Z perspektywy Sylvie
Dziś w nocy. Muszę uciec dziś w nocy.
Usiadłam na moim kamiennym posłaniu, rozmyślając nad dotychczasowym życiem. Kallia wytrzymywała to zbyt długo, nie mogę pozwolić, by dalej to znosiła.
Kiedyś byłam ulubienicą niemal całego stada, aż do śmierci mamy i taty. Nie wiem, co wstąpiło w ciotkę Solarę i wuja Magnusa, rodziców Vareka. Jakby tylko czekali na okazję, by mnie zdeptać. Byli dla mnie tacy dobrzy, a potem z dnia na dzień wszystko się zmieniło.
Ludzie, których nie było w stadzie przed tamtym wypadkiem, nie wiedzieli, że jestem córką poprzedniego Alphy i Luny. Wszyscy w wilczym świecie myśleli, że nie żyję. Przynajmniej tak słyszałam.
Nie mogą mnie zgwałcić, nie pozwolę odebrać sobie niewinności – a na pewno nie przez tego wstrętnego drania. Muszę ułożyć plan. Nie obchodzi mnie, czy zginę podczas ucieczki; muszę opuścić to popieprzone stado, zanim zdążą mnie do reszty upokorzyć.
Muszę dzisiaj popołudniu coś zjeść; będę potrzebowała sił, jeśli mam biec. Ten skurwiel z pewnością wyśle za mną pościg, więc będę musiała przybrać postać wilka.
"Kallia, jesteś tam?" – zawołałam do Kal przez naszą więź, a ona odpowiedziała cichym skomleniem w mojej głowie. "Będę cię dziś potrzebować, dziewczyno. Będziesz mi potrzebna, jeśli w ogóle mamy wyjść z tego żywe. Nie pozwolę mu zrobić tego nam obu; musimy wywalczyć sobie drogę ucieczki z tej niewoli. Czekałyśmy, bo wierzyłyśmy, że znajdziemy miłość, ale to już koniec, Kal, musimy uciekać" – błagałam ją w myślach.
"Nie wiem, czy dam radę, Sylvie. A co, jeśli zabiją nas na miejscu z powodu koloru mojego futra? A co, jeśli nas dogoni? Co, jeśli nie ujdziemy z życiem? Jestem taka słaba, w dodatku przemieniłam się tylko raz w życiu. Nie chcę cię zawieść, Sylvie" – odpowiedziała słabym głosem Kallia, a po moich policzkach spłynęły świeże łzy. Nie zasłużyłyśmy na żaden z tych koszmarów.
"Kal, musimy spróbować. Dziś w nocy jest pełnia Księżyca. Słyszałam, że podczas pełni stajemy się silniejsze – może to doda nam sił, by przeć naprzód. Ale nie możemy tu zostać na dzisiejszą noc. Może inne stado udzieli nam pomocy, wszystko jedno, byle nie tutaj, Kallio" – tłumaczyłam jej.
"Masz rację, zbyt długo to znosiłyśmy. Nadszedł czas, by się wyzwolić i zacząć od nowa. Dziś w nocy uciekamy" – powiedziała w mojej głowie Kallia, przepełniona nową determinacją.
Jej słowa przywróciły mi nadzieję i wolę walki. Wstałam i ruszyłam w stronę kuchni, by sprawdzić, czy znajdę jakieś jedzenie, którym mogłabym się posilić przed nadejściem wieczoru. Musiałam zjeść cokolwiek, by zyskać dość energii do ucieczki.
Kiedy weszłam, niewolnicy biegali we wszystkie strony, przygotowując ucztę na koronację Zaryth i Vareka. Opadły mi ręce, i już miałam wychodzić z pustymi rękami, kiedy zauważyłam Bernę. Berna jest starszą kobietą, która niegdyś była naszą główną kucharką. To jedyna osoba w stadzie, która nie traktuje mnie z wyższością, choć nie może okazywać mi dobroci przy innych w obawie przed karą.
Ona też zauważyła, że właśnie się odwracam, i podeszła do mnie na korytarzu. Objęła mnie ze łzami w oczach, a ja oddałam uścisk. Zawsze była dla mnie jak babcia.
Zaciągnęła mnie w ciemny kąt, gdzie na widok mojego stanu po prostu się rozpłakała. Dawno nie było jej w stadzie – pewnie rzuciła pracę. Ale dlaczego wróciła na dzisiejszą noc? Widziałam, że porusza wargami i starałam się wsłuchać w jej słowa.
"...słyszałam, że cię odrzucił i tak czy siak wybrał Zaryth. Tak mi przykro, Sylvie. Nikt nie zasługuje na takie traktowanie przez swojego przeznaczonego" – wyszeptała, a łzy spływały jej po policzkach. Znów ją przytuliłam.
"Jesteś niedożywiona, dziecko, czy oni w ogóle dają ci jedzenie? Przepraszam, że wyjechałam bez słowa. Musiałam odwiedzić moją córkę w innym stadzie. Urodziła swoje pierwsze dziecko i pojechałam ją zobaczyć" – mówiła, przypatrując mi się uważnie. Właśnie w tej chwili w moim brzuchu znów głośno zaburczało. Spuściłam wzrok ze wstydu.
