Ciężkie, podwójne drzwi sali sądowej nie po prostu się otworzyły; zostały roztrzaskane w drobny mak. Drewno trzasnęło, a żelazo jęknęło, gdy Alfa Alaric Draven przekroczył próg, a jego obecność uderzyła w pomieszczenie niczym fizyczny cios. Powietrze, wcześniej gęste od zapachu strachu Lyry i udawanego oburzenia Selene, nagle zamarzło. Temperatura gwałtownie spadła, a po kamiennej podłodze przetoczył się szron czystej, absolutnej aury Alfy.
Każda osoba w sali — ministrowie, którzy wcześniej szydzili, strażnicy, którzy szarpali Lyrę, służący szepczący w cieniach — spuściła wzrok. Cisza była dławiąca, przerywana jedynie rytmicznym, ciężkim dudnieniem wojskowych butów Alarica o marmur. Wyglądał jak bóg wojny, który powrócił z linii frontu, jego zbroja była pokryta brudem z patrolu, a w oczach płonęło drapieżne, bursztynowe światło, które zwiastowało przemoc.
Lyra, zrujnowana i skulona na podłodze w swojej podartej koszuli, poczuła iskrę czegoś, na co nie śmiała mieć nadziei: ocalenia. Jej serce uderzało o żebra w szaleńczym rytmie ulgi. *Alaric. Wrócił. On przejrzy to na wylot. Uratuje mnie.*
"Alaric! Dzięki niech będą Księżycowi, że tu jesteś!"
Głos Selene strzaskał ciszę. To nie był krzyk przerażonej kobiety, ale desperacki, piskliwy trel ofiary, która wyciąga ręce do swojego obrońcy. Nie czekała, aż dojdzie do podwyższenia. Rzuciła się w jego stronę, a jej ruchy były gorączkowe i pozornie słabe. Tuż przed nim zachwiała się. Jej dłoń powędrowała do klatki piersiowej, palce zacisnęły się na jedwabiu sukienki na wysokości serca. Jej twarz, już i tak blada od tej wykalkulowanej gry, straciła resztki kolorów.
Zatoczyła się, a jej powieki zatrzepotały, jakby miała za chwilę stracić przytomność.
Alaric nawet nie spojrzał na Lyrę. Nie zauważył swojej żony trzęsącej się na zimnej podłodze, z posiniaczoną od uścisku strażników skórą. Cały jego świat skurczył się do osuwającej się ku niemu kobiety. Poruszył się z prędkością wymykającą się ludzkiemu oku, łapiąc Selene, zanim upadła na ziemię. Jego wielkie, pokryte bliznami dłonie zakotwiczyły się na jej ramionach, a jego głos był cichym, wibrującym warkotem troski.
"Selene? Co to ma znaczyć? Co się dzieje?"
Selene oparła głowę na jego szerokim ramieniu, a jej oddech rwał się w płytkich, chrapliwych westchnieniach. Wyglądała w jego ramionach na malutką, kruchą i złamaną. "Ja... nic mi nie jest", wyszeptała, a jej głos drżał akurat na tyle, by usłyszano ją w całym milczącym pomieszczeniu. "To tylko... szok. Nie chciałam w to wierzyć. Próbowałam załatwić to po cichu, ze względu na honor stada, ale ona... ona była taka okrutna."
Szczęka Alarica zacisnęła się, a mięśnie na jego szyi zdrętwiały. "Kto? Kto ci to zrobił?"
Wzrok Selene powędrował ku Lyrze, po czym natychmiast uciekł, jakby nie mogła znieść tego widoku. "Znalazłam ich, Alaricu. Lyrę i... i Sorena. W jej komnatach. Próbowałam opanować sytuację, ale zaczęła na mnie krzyczeć, przeklinać mnie. Moje serce... nie mogło znieść tego stresu. Myślałam, że umrę tam, na podłodze."
"KŁAMCZYNI!"
