Cała trójka szła dalej przez kolejne 10 minut.
Ale o dziwo, nie widzieli żadnej wody. A już na pewno żadnych dzikich zwierząt.
W powietrzu unosił się zapach zgnilizny i czegoś obrzydliwego, jakby okolica została opanowana przez siedlisko bakterii.
Śpiew ptaków, który towarzyszył im przez całą drogę, również ucichł, pozostawiając jedynie upiorną ciszę.
Coś tu nie grało.
W końcu ścieżka doprowadziła






