, a bicie jego serca wraca do normy. Nie widzi w nim zagrożenia. Drżącymi palcami wyjmuję cukierek z jego dłoni. Cyprian wyciąga kolejny cukierek z lewej kieszeni i podaje go mojemu bratu, który bierze go bez wahania, odwzajemniając uśmiech w podziękowaniu.

To znak rodzącej się przyjaźni. Nasi rodzice patrzą na nas z dumą, podczas gdy Alpha Sigurd mierzwi włosy Cypriana z łagodnością w oczach. Docenia ten gest przyjaźni, mimo że słodycze zostały skradzione.

„Nasz najstarszy syn jest na zewnątrz, zaraz tu będzie. Poinformowaliśmy go wcześniej o waszym przybyciu, ale musiał najpierw dokończyć trening” – mówi wilczyca, spoglądając na moich rodziców, po czym znów patrzy w dół na mnie, okazując mi zainteresowanie.

„Wszystko w porządku. To dla nas zaszczyt gościć w waszych progach” – szepcze ojciec z lekkim, krótkim ukłonem, a mama robi to samo.

„Nie bądźcie tacy oficjalni. Znamy was oboje od urodzenia, czyż nie?” Alpha Sigurd posyła moim rodzicom ciepły uśmiech, na co oni skinieniem głowy potakują.

Gdy prowadzą nas w stronę salonu, moje zdumione oczy chłoną piękno wysokich sufitów w twierdzy, w której mieszkają. Żyrandole, marmurowe podłogi, rzeźby i służący ze złotymi talami. Luksus, w jakim żyją, bije po oczach bez skrępowania, co zaskakuje mnie w porównaniu z moim własnym domem.

„Seryno” – odzywa się Cyprian, podkradając się do mnie od tyłu. Odwracam się gwałtownie, a moja sukienka wiruje przy tym nagłym ruchu. Trzyma ręce za plecami, przyglądając mi się.

„T-Tak?” – pytam.

„Chciałabyś pobawić się w ogrodzie?” – pyta z przechyloną głową. To znak cierpliwości w oczekiwaniu na moją odpowiedź, pokazujący, że nie będzie mnie zmuszał, jeśli się sprzeciwię.

Patrzę na rodziców, którzy obrzucają mnie aprobującym spojrzeniem. Polubili go, bo nie pozwoliliby mi na zabawę, gdyby nie ocenili dobrze jego charakteru. Cóż, jest grzeczniejszy i bardziej zadbany w porównaniu z innymi chłopcami, których znam. Jest bardzo podobny do mojego brata, Thorne'a.

„Tako jeśli mój brat do nas dołączy” – zaczynam drobne negocjacje, zadzierając głowę do góry, by obserwować jego reakcję i czekać na odpowiedź.

Jego oczy rozszerzają się ze zdziwienia na ten mój kontratak, lecz chwilę później na jego ustach pojawia się łagodny uśmiech. Wygląda na rozbawionego moim żądaniem. Żądaniem w odpowiedzi na jego przyjacielską propozycję.

„Oczywiście. Został zaproszony przed tobą” – szepcze z nutą droczenia się w głosie.

Prowadzi mojego brata i mnie w stronę otwartego ogrodu. Jest powód, dla którego zgodziłam się z nim pobawić – uwielbiam ogrody tylko dlatego, że jest w nich coś, z czym dorastałam. Kwiaty.

„W co lubicie się bawić?” – pyta Cyprian. Po drodze kłaniają mu się z szacunkiem służący, na co on nie odpowiada. Niektórzy uśmiechają się do mnie, a ja odwracam wzrok z płonącymi policzkami. Nie lubię skupiać na sobie uwagi, gdyż nie potrafię odciąć się od mojej głębokiej nieśmiałości.

„W berka” – odpowiada szybko mój brat.

„W berka?” – pyta Cyprian z marsową miną, otwierając drzwi do ogrodu. Moje serce bije mocno z ekscytacji na widok, który na mnie czeka, gotowy, bym go podziwiała i się w nim zakochała.

„Tak, w berka. Nigdy w to nie grałeś?” – pyta mój brat.

„Niezupełnie. Jedyna gra, w jaką gram, to szachy” – bąka pod nosem Cyprian i wpatruje się w nas, jakbyśmy byli z innej planety.

„W szachy? Czy nien jesteś za młody na szachy?” – pytam zaskoczona. Ojciec zawsze grał w nie z mamą w zaciszu swojego gabinetu oświetlonego blaskiem świec; wydawało się to czymś niezwykle wyrafinowanym, nawet gdy grali w to dorośli.

„Właściwie to dość stary. Wciąż dopiero się uczę. Mój brat opanował tę grę do perfekcji, gdy był w naszym wieku” – wzdycha Cyprian, jakby był zawiedziony samym sobą.

Jego brat? Dlaczego jeszcze go nie widziałam? Cóż, musi być niezwykle mądry, skoro opanował tę grę w tak młodym wieku. Ja nie potrafię nawet dobrze grać w berka, bo moje stopy są zbyt małe, by nadążyć za samcami. To budzi we mnie ciekawość, by poznać jego brata.

„Chcesz, żebym cię nauczył? To całkiem fajna zabawa” – proponuje Thorne, podczas gdy ja biegam wokoło, oglądając rozmaite kwiaty i klękając na trawie, by przyjrzeć się barwom i dotknąć płatków. Cyprian ma wielkie szczęście, że może bawić się na tak rozległych, pachnących terenach.

Gdy Thorne uczy Cypriana zasad gry w berka, ja zaczynam badać ogród, podskakując w nadziei, że znajdę ukryte skarby, które mogłyby okazać się dla mnie odkryciem. Być może to bardzo niegrzeczne z mojej strony, ale to nieważne. Potrafię być bardzo przekonująca, kiedy tego potrzebuję.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: Pierwsze spotkanie – część I - KRÁL: BESTIA Z KOŚCI I BURZY | StoriesNook