Słowo wydarło się z gardła Lyry, zanim zdążyła je powstrzymać. Czysta, naga czelność kłamstwa Selene paliła ją w piersi niczym kwas. Lyra podniosła się na kolana, jej dłonie drżały. "Alaric, ona kłamie! Nigdy nie tknęłam Sorena! To pułapka — ona go zabiła! Zabiła go i włożyła do mojego łóżka!"
Głowa Alarica odwróciła się gwałtownie w stronę Lyry. W jego oczach nie było cienia wątpliwości czy chęci dociekania prawdy. To była czysta, skondensowana nienawiść. Bursztynowy blask w jego źrenicach zapłonął, a wilk ukryty za jego spojrzeniem obnażył kły.
"Zamknij pysk", syknął. Rozkaz ten był podparty ciężarem jego autorytetu Alfy, uderzając w Lyrę jak fizyczny cios w brzuch. Jej płuca się zacisnęły, a powietrze odmówiło wejścia do ciała.
"Ale Alaricu—"
"Powiedziałem, ZAMKNIJ SIĘ!" ryknął Alaric, a dźwięk ten wstrząsnął samymi fundamentami pałacu. "Jeszcze jedno słowo, jeszcze jeden krzyk skierowany do Selene, a sam cię wykończę. Masz w ogóle pojęcie, jak delikatny jest jej stan? Już doprowadziłaś ją na skraj zawału. Jeśli jej zdrowie podupadnie przez twoje plugastwo, przypłacisz to życiem."
Lyra wzdrygnęła się, jakby ją uderzył. Łzy, które starała się powstrzymać, w końcu popłynęły, gorące i gorzkie. Patrzyła na mężczyznę, którego kochała, na mężczyznę, który miał być jej przeznaczonym, jej obrońcą. Widziała tylko nieznajomego, który życzył jej śmierci.
Selene udała kolejne westchnienie, jej ciało gwałtownie drżało w ramionach Alarica. "Alaric, proszę... nie złość się. To moja wina, że jestem słaba. Chciałam tylko, aby nasze stado było czyste. Nie mogłam pozwolić, by Luna tak zdradziła swojego Alfę."
Wzrok Alarica wrócił do Lyry i tym razem nienawiść w nim była utrwalona, zimna i ostateczna. "Więc pieprzyłaś się ze strażnikiem, którego przydzieliłem ci do ochrony? Wzięłaś mężczyznę, któremu ufałem, że zapewni ci bezpieczeństwo, i przyprowadziłaś go do naszego łóżka?"
"Nie! Alaricu, proszę, posłuchaj mnie—"
"Dziwka", splunął, a słowo to niosło w sobie więcej jadu niż jakiekolwiek ostrze. "Powinienem był wiedzieć. Nigdy nie powinienem był wynosić kogoś z gminu, tak jak ty. Nigdy nie powinienem był czynić cię moją Luną. Jesteś plamą na tym stadzie, zgnilizną, którą trzeba wyciąć."
"Alaricu, to nieporozumienie!" Lyra szlochała, wyciągając do niego dłoń, zdesperowana, by go dotknąć, by przez ich więź kazać mu dostrzec prawdę w jej duszy. "Proszę, po prostu spójrz na mnie! Spójrz mi w oczy i powiedz, że wierzysz, iż mogłabym to zrobić!"
Selene wydała z siebie ostry, pełen bólu okrzyk, chwytając się za klatkę piersiową jeszcze mocniej, a jej oczy wywróciły się do tyłu.
"Wystarczy!" Głos Alarica zabrzmiał jak dzwon żałobny. Przygarnął Selene bliżej, jego ruchy były teraz gorączkowe, a w oczach pojawiła się przerażająca desperacja. "Zrobiłaś wystarczająco dużo szkód. Chcesz ją zabić? Taki jest twój cel? Zobaczyć, jak jej serce się zatrzymuje, żebyś mogła kontynuować swoją rozpustę?"
Nie czekał na odpowiedź. Spojrzał na służących, a jego twarz była maską dowódcy. "Wezwać lekarza! Natychmiast! Jeśli cokolwiek stanie się Selene, wszyscy w tym pokoju zapłacą!"
