languageJęzyk

Księżniczka ujawniona

Autor: Aeliana Moreau15 cze 2026

Alaric stał sparaliżowany, a świat wokół niego rozmywał się w niewyraźną mgłę złota i bieli. Oddech uwiązł mu w gardle i przez moment zapomniał, jak zrobić wydech. To było niemożliwe. Widział raporty z granicy; widział spaloną ziemię i zakrwawione resztki będące efektem jego odrzucenia. Lyra miała nie żyć. Miała być wspomnieniem, plamą z jego przeszłości, którą udało mu się skutecznie wywabić.

Ale kobieta stojąca przed nim nie była duchem. Była pełna życia, a jej skóra promieniała zdrowiem, którego nigdy nie posiadała w chłodnych, wilgotnych kątach Stada Argent Edge. Miała na sobie suknię z płynnego srebra, która przylegała do jej kształtów, lśniąc jak powierzchnia skąpanego w księżycowym świetle jeziora. Jej włosy, kiedyś matowe i łamliwe, teraz spływały na ramiona niczym jedwabny wodospad.

"Alaric?" Głos Selene przebił ciszę, ostry i drażniący. W końcu go dogoniła, a jej twarz była zarumieniona z wysiłku i irytacji. Ale kiedy jej wzrok padł na kobietę przed nimi, irytacja wyparowała, ustępując miejsca masce czystego, niepohamowanego przerażenia.

"Ty?" Głos Selene wzniósł się do piskliwego tonu. "Jak to możliwe, że ty jeszcze oddychasz?"

Lyra nie drgnęła. Nie skuliła się w sobie, tak jak miała w zwyczaju. Stała z zadartą brodą, a jej spojrzenie było chłodne i obojętne, gdy patrzyła na nich oboje, jakby byli insektami, które właśnie odkryła pod kamieniem.

"Lyra?" Alaric w końcu odzyskał głos, choć brzmiał on tak, jakby był przeciągany po rozbitym szkle. "Czy to naprawdę ty?"

"We własnej osobie", powiedziała Lyra gładkim tonem pozbawionym drżenia, które kiedyś ją definiowało. "Choć ty wyglądasz, jakbyś zobaczył zjawę. Jesteś rozczarowany, Alaricu? Spodziewałeś się, że zostanę w tym błocie, w którym mnie zostawiłeś?"

Zanim Alaric zdążył odpowiedzieć, Selene rzuciła się do przodu, a jej twarz wykrzywiła się w nagłej, gwałtownej wściekłości. Szok wywołany widokiem żywej Lyry został szybko przezwyciężony świadomością, że Lyra wyglądała lepiej, silniej i szlachetniej, niż Selene mogłaby kiedykolwiek mieć nadzieję wyglądać. Zazdrość była wręcz fizyczna, promieniująca z niej falami.

"Ty przebiegła suko!" wrzasnęła Selene, celując drżącym palcem w Lyrę. "Jak ty się tu zakradłaś? Przekradłaś się wejściem dla służby? Albo znalazłaś jakiegoś zdesperowanego wyrzutka i przeleciałaś go, żeby przepuścił cię przez obwód?"

Strażnicy oskrzydlający korytarz poruszyli się. Ich dłonie powędrowały do rękojeści ostrzy, a oczy zwęziły się w zimne szparki. Powietrze w korytarzu zgęstniało, a presja ich zbiorowej aury z naciskiem opadła na całą przestrzeń.

Lyra jedynie uniosła brew, patrząc na Selene z autentycznym rozbawieniem. "Zakradłam się? Myślisz, że musiałabym zakradać się do mojego własnego—" Przerwała, a na jej ustach zagościł zimny, kpiący uśmiech. "Naprawdę się nie zmieniłaś, Selene. Nadal krzykliwa, nadal zgorzkniała i wciąż niebywale głupia."

"Nie waż się tak do mnie odzywać!" Głos Selene się załamał. Odwróciła się do strażników z obłędem w oczach. "Po co tam stoicie? Aresztujcie ją! To jest przyjęcie dla Alf i arystokracji najwyższej rangi! Ta kobieta to zwykłe, brudne pospólstwo! Jest hańbą, odrzutkiem! Została wyrzucona ze Stada Argent Edge i spędziła ostatnie sześć miesięcy jako dziwka wyrzutków!"