"Jadłaś coś dzisiaj, dziecko?" Pokręciłam przecząco głową. Obiecała, że za chwilę wróci. Kiedy odeszła, skuliłam się w kącie, starając się być niewidzialna dla przechodzących. Nie zniosłabym dziś kolejnego bicia; żeby w ogóle myśleć o ucieczce, muszę być w miarę sprawna.
Berna wkrótce wróciła z papierową torbą w ręku. Wręczyła mi ją, uściskała mocno i poprosiła, żebym o siebie dbała – zupełnie jakby wiedziała, że zamierzam uciec. Podziękowałam jej i znów zaszyłam się w piwnicy.
Nie byłam w stanie wiele zjeść; to tak, jakby mój organizm przyzwyczaił się do głodówek i odrzucał pożywienie. Z westchnieniem schowałam resztę do torby. Nikt nie mógł jej znaleźć, inaczej zostałabym surowo ukarana.
Czekałam, aż zapadnie zmrok i rozpocznie się koronacja, w głębi duszy modląc się do Księżycowej Bogini, by obdarzyła mnie siłą i odrobiną szczęścia w ucieczce z tej parszywej ziemi, która przyniosła mi jedynie cierpienie.
Aż podskoczyłam, gdy na schodach do piwnicy usłyszałam kroki. Spojrzałam w górę i zobaczyłam jednego ze strażników stada; z całej tej hierarchii strażnicy byli ciut łagodniejsi niż wilki wysokiej rangi.
"Czas na koronację. Alpha Varek życzy sobie twojej obecności niedaleko sali balowej" – zagrzmiał jego głęboki głos. Zerwałam się z miejsca i posłusznie kiwnęłam głową. Odwrócił się, a ja poszłam w jego ślady. Nie chciałam wywoływać niczyjego gniewu.
Podążałam za nim aż do miejsca uroczystości. Wystrój robił wrażenie; wejście zdobił łuk utrapiony pięknymi kwiatami, które były również rozsypane w całej sali. Wszędzie wokół gawędzili ludzie: kobiety w olśniewających, białych sukniach i mężczyźni w dopasowanych garniturach.
Zupełnie tam nie pasowałam w moich brudnych łachmanach i z potarganymi włosami. Wiedziałam, że Varek sprowadził mnie tu tylko po to, by mnie upokorzyć i pokazać, że nigdy nie zostanę jego Luną, bo jestem niczym. Czułam na sobie obrzydliwe spojrzenia; niektórzy rzucali wyzwiskami, ale przez cały czas trzymałam głowę spuszczoną. Stanęłam cicho pod ścianą, starając się wtopić w tło.
Gwar nagle ucichł. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Vareka w idealnie skrojonym, czarnym garniturze i Zaryth w krwistoczerwonej sukni z rozcięciem do uda, która uwydatniała jej wszystkie kształty.
Wyglądała przepięknie; falowane włosy opadały luźno, okalając jej idealną twarz, a delikatny makijaż tylko to podkreślał. Nie mogłam zaprzeczyć, że prezentowała się oszałamiająco. Razem wyglądali zjawiskowo, a Kallia w mojej głowie zawyła z bólu, widząc swojego przeznaczonego u boku innej wilczycy.
Podeszli na podwyższenie. Ludzie zaczęli klaskać, skupiając całą uwagę na nowej parze. Varek napotkał mój wzrok i uśmiechnął się złośliwie. Zrobiło mi się niedobrze, bo dokładnie wiedziałam, co mnie czeka, jeśli nie zdążę uciec przed końcem koronacji.
Wszyscy wpatrywali się w swoich przyszłych przywódców. Wykorzystałam ten moment, by wymknąć się z sali i opuścić dom stada. Księżyc stał wysoko na niebie, jasno oświetlając mi drogę, zupełnie jakby Księżycowa Bogini sama ją przede mną otwierała.
Ruszyłam ku granicy terytorium, skutecznie omijając patrole. Przy samych obrzeżach ochrona nie była tak rygorystyczna. Podziękowałam w duchu Księżycowej Bogini. Zanim przemieniłam się w wilka, wypowiedziałam słowa, które powinnam była rzec w chwili, gdy zorientowałam się, że on mnie nie wybierze.
Używając mojego prawdziwego tytułu, wypowiedziałam formułę: "Ja, Sylvaine Voro, córka Alphy Ariona i Luny Lyrielle ze stada Silver-veil, przyjmuję odrzucenie Vareka Draxa, syna Bety Magnusa i Bety Solary, jako jego przeznaczona i wybranka". Przez moje ciało przetoczyła się fala mocy, a w oddali usłyszałam przepełnione bólem wycie wilka.
Kallia przejęła moje ciało. Stałam się czysto białą wilczycą. Poczułam potężny przypływ energii krążącej w moich żyłach, a potem pobiegłam. Pobiegłam z całych sił i już nigdy nie spojrzałam za siebie.