Sala natychmiast ożyła. Służący rozbiegli się, potykając się o siebie nawzajem w poszukiwaniu lekarza stada. Wśród chaosu Alaric stał niczym mroczny filar, trzymając kobietę, o której wierzył, że jest jego prawdziwą przeznaczoną, podczas gdy jego faktyczna żona klęczała w brudzie u jego stóp.
"I zabierzcie tego śmiecia z moich oczu", rozkazał Alaric, a jego głos zniżył się do przerażająco spokojnego szeptu. Mówiąc to, nawet nie spojrzał na Lyrę. "Odwleczcie ją. Nie chcę, żeby jej obecność zatruwała powietrze, którym oddycha Selene."
Strażnicy, ośmieleni jawnym obrzydzeniem Alfy, wystąpili naprzód. Nie pomogli Lyrze wstać; chwycili ją za włosy i ramiona, szarpiąc w górę z taką siłą, że jej głowa odskoczyła do tyłu.
"Alaricu, proszę!" krzyknęła Lyra, szamocząc się w żelaznym uścisku żołnierzy. "Jestem twoją przeznaczoną! Jestem twoją Luną! Nie możesz tego zrobić!"
Alaric zamarł. Powoli odwrócił głowę, a okrutny, drwiący uśmiech wykrzywił jego usta. "Moją przeznaczoną?" powtórzył, a z jego słów kapał sarkazm. "Myślisz, że więź losu może zmusić mnie do zaakceptowania zdrajczyni? Myślisz, że jestem związany z kobietą, która rozkłada nogi przed służbą?"
Lyra poczuła nagły, lodowaty dreszcz złego przeczucia. Powietrze w pomieszczeniu zdawało się znikać.
"Przypomniałaś mi o czymś, Lyro", powiedział Alaric, a jego głos się wzniósł, tak że każdy członek stada mógł go usłyszeć. Wyprostował się dumnie, a ciężar jego urzędu opadł na niego niczym całun. "Luna musi być nieskazitelna. Przeznaczona musi być wierna. Ty nie jesteś żadną z tych rzeczy."
"Nie... Alaricu, nie..."
Wziął głęboki oddech, jego oczy zablokowały się na jej spojrzeniu z chłodem, który roztrzaskał jej duszę. "Jako Alfa Stada Argent Edge, ja, Alaric Draven, niniejszym ODRZUCAM Lyrę Sterling jako moją przeznaczoną!"
"NIEEEEEE!"
Krzyk, który wydarł się z gardła Lyry, nie był ludzki. To był dźwięk duszy rozdzieranej na pół.
Odrzucenie uderzyło ją z siłą pędzącego pociągu. Duchowa więź, złota nić, która łączyła jej serce z jego sercem od chwili, gdy się poznali, nie tylko pękła — rozerwała się z gwałtownym, bolesnym odrzutem.
Miała wrażenie, jakby jej żyły wypełniły się stopionym ołowiem. Każde zakończenie nerwowe w jej ciele zapłonęło w białym, oślepiającym błysku bólu. Było to uczucie setek ząbkowanych ostrzy przebijających jej ciało jednocześnie, wykręcających się w jej wnętrznościach, tnących płuca.
W jej umyśle wilczyca wydała z siebie długie, żałobne wycie — dźwięk tak głębokiej rozpaczy, że odbił się echem w umysłach każdego obecnego wilkołaka. Zwierzę wycofało się w najciemniejsze zakątki jej podświadomości, skomląc, a jego duch został zmiażdżony przez odrzucenie jego drugiej połówki.
Lyra upadła. Jej mięśnie dostały skurczów, a ciało drżało w niekontrolowanych drgawkach na zimnym kamieniu. Nie mogła oddychać; nie mogła myśleć. Świat był niczym więcej, jak tylko rozmytą plamą agonii i metalicznym zapachem jej własnej krwi, gdy przegryzła sobie język.