Słowo *dziwka* poniosło się echem po korytarzu. Cisza, która po nim nastała, była śmiertelna. Strażnicy Astral Lune nie ruszyli się, by aresztować Lyrę; zamiast tego zaczęli zacieśniać krąg, a ich ruchy były drapieżne i zsynchronizowane.

Selene, zaślepiona własnym jadem, nie zauważyła zagrożenia. Zbliżyła się do Lyry, a jej twarz znalazła się centymetry od twarzy tamtej kobiety. "Ilu ich było, Lyro? Ilu zapchlonych wyrzutków musiało się na ciebie rzucić, zanim znalazłaś sposób, by kupić tę sukienkę? Na twoim miejscu miesiące temu znalazłabym srebrne ostrze i ze wstydu skończyła ze sobą. Ty obrzydliwa lafiryndo—"

*PLASK.*

Dźwięk rozległ się niczym wystrzał.

Dłoń Lyry poruszyła się z prędkością, za którą oczy Alarica ledwie nadążały. To nie był zdesperowany, słaby cios ofiary. To było wyrachowane, potężne uderzenie wojowniczki. Siła uderzenia sprawiła, że Selene się zatoczyła, jej głowa odskoczyła w bok, a ona sama odsunęła się do tyłu, trzymając się za policzek.

"Nie podnoś na mnie głosu", powiedziała Lyra, a jej głos obniżył się do tak głębokiej, morderczej oktawy, że szczery dreszcz przerażenia przebiegł po plecach Alarica. "I pod żadnym pozorem nie używaj tego słowa ponownie. Słyszysz mnie?"

Selene wpatrywała się w nią, a jej oczy były szeroko otwarte i załzawione. Jasnoczerwony ślad już rozkwitał na jej bladej skórze. Spojrzała na Alarica, oczekując, że ten ryknie w jej obronie, ale Alaric był zbyt zajęty wpatrywaniem się w Lyrę.

Lyra, którą znał, była pozbawiona charakteru. Była dziewczyną, która przepraszała za to, że w ogóle zajmuje miejsce, płakała, gdy on podnosił głos, i błagała go o litość w dniu, w którym ją odrzucił. Ta kobieta... ta kobieta była stworzona ze stali i lodu.

"Ty—ty mnie uderzyłaś?" wyszeptała Selene, a jej szok przemienił się w histeryczny szloch. "Alaric, ona mnie uderzyła! Ten śmieć z gminu mnie uderzył!"

Rzuciła się w stronę Lyry; jej pazury zaczęły się wysuwać, a wilczyca w niej warczała, domagając się krwi. Ale nie zdołała zrobić więcej niż dwa kroki.

Dwóch strażników Astral Lune poruszyło się niczym cienie. Chwycili Selene za ramiona, unieruchamiając ją w miejscu żelaznym uściskiem. Zsynchronizowanym ruchem wyprowadzili mocne kopnięcie w tył jej kolan. Selene wydała z siebie ostry okrzyk bólu, gdy nogi pod nią ustąpiły, zmuszając ją do uklęknięcia na twardej, kwarcowej posadzce.

"Postradaliście, kurwa, zmysły?!" wrzasnęła Selene, szamocząc się w uścisku strażników. "Puśćcie mnie! Przyszłam z Alfą Alaricem! Jestem przyszłą Luną Stada Argent Edge! Dotykając mnie, dopuszczacie się aktu wypowiedzenia wojny!"

Alaric w końcu ocknął się z transu. Widok jego przyszłej przeznaczonej zmuszanej do klęczenia przez zwykłych strażników był obelgą, której nie mógł zignorować. Wystąpił naprzód; aura jego Alfy rozbłysła, choć w tym korytarzu dziwnie stłumiona.

"Wypuśćcie ją", rozkazał Alaric głębokim, pełnym autorytetu głosem. Piorunował strażników wzrokiem, a w jego oczach zalśniło złote światło wilka. "Selene jest moim gościem. Jest pod moją ochroną. Wypuśćcie ją natychmiast, a może zapomnę o tej czelności."

Strażnicy nawet na niego nie spojrzeli. Pozostawali niewzruszeni niczym posągi; ich wzrok wbity był przed siebie, a chwyt na ramionach Selene ani na moment nie osłabł.

