Z perspektywy Sylvie
"Ja, Varek Drax, Alpha stada Silver-veil, odrzucam cię, Sylvaine Voro, jako moją przeznaczoną i Lunę tego stada" – głos Vareka dotarł do moich uszu, a po lewym policzku spłynęła mi samotna łza. Czułam się tak, jakby ktoś żywcem wyrywał mi serce z piersi.
Dlaczego ja? Dlaczego to zawsze mnie spotyka wszystko, co najgorsze? Co takiego zrobiłam, że na to zasłużyłam? Miałam ochotę wrzeszczeć i na niego nakrzyczeć. Jestem jego przeznaczoną, zapisaną mu w gwiazdach, a on odrzuca mnie tylko dlatego, że jestem najsłabszym ogniwem stada? Kolejne łzy popłynęły mi po policzkach, gdy zobaczyłam, jak uśmiecha się na widok mojego nieszczęścia.
"Ja, Sylvaine Voro, przyjmuję..." – nie zdążyłam dokończyć zdania, ponieważ chwycił mnie za gardło, uniósł w górę i warknął mi prosto w twarz. Jego oczy zdążyły już zmienić kolor, co oznaczało, że władzę przejął jego wilk.
"Nie odrzucisz mnie, dziwko. Jestem twoim panem i to ja mówię ci, co i kiedy masz robić" – spoliczkował mnie z całej siły i rzucił na ziemię.
Z trudem łapałam powietrze, a łzy swobodnie płynęły mi po twarzy. Nigdy nie powinnam była się urodzić; w żaden sposób nie zasłużyłam na ten los.
Kallia zawyła z bólu w mojej głowie, a ja zgięłam się wpół, chwytając za klatkę piersiową. Chciałam tylko, żeby to wszystko już się skończyło. Może kiedy umrę, te wszystkie bóle po prostu znikną.
Usłyszałam nad sobą kpiący śmiech. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Zaryth. Zaryth jest córką obecnego Bety i wkrótce zostanie Luną. Jest wszystkim tym, czym ja nie jestem – ma piękne, niebieskie oczy, lśniące blond włosy, zabójcze ciało, promienną cerę, jest silna i niezwykle okrutna.
Stała tam ze swoimi popleczniczkami, patrząc na mnie z litością. Nie potrafiłam do końca zinterpretować emocji, które malowały się w jej oczach. Nagle roześmiała się i kopnęła mnie w brzuch. Pociągnęła mnie za włosy i uderzyła w twarz, sprawiając, że ponownie upadłam na podłogę.
"Naprawdę myślałaś, że mogłabyś zostać Luną? Że Varek wybierze ciebie zamiast mnie? Jesteś tylko bezwartościową suką, której nikt nigdy nie pokocha, przynosisz tylko pecha i nieszczęście ludziom wokół siebie. Jesteś dziwką, która umrze w samotności, bo nikt nie chce z tobą być" – splunęła mi w twarz i kopnęła obcasem w żebra.
Nie mogłam nic powiedzieć; uznano by to za zuchwalstwo, co tylko pogorszyłoby moją karę. Jej minionki przytrzymały mnie, a ona raz po raz uderzała mnie w twarz i zadawała ciosy w brzuch.
Śmiała się maniakalnie, podczas gdy ja krzyczałam z bólu, a łzy zalewały mi policzki. Kiedy ze mną skończyła, rzuciła mnie na ziemię tak mocno, że uderzyłam się w głowę.
Kallia milczała w mojej głowie; zawsze starała się przejąć cały mój ból, ale to znęcanie się nie miało końca. Przez osiem lat miałyśmy nadzieję, że w końcu odnajdziemy naszego przeznaczonego, naszą jedyną prawdziwą miłość obdarowaną przez Księżycową Boginię, kogoś, kto pokocha nas bezwarunkowo – bo tak właśnie robią przeznaczeni. Naprawdę liczyłyśmy, że uwolnimy się od tego niewolnictwa, ciągłych kpin i nadużyć, ale teraz wszystko to legło w gruzach.
Te wszystkie cierpienia zaczęły się osiem lat temu, kiedy moi rodzice – ówczesny Alpha i Luna stada Silver-veil – zginęli podczas ataku samotników, a winą obarczono mnie. Miałam zaledwie dziesięć lat, nie wiedziałam, co tak naprawdę się wydarzyło; w jednej chwili radośnie rozmawiałam z mamą i tatą, a w mgnieniu oka ich już nie było.