Przez mgłę bólu zobaczyła ich. Alaric nawet nie mrugnął na jej krzyk. Nie wzdrygnął się na widok jej agonii. Już pochylał się, składając czuły pocałunek na czole Selene.
"Już się nie bój", mruknął, a jego głos był przepełniony ciepłem, którego nigdy nie okazał Lyrze. "Jestem tutaj. Będę cię chronił. Nikt cię już nigdy nie skrzywdzi."
Selene objęła go ramionami za szyję, a jej blada twarz była ukryta na jego piersi. "Dziękuję, kochanie..." wyszeptała, a jej głos brzmiał jak krucha trzcina. "Ale tak się boję. Nawet kiedy jest w łańcuchach, boję się jej. Będzie mnie nienawidzić za to, że powiedziałam prawdę. Znajdzie sposób, by mnie skrzywdzić."
Twarz Alarica zamieniła się w kamień. "Nie zostanie tu wystarczająco długo, by spróbować. Obiecuję ci to."
Wzrok Lyry zamigotał. Poczula dłonie na kostkach, szorstkie i bezwzględne. Żołnierze zaczęli ją ciągnąć w stronę wyjścia. Jej głowa uderzała o schody, skóra ocierała się o piach na podłodze, ale nie mogła nawet znaleźć w sobie siły, by krzyknąć.
Gdy wywlekano ją przez masywne drzwi, po raz ostatni ujrzała Selene. "Chora" kobieta odwróciła się lekko, zerkając przez ramię Alarica. Na ułamek sekundy maska ofiary opadła. Podły, triumfalny uśmiech rozkwitł na wargach Selene, a jej oczy zatańczyły złowieszczym światłem.
Wygrała. Wydała fortunę na łapówkę dla Jenny, zaaranżowała morderstwo i zmanipulowała serce Alfy. A teraz tron należał do niej.
***
Przejście z przepychu pałacu do trzewi lochu było zejściem do piekła.
Strażnicy nie zadali sobie trudu, by delikatnie znosić ją po schodach. Lyra została zrzucona z ostatniego stopnia, a jej ciało uderzyło o wilgotną, śliską podłogę niższych poziomów z przerażającym głuchym plaśnięciem. Powietrze było tu gęste od smrodu zgnilizny, pleśni i pradawnej rozpaczy. Woda kapała z sufitu, odbijając się echem w przytłaczającej ciszy jak tykający zegar odliczający czas do jej egzekucji.
"Właź tam, dziwko."
Ciężkie żelazne drzwi otworzyły się ze skrzypieniem, a Lyra została wepchnięta do małej, ciasnej celi. Wylądowała na bezkształtnym stosie, a lodowate błoto podłogi wsiąkało w jej potarganą koszulę. Drzwi zatrzasnęły się z ostatecznością, która sprawiła, że jej serce stanęło.
Lyra skuliła się w kłębek, a jej ciałem wciąż targały resztkowe wstrząsy po odrzuceniu. Ból w klatce piersiowej był teraz tępym, nieustannym ćmieniem, pustą przestrzenią, w której niegdyś znajdowała się więź z jej przeznaczonym. Było jej zimno — tak zimno, że czuła, iż jej kości mogą się rozsypać.
Drapanie przykuło jej uwagę. W kącie celi coś się poruszyło.
Lyra zmrużyła oczy w ciemności. Para małych, czerwonych ślepi odbijała mdłe światło pochodni z korytarza. Duży, tłusty szczur, wzdęty od żerowania na odpadkach z więzienia, przebiegł po podłodze. Zatrzymał się centymetry od jej bosej stopy, jego wąsy drgnęły, po czym rzucił się naprzód i ugryzł ją w skórę.
"AAAA!"
Lyra krzyknęła, cofając się pod ścianę, a jej głos się załamał. Przerażenie tej chwili — brud, izolacja, strata — ostatecznie ją złamało. Szlochała, a jej oddech rwał się w panicznym rytmie.
"CO JEST! Co to za hałasy, do cholery?"