Lyra wydała z siebie cichy, melodyjny chichot. Był to najbardziej obraźliwy dźwięk, jaki Alaric kiedykolwiek słyszał. Odwróciła się do odźwiernego, który cały czas szedł za nimi, mężczyzny, który teraz kłaniał się tak nisko, że jego czoło niemal dotykało kolan.

"Czy sprawdziłeś ich zaproszenia?" zapytała Lyra.

Odźwierny nie odważył się podnieść wzroku. "Nazwisko Alfy Alarica widnieje na liście gości, moja pani."

"Tylko jego nazwisko?" Lyra przechyliła głowę, spoglądając w dół na łkającą Selene. "A co z tą kobietą? Czy ona jest na liście?"

Odźwierny przełknął z trudem ślinę. "Nie, nie widziałem jej nazwiska."

"Głuchy jesteś, kurwa?" wrzasnęła Selene, a jej twarz wykrzywiła się ze wściekłości. "Mówiłam ci — Alfa Alaric mnie zaprosił! Jestem jego osobą towarzyszącą! Nie potrzebuję własnego zaproszenia!"

Spojrzała na Alarica błagalnym wzrokiem. "Alaric, kochanie, pozwolisz im traktować mnie jak zbrodniarza? Powiedz im! Powiedz im, kim ja jestem!"

Szczęka Alarica się zacisnęła. Spojrzał na Lyrę, a jego wzrok zionął chłodem. Nienawidził sposobu, w jaki na niego patrzyła — nie z miłością, nie z tęsknotą, ale z zimną, kliniczną obojętnością. To go drażniło. Był Alfą. Był jej byłym przeznaczonym. Był mężczyzną, który definiował jej świat, a teraz patrzyła na niego jak na kogoś całkowicie obcego.

"Wypuśćcie Selene", powiedział Alaric, a jego głos zniżył się do niebezpiecznego pomruku. "I ujdzie wam to płazem. Nie utrudniaj tego bardziej, niż to konieczne, Lyro. Wyraźnie porywasz się z motyką na słońce. Nie wiem, kogo zdołałaś oszukać, żeby pozwolili ci zostać w tym skrzydle, ale musisz pamiętać o tym, gdzie jest twoje miejsce."

Lyra zaśmiała się ponownie, a tym razem dźwięk ten miał w sobie ostrą krawędź. "Ujdzie mi płazem? Moje miejsce?" Podeszła bliżej, a jej obecność była tak dominująca, że Alaric poczuł instynktowną chęć zrobienia kroku w tył. "Wydajesz się być zdezorientowany, Alaricu. To nie jest Stado Argent Edge. Tutaj nie masz żadnej władzy. Jesteś gościem w domu, który cię nie chce, i z pewnością nie jestem już twoją Luną."

Odwróciła się do niego plecami, zbywając go tak, jakby był jej służącym. Spojrzała na strażników trzymających Selene.

"To spotkanie jest przeznaczone wyłącznie dla Alf i zaproszonych dygnitarzy", powiedziała Lyra wyraźnym głosem, który niósł się echem po długim korytarzu. "Zasady Stada Astral Lune są niezwykle klarowne: żadne niezaproszone osoby towarzyszące nie mają wstępu do prywatnych skrzydeł mieszkalnych. Skoro ta kobieta nie figuruje na liście, a uznała za stosowne słownie mnie zaatakować w tych korytarzach... wywleczcie ją. Wyrzućcie ją na ulicę, jak na zwykłego śmiecia przystało."

"Nie!" krzyknęła Selene, kiedy strażnicy natychmiast zaczęli ciągnąć ją do tyłu. Jej obcasy zahaczały o posadzkę, wydając przeraźliwy pisk. "Alaric! Pomóż mi! Nie możesz im na to pozwolić!"

Krew zagotowała się w żyłach Alarica. Sięgnął do swojego wilka, gotów się przemienić i rozerwać tych strażników na strzępy, ale zanim zdążył wykonać ruch, korytarz wypełnił się ciężkim, duszącym naciskiem. Była to aura Alfy, ale inna niż jakakolwiek, którą Alaric kiedykolwiek w życiu poczuł. Była pradawna, ogromna i absolutnie miażdżąca.

Żołnierze i służba na korytarzu natychmiast opadli na jedno kolano, z nisko pochylonymi w geście całkowitej uległości głowami.

