Alek sączył szampana, wyglądając na znudzonego.
Lyra podeszła do niego od tyłu i potrąciła go ramieniem.
Ręka Aleka zadrżała, a trochę szampana wylało się na jego białą koszulę.
— O mój Boże! Tak strasznie przepraszam pana! — wykrzyknęła Lyra. — Nic panu nie jest?!
Alek odwrócił się gwałtownie, kipiąc złością.
Już miał zamiar skarcić Lyrę, lecz gdy jego wzrok spoczął na jej twarzy, gniew natychmia