Strażnik, krępy mężczyzna o twarzy buldoga i oczach pełnych okrucieństwa, podszedł ciężkim krokiem do krat. Uderzył pałką w żelazo, a dźwięk zadzwonił w małej przestrzeni. "Bądź cicho, suko! Budzisz cały blok!"
"Proszę!" Lyra sapnęła, wskazując w kąt. "Tam... tam są szczury. Gryzą mnie. Proszę, po prostu przenieś mnie do czystszej celi. Nie mogę tu zostać."
Strażnik wydał z siebie ostry, szczekliwy śmiech. Splunął na podłogę blisko jej dłoni. "Czystszej celi? Myślisz, że to Posiadłość Sterlingów? To nie jest, kurwa, hotel, Księżniczko. Ciesz się, że w ogóle dałem ci celę z drzwiami. Większość zdrajców po prostu wrzuca się do dołu."
Pochylił się bliżej krat, a w jego oczach pojawił się paskudny błysk. "Poza tym nie powinnaś martwić się szczurami. Nie będziesz tu wystarczająco długo, by cię wykończyły. Chodzą słuchy, że Alfa Alaric chce twojej egzekucji o świcie. Chce, aby plama twojego romansu została zmyta przed wschodem słońca."
Lyra wzdrygnęła się, a jej serce zamarzło w piersi. *Egzekucja.* Alaric naprawdę zamierzał ją zabić. Nie zamierzał nawet dać jej procesu.
Spojrzała na strażnika swoimi zaczerwienionymi i zdesperowanymi oczami. Kiedy była Luną, tacy ludzie nie odważyliby się spojrzeć jej w oczy. Kłanialiby się, jąkając z szacunkiem. Teraz była mniej warta niż błoto na jego butach.
Wzięła drżący oddech, a jej dłonie trzęsły się, wędrując do uszu. Nadal je miała — małe diamentowe kolczyki, które założyła tego ranka, kiedy myślała, że idzie na kolejne nudne posiedzenie rady.
"Czekaj", szepnęła. Zmagała się z zapięciami, wyciągając kolczyki. Podczołgała się do krat, wyciągając je na otwartej dłoni. Diamenty złapały światło pochodni, iskrząc się okrutnym blaskiem. "To jest warte fortunę. Weź je."
Oczy strażnika rozszerzyły się. Chciwość, ostra i głodna, przemknęła przez jego twarz. Sięgnął po nie, ale Lyra cofnęła się o centymetr.
"Nie za darmo", powiedziała, a jej głos odzyskał odrobinę dawnej siły. "Potrzebuję, żebyś przekazał wiadomość. Moim rodzicom. Powiedz Sterlingom, że ich córka jest w niebezpieczeństwie. Powiedz im, co się stało, i poproś, by porozmawiali z Alfą. Mają wpływy. Mogą mnie uratować."
Strażnik wyrwał kolczyki z jej dłoni, obracając je w brudnej dłoni. "Wiadomość do Sterlingów, co? To trudne zadanie. Para takich małych kamyków... nie wiem, czy to pokrywa ryzyko rozmowy z wrogami Alfy."
Serce Lyry zamarło. Sięgnęła do szyi, a jej palce znalazły cienki złoty łańcuszek i wisiorek z diamentem w kształcie łzy, który zawsze nosiła. To był prezent od ojca na jej osiemnaste urodziny — jedyna rzecz, jaką kiedykolwiek jej dał, która niosła ze sobą choćby pozory uczucia.
Zdarła go z szyi, a złoto pękło. "Weź to też. Po prostu wyślij wiadomość. Proszę."
Strażnik chrząknął, chwytając naszyjnik. "Dobra. Przekażę. Ale nie oczekuj cudów, złotko. Twoi rodzice to mądrzy ludzie. Mogą nie chcieć mieć nic wspólnego z upadłą Luną."
Odwrócił się i odszedł, a jego ciężkie kroki niosły się echem.
