Alaric nie mógł oderwać wzroku od stóp Lyry. Popołudniowe słońce, ostre i bezlitosne, uwydatniało każde wybrzuszenie i zagłębienie pomarszczonej skóry. To nie były po prostu blizny; to była mapa agonii. Grube, woskowate, białe plamy na jej kostkach i na wierzchniej stronie stóp – nieomylne znaki potężnych odmrożeń – wypalały mu się pod powiekami.
Przypomniał sobie tamtą noc. Zamieć śnieżną. Lodowa