Stado zrzuciło na mnie winę i pozbawiło mnie przywilejów krwi Alphy; nie mogli pozwolić, by rządził nimi zdrajca. Do dzisiaj nie wiem, co zrobiłam źle, nie wiem, co poszło nie tak; po prostu musiałam wziąć na siebie cały ten ciężar, ponieważ obecny Alpha, który był Betą mojego ojca, tak właśnie zadecydował.
Zostałam zdegradowana do roli Omegi – najniższej rangi dla każdego wilka, co stanowi największą obelgę dla wilka z wyższych sfer. W młodym wieku stałam się niewolnicą stada; wszyscy ludzie, którzy kiedyś byli dla mnie mili, stali się moimi wrogami i traktowali mnie jak śmiecia.
"Kallio, tak bardzo mi przykro, że musimy przez to wszystko przechodzić. Gdybym tylko nie była tak słaba, gdybym umiała się o nas upomnieć. Wiem, że zawsze pragnęłaś swojego przeznaczonego, przepraszam, Kal" – szlochałam przez naszą więź myślową.
"To nie twoja wina, Sylvie. Przepraszam, że nie potrafię cię lepiej chronić. Gdybym tylko mogła się przemienić i zabrać cały twój ból" – zaskomlała smutno Kallia w mojej głowie.
Nikt nigdy nie widział Kallii; sama spotkałam ją tylko raz, i to jeszcze przed śmiercią rodziców. Jest czysto białą wilczycą o złotych oczach. Jest przepiękna, ale mama i tata powtarzali, że muszę ją ukrywać – nigdy nie powiedzieli mi, dlaczego.
Wiedziałam, że jestem wyjątkowa; mama zawsze nazywała mnie swoim "szczególnym małym wilczkiem". Inni odnajdywali swoje wilki w wieku 16 lat, Alphy w wieku 14 lat, ale ja miałam Kal od 8 roku życia. Poza tym, nigdy nie widziałam u nikogo czysto białego wilka o złotych oczach.
Wszyscy myśleli, że w ogóle nie mam wilka, i z tego powodu mną gardzili. Nie mogłyśmy się przemienić, nawet gdybyśmy chciały, bo nie miałyśmy na to siły. Jedzenia ledwie starczało, by przetrwać, a codzienne pobicia wyczerpałyby każdego wilka; dziwiłam się, że w ogóle mam jeszcze w sobie Kallię.
Nagle poczułam ogień w podbrzuszu i krzyknęłam z bólu. Ludzie mijali mnie, ale nikt nie zwracał na mnie uwagi; nikogo by nie obeszło, gdybym zmarła – oni wręcz pragnęli mojej śmierci.
Kallia zawyła z udręki w mojej głowie, gdy ból dziko rozlał się po każdej żyłach mojego ciała. Wiedziałam, że Varek już dobiera się do Zaryth. Właśnie dlatego nie pozwolił mi się odrzucić; wiedział, że będę cierpieć, jeśli będzie z inną kobietą. Świeże łzy zaczęły spływać mi po policzkach.
Słabo podniosłam się z ziemi i ruszyłam w stronę mojego pokoju w zimnej piwnicy. Ból nie ustawał; było tylko gorzej. Ledwie widziałam, dokąd idę, i dwa razy się potknęłam. Miałam ochotę zwinąć się w kłębek i umrzeć; czułam się tak, jakby w moich żyłach płynęła lawa. Zdjęłam z siebie wszystkie ubrania i położyłam się na kamiennym posłaniu, na którym zawsze spałam.
Ból powoli ustępował, a Kallia ucichła w mojej głowie. Była bardzo smutna, tak samo jak ja. Chciałam po prostu być dla kogoś ważna, nie prosiłam o wiele.
Wiedziałam, że muszę jakoś uciec z tego piekła. Znosiłam to wszystko z myślą o moim przeznaczonym, ale teraz, gdy nic tu po mnie, musiałam odejść.
Koronacja Vareka i Zaryth na nowego Alphę i Lunę odbędzie się jutro wieczorem. Muszę stąd odejść. Kallia i ja zasługujemy na coś lepszego, i muszę jej to zapewnić.
"Wytrzymaj, Kallio, wyciągnę nas stąd tak szybko, jak to możliwe, obiecuję" – powiedziałam w myślach, na co odpowiedziała cichym skomleniem, potwierdzając, że mnie usłyszała. Potem zapadłam w sen.