Lyra osunęła się na zimną, zroszoną wilgocią ścianę celi. Przyciągnęła kolana do klatki piersiowej, próbując osłonić się przed przeciągiem. Musiała wierzyć. Jej rodzice byli chłodni, to prawda. Byli opętani na punkcie statusu i bogactwa, a ona nigdy nie była ulubionym dzieckiem. Ale była ich krwią. Była Sterlingiem. Z pewnością nie stanęliby z boku, patrząc, jak ich własna córka jest poddawana egzekucji za zbrodnię, której nie popełniła.
Jeśli porozmawiają z Alaricem, jeśli rzucą na szalę swój ciężar finansowy, może... może jeszcze jest szansa.
***
Podczas gdy Lyra trzęsła się w ciemnościach, komnaty Luny skąpane były w ciepłym, złotym blasku tuzina magicznych świec.
Apartament był arcydziełem luksusu — jedwabne zasłony, ręcznie rzeźbione mahoniowe meble i toaletka zastawiona kryształowymi flakonikami z najwspanialszymi perfumami. To był pokój godny królowej.
Selene siedziała przy toaletce, otulona w lśniącą, bladoniebieską jedwabną szatę — szatę Lyry. Przeczesywała włosy grzebieniem, obserwując swoje odbicie ze spokojnym, przerażająco opanowanym uśmiechem.
"Panienko Selene, pasuje na ciebie idealnie", odezwał się radosny głos zza jej pleców.
Jenna, dawna osobista pokojówka Lyry, wystąpiła naprzód. Zaczęła masować ramiona Selene z wprawą pełną lizusostwa. Jenna służyła Lyrze od roku, korzystając z jej legendarnej hojności. Lyra zapłaciła za operację matki Jenny i znalazła dobrze płatną pracę dla jej zdegenerowanego brata.
Ale wdzięczność była marną walutą w porównaniu z milionem dolarów, który obiecała jej Selene.
"Alfa był tak mądry, wprowadzając cię tu natychmiast", kontynuowała Jenna, a z jej głosu kapała sztuczna słodycz. "Już niedługo uczyni to oficjalnym. Jesteś prawdziwą Luną Stada Argent Edge. Ta dziwka Lyra była tylko zapchajdziurą."
Selene zachichotała, a dźwięk ten był melodyjny i mrożący krew w żyłach. "Zgadzam się, Jenna. I nie martw się — kiedy korona spocznie na mojej głowie, upewnię się, że nie będziesz musiała przepracować ani jednego dnia więcej do końca życia. Dokonałaś dobrego wyboru."
"Och, wiem o tym, panienko Selene! Lyra zawsze była taka... wymagająca. Zawsze chciała, żeby wszystko było zrobione 'właściwie'. Ty znacznie bardziej doceniasz prawdziwy talent."
Przerwało im ostre pukanie do drzwi.
Strażnik z lochów wszedł do środka, chyląc nisko głowę w pokazie przesadnej pokory. Nie przypominał brutala, który wyśmiewał Lyrę; tutaj, w obecności wschodzącej władzy, był tylko myszą.
"Panienko Selene", wymamrotał. "Kazałaś mi uważać na jakiekolwiek... ruchy ze strony więźniarki."
Selene odwróciła się na krześle, a jej oczy się zwęziły. "I co?"
"Próbowała mnie przekupić", powiedział strażnik, wyciągając mały skrawek pergaminu. "Dała mi swoją biżuterię, żebym wysłał wiadomość do jej rodziców. Błaganie o pomoc."
Twarz Selene na chwilę pociemniała, a przez jej rysy przemknął błysk drapieżnego instynktu. Wyrwała notatkę, a jej oczy przeskanowały gorączkowe, niechlujne pismo Lyry.
*Ojcze, Matko, proszę. Jestem niewinna. Alaric mnie odrzucił. Zamierza mnie zabić. Proszę, przyjedźcie do pałacu. Tylko wy możecie mnie uratować. Błagam was, nie pozwólcie mi umrzeć za kłamstwo.*
Selene zgniotła papier w kulkę, a w jej gardle zabulgotał cichy śmiech. "A więc wciąż ma nadzieję. Urocze". Spojrzała na Jennę. "Czy Sterlingowie tu są?"