"Jeśli ja nie mogę tu być—" głos Selene załamał się, gdy nacisk aury w nią uderzył, a płuca walczyły o powietrze. Spojrzała na koniec korytarza, ze zgrozą szeroko otwierając oczy. "To co ty jeszcze tu robisz? Ciebie też nie ma na żadnym zaproszeniu! Jesteś z gminu! Jesteś nikim!"

"Oczywiście, że tak", zadudnił zza schodów głęboki, donośny głos.

Wszyscy się odwrócili. Ze schodów schodził mężczyzna; jego ruchy były płynne i pełne drapieżnej, niebezpiecznej gracji. Był wysoki, miał szerokie ramiona, a jego oczy — ciemne i przenikliwe — wbite były prosto w Alarica. Miał na sobie ciemny garnitur, który zdawał się pochłaniać znajdujące się wokół niego światło, a z każdym jego krokiem powietrze zdawało się wibrować.

"Alfa Leander!" krzyknęli chórem strażnicy, a ich głosy odbiły się od pokrytych złotem ścian.

Leander nie zaszczycił ich spojrzeniem. Podszedł prosto do boku Lyry, a jego sylwetka górowała nad wszystkimi w pomieszczeniu. Spojrzał na strażników trzymających Selene, a potem na Alarica, ze znudzonym wyrazem skrajnej pogardy.

"Twoja kochanka zrobiła niemałe zamieszanie w moim domu, Alfo Alaricu", powiedział Leander. W korytarzu zapadła absolutna cisza. "Znieważyła kogoś, kto jest mi bardzo drogi. Oczekuję jej przeprosin. Tutaj. W tej chwili. W przeciwnym razie osobiście odprowadzę delegację Stada Argent Edge do granicy i dopilnuję, byście dostali zakaz wstępu na wszystkie przyszłe spotkania."

Serce Alarica runęło w dół. Wyrzucenie z Corocznego Spotkania byłoby śmiertelnym ciosem dla reputacji i politycznej pozycji jego stada. To było posunięcie przepełnione niesamowitą agresją, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że Argent Edge było jednym z pięciu największych stad na świecie. Ale patrząc w oczy Leandera, Alaric wiedział, że ten mężczyzna nie blefuje.

"Mówisz poważnie, Alfo Leanderze?" Alaric zacisnął zęby, a jego duma wprost wrzeszczała, by zaczął z nim walczyć. "Lyra pierwsza uderzyła Selene. Selene to arystokratka, członkini mojego wewnętrznego kręgu. Lyra pochodzi z ludu. Jest dziewczyną z mojego stada, która została z niego wyrzucona za własne niepowodzenia. Jeśli ktokolwiek musi tu przepraszać, to ona. Zostałeś oszukany przez kobietę, która po prostu dobrze wie, jak zagrać swoją rolę."

Leander wcale nie wyglądał na złego. Zamiast tego wybuchnął krótkim, kpiącym śmiechem, który Alaric odczuł niczym policzek.

"Z ludu?" Leander pokręcił głową, a w jego oczach błysnęło mroczne, triumfalne światło. "Kto ci wmówił, że Lyra pochodzi z pospólstwa?"

Wyciągnął ramię, otaczając opiekuńczo Lyrę i przyciągając ją blisko do swojego boku. Lyra się nie wyrwała; oparła się o niego, a jej spojrzenie spotkało się z wzrokiem Alarica z wyrazem czystego, zimnego zwycięstwa.

"Pozwól, że naprawię twoją ignorancję", powiedział Leander, a jego głos wzniósł się tak bardzo, że każda osoba w korytarzu mogła go usłyszeć. "Wszyscy, poznajcie moją siostrę. Zaginioną córkę linii Valeriusów i jedyną Księżniczkę Stada Astral Lune — Lyrę Valerius."

Szok, który uderzył w Alarica, miał wręcz fizyczny wymiar. Miał wrażenie, jakby ktoś wyrwał mu podłogę spod stóp. Spojrzał na Lyrę — dziewczynę, którą wyśmiewał, kobietę, którą wyrzucił, tę z 'gminu', którą skazał na śmierć — i zrozumiał, że dynamika władzy nie tylko się odwróciła. Została po prostu doszczętnie zmieciona z powierzchni ziemi.

Cisza, która po tym nastała, była wręcz ogłuszająca, przerwana jedynie dźwiękiem zdławionego, przepełnionego strachem sapnięcia Selene.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 6: Księżniczka ujawniona - Królewskie odrodzenie wygnanej Luny | StoriesNook