"Tak, panienko Selene. Przybyli do bram pałacu dwadzieścia minut temu. Czekają na wezwanie."
"Dobrze", powiedziała Selene, wstając i wygładzając szatę. "Wpuść ich. Zobaczmy, ile tak naprawdę jest warta 'krew' Lyry."
Kilka minut później drzwi otworzyły się, by wpuścić parę emanującą dawnym bogactwem i arogancją. Pan Sterling był wysoki i siwowłosy, w idealnie skrojonym garniturze. Pani Sterling szła z dumnie uniesioną brodą, a jej szyję zdobiły perły, które kosztowały więcej, niż człowiek z gminu zarabiał przez całe życie.
Weszli do komnat Luny z gracją, przesuwając wzrokiem po pokoju. Kiedy zobaczyli Selene siedzącą na miejscu ich córki, nie wyglądali na zaskoczonych czy złych. Wyglądali na odczuwających ulgę.
Selene wstała, by ich powitać, a jej twarz natychmiast przybrała maskę tragicznej troski. "Panie i pani Sterling. Dziękuję, że przybyliście tak szybko. Mam... ciężkie wieści."
Wskazała im, by usiedli, wzdychając głęboko. "Lyra skontaktowała się ze mną. Chce, żebyście wstawili się u Alfy Alarica. Chce, żebyście uratowali jej życie."
Zamilkła, uważnie obserwując ich reakcje. "To, co zrobiła — romans, zdrada naszego Alfy — to niewybaczalne. Ale powiedziałam jej, że każdy zasługuje na drugą szansę. Jeśli chcecie iść do Alarica i błagać o jej życie, użyję moich wpływów, aby załatwić wam posłuchanie. Nienawidziłabym widzieć rozdartą rodzinę."
Pan Sterling nawet nie czekał, aż skończy. Wydał z siebie ostre, pełne obrzydzenia prychnięcie. "Uratować ją? Myślisz, że przyszliśmy tutaj, by ratować tę dziewuchę?"
"Panienko Selene, jesteś o wiele zbyt łaskawa", dodała pani Sterling, a jej głos był chłodny i ostry jak brzytwa. "Ale nie mamy najmniejszego zamiaru pomagać Lyrze. Właściwie przyszliśmy prosić Alfę o zgodę na oficjalne wydziedziczenie jej."
Selene zamrugała, udając szok. "Wydziedziczenie jej? Ale... ona jest waszą biologiczną córką. Waszą jedyną córką."
"Ona jest hańbą!" warknął pan Sterling, a jego twarz poczerwieniała z mieszanki złości i społecznego zakłopotania. "Pomyśleć, że dziecko z linii Sterlingów zostało przyłapane w łóżku z ze zwykłym strażnikiem! Przeciągnęła nasze nazwisko przez błoto całego stada. Każdy kupiec i lord w mieście szepcze o nas."
"Modlimy się, aby Alfa poddał ją szybkiej egzekucji", powiedziała pani Sterling, a jej oczy były całkowicie wyprane z jakiegokolwiek matczynego ciepła. "Im szybciej zniknie, tym szybciej będziemy mogli zacząć zmywać plamę, jaką zostawiła na naszej reputacji. Ona nie jest moją córką."
Selene pochyliła się, będąc uosobieniem empatii. "Rozumiem wasz ból. To ciężkie brzemię do udźwignięcia. Ale jeśli ją wydziedziczycie... kto będzie kontynuował wasze dziedzictwo? Kto przyniesie honor waszemu rodowi?"
Sterlingowie wymienili spojrzenia. To był moment, na który czekali. Wiedzieli, skąd wieje wiatr. Wiedzieli, że Alaric miał obsesję na punkcie Selene.
"Właściwie", powiedział pan Sterling, a jego głos stał się gładki i wyrachowany. "Mieliśmy nadzieję przedyskutować inną sprawę. Jesteś sierotą, prawda, Selene?"
Selene opuściła głowę, a wyćwiczona łza zalśniła w jej oku. "Zgadza się. Nie mam na tym świecie nikogo poza Alaricem."
"Cóż", powiedziała pani Sterling, wyciągając rękę, by poklepać dłoń Selene. "Mamy trzech synów, ale brakuje nam córki, która posiada wdzięk, lojalność i... przyszłą władzę. Jeśli byłabyś chętna, czulibyśmy się zaszczyceni, mogąc zaadoptować cię do rodziny Sterlingów. Miałabyś nasze pełne wsparcie finansowe, nasze nazwisko i naszą niezachwianą pomoc."
Wewnętrzny triumf zaryczał w ciele Selene, ale na jej twarzy malowała się pokora. "Ja... nie wiem, co powiedzieć. Znowu mieć matkę i ojca... to wszystko, o czym kiedykolwiek marzyłam."
"Zatem postanowione", pan Sterling rozpromienił się, patrząc na nią, jakby była nagradzaną klaczą. "Od tego momentu jesteś Sterlingiem. A my zadbamy o to, by twoja droga do tronu Luny była wybrukowana złotem."
Pani Sterling sięgnęła do swojej jedwabnej torebki i wyciągnęła aksamitne pudełeczko. Otworzyła je, by ukazać szafirową bransoletkę, a kamienie były tak duże, że wyglądały jak krople oceanu. "To jest z limitowanej edycji", wyszeptała. "Warta pięćdziesiąt milionów dolarów. Potraktuj to jako drobny upominek od swojej nowej matki."
Selene wzięła bransoletkę, a jej ciężar w dłoni był fizycznym potwierdzeniem jej zwycięstwa. Patrzyła na niebieskie kamienie, myśląc o tych "śmieciach", które Lyra nosiła obecnie w lochu. Lyra urodziła się w tym bogactwie i nigdy nie rozumiała jego prawdziwej potęgi. Selene musiała o to walczyć, a teraz będzie się tym cieszyć.
"Dziękuję, Matko", zachichotała Selene, a to słowo smakowało jak miód.
"Jest jeszcze jedna rzecz", powiedziała pani Sterling, a jej oczy zwęziły się z nutą utrzymującej się złośliwości. "W jaki sposób Alfa zamierza pozbyć się Lyry? Dopóki ona żyje, jest dla nas obciążeniem. Ludzie nadal mogliby wiązać ją z nami."
Selene oparła się wygodnie, owijając kosmyk włosów wokół palca. Szafirowa bransoletka złapała światło, rzucając niebieskie iskry na pokój.
"Nie martwcie się", powiedziała Selene, a jej głos zniżył się do konspiracyjnego szeptu. "Alfa bywa bardzo kreatywny, kiedy jest zły. Okazuje się, że w zeszłym tygodniu nasze granice zaatakowała grupa wyrzutków. To wredna zgraja — głodni, brutalni i szukający 'rozrywki'. W zamian za tymczasowe zawieszenie broni zażądali jedzenia i kobiet."
"I?" zapytał pan Sterling, pochylając się.
"I", uśmiechnęła się Selene, "Alaric zgodził się na ich warunki. Lyra nie zginie od czystego cięcia ostrzem. Jutro zostanie przekazana wyrzutkom."
"Jako ofiara pokoju?" zapytała pani Sterling.
"Jako ich dziwka", poprawiła Selene, a jej oczy zatańczyły z zachwytu. "Zostanie wysłana do ich obozu jako zabawka dla całej sfory dzikusów. Zanim z nią skończą, nie zostanie z niej na tyle dużo, by można było ją rozpoznać. Teraz wreszcie będzie mogła pieprzyć się z tyloma mężczyznami, iloma zechce, tak jak zawsze tego pragnęła."
Sterlingowie wybuchnęli śmiechem, chłodnym, niosącym się echem dźwiękiem, który wypełnił pokój, w którym kiedyś spała ich córka, nieświadomi faktu, że ludzie dzielący z nią tę samą krew właśnie sprzedali ją do żywego piekła.






