Punkt widzenia Sylvie
Obudził mnie kłujący ból w boku, brzuchu i lewej nodze. Szlag, moje rany po ataku tamtego wyrzutka jeszcze się w pełni nie zagoiły. Usiadłam i zobaczyłam, że jestem zakuta w łańcuchy, srebrne łańcuchy. Oplatały moje nogi i ręce, ale nie czułam żadnego bólu.
Srebro jest szkodliwe dla wilkołaków; widziałam w mojej dawnej watasze ludzi, którzy ranili się od samego dotknięcia czystego srebra. Zgaduję, że mnie to nie dotyczy, mam szczęście.
Nie wyczuwałam w głowie obecności Kallii i wpadłam w panikę. Zawsze była cicha, ale w tym momencie wydawała się po prostu zniknąć z mojej podświadomości.
"Kal, Kallia, jesteś tam, kochana? Kallia, proszę, odezwij się. Cokolwiek, daj jakikolwiek znak, że wciąż ze mną jesteś" – zawołałam w panice przez naszą więź, a do oczu napłynęły mi łzy. Nie mogę stracić Kallii, jest jedyną istotą, jaka mi pozostała w tym okrutnym świecie. Jest częścią mnie, której nigdy nie chcę stracić.
"Próbuję się zdrzemnąć, Sylvie. Po cholerę tak krzyczysz? Trwałam w swojej postaci przez kilka dni, żeby cię chronić, a ty w zamian zakłócasz mój spokój? Niewdzięczny człowieku" – odpowiedziała żartobliwie Kallia w mojej głowie, a ja odetchnęłam z ulgą. Moje łzy wreszcie spłynęły po policzkach.
"Przestraszyłaś mnie, myślałam, że ciebie też straciłam" – zaszlochałam przez więź mentalną. Dzięki niech będą Księżycowej Bogini.
"Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo, dziewczyno. Jesteś na mnie skazana do końca życia" – powiedziała ze śmiechem w głosie, a ja też zaśmiałam się słabo. Będzie tu na zawsze, muszę przestać panikować.
"Kal, chyba mamy jakiś dziwny pociąg do ciemnych miejsc i niewoli. Znów jesteśmy zamknięte, a tym razem zakuli nas w łańcuchy" – powiedziałam z udawaną wesołością, a ona się zaśmiała. Kallia naprawdę się zaśmiała. Nie słyszałam jej pięknego śmiechu, odkąd zostałyśmy niewolnicami w Watasze Silver-veil.
"Jesteśmy intruzami, Sylvie. Nie pozwolą nam swobodnie wędrować po ziemiach watahy. Pewnie zostaniemy ukarane, gdy zjawi się Alfa, i tylko dlatego wciąż siedzimy w tym lochu" – odpowiedziała, a ja skinęłam głową. Ma rację.
"Nawet jeśli nas tu zabiją, to przynajmniej ten pierdolony skurwysyn nie odebrał nam wszystkiego. Umrzemy z nienaruszoną niewinnością; nie mogłam znieść myśli o byciu dotykaną przez tego wstrętnego potwora, który powinien spłonąć w ogniu na całą wieczność" – rzekłam z pewną dumą i poczułam, jak Kallia przytakuje.
"Dlaczego jesteś taka zrelaksowana, Kallia? Przez osiem lat nie byłaś tak spokojna i gadatliwa, czy coś mnie omija?" – zapytałam, widząc, że w ogóle nie przeszkadza jej fakt, iż jesteśmy uwięzione i w łańcuchach.
"Nie wiem, Sylvie. Po prostu czuję spokój na tej ziemi, po prostu wiem, że nie stanie nam się żadna krzywda" – odparła leniwie i znów wycofała się w głąb mojego umysłu.
Zostałam sam na sam z własnymi myślami, gdy Kallia poszła spać. Co miała na myśli? Dlaczego w tej watasze jesteśmy bezpieczne? Moje myśli pędziły z prędkością stu mil na godzinę, gdy usłyszałam kroki zbliżające się do mojej celi.
Drzwi otworzyły się i wszedł mężczyzna o wzroście około metra osiemdziesięciu. Ze względu na ciemność nie mogłam dokładnie dojrzeć jego rysów, ale widziałam, że jest dobrze zbudowany i bardzo męski.
"Widzę, że nie śpisz, wyrzutku. Zechcesz mi powiedzieć, co robisz na naszych ziemiach?" – warknął, a ja instynktownie skuliłam się w sobie. Zginę, Kallia się myliła.
Zwinęłam się w kłębek, gdy mężczyzna podszedł bliżej i spróbował mnie dotknąć. Nie mogłam na niego spojrzeć, drżałam gwałtownie i błagałam w duchu o szybką śmierć.
Co, jeśli są gorsi niż moja stara wataha? Co, jeśli zostanę tu zbezczeszczona i upokorzona? Co, jeśli Kallia się myliła i czeka nas coś gorszego niż to, przez co już przeszłyśmy? Takie myśli krążyły mi po głowie, gdy mężczyzna się zbliżał.
Zdałam sobie sprawę, że wcale mnie nie dotknął. Ośmieliłam się spojrzeć w górę i zobaczyłam tylko jego zaszklone oczy; musiał porozumiewać się z kimś przez więź mentalną. Widziałam, jak ludzie w mojej starej watasze to robili, mimo że nie miałam do niej dostępu.
Nagle odwrócił się na pięcie i wyszedł bez słowa. Odetchnęłam z ulgą i znów zaczęłam cicho szlochać. Chciałam po prostu umrzeć, życie nie było dla mnie sprawiedliwe od czasu śmierci Mamy i Taty. Dlaczego nie zabrali mnie ze sobą? Dlaczego zostawili swoją jedyną córkę w tym przepełnionym złem świecie?
Kallia nie zareagowała na to, co się działo, a ja najchętniej zdzieliłabym ją w łeb, gdybym mogła. Nasze życie wisi na włosku, a ona nadal jest taka wyluzowana i odprężona. Jaki wilk tak się zachowuje?
Nagle Kallia zaczęła kręcić się niespokojnie w mojej głowie, a ja roześmiałam się kpiąco na głos. "Teraz zdałaś sobie sprawę, że jesteśmy w niebezpieczeństwie? Przed chwilą byłaś taka wyluzowana, co się stało z twoim 'po prostu czuję spokój na tej ziemi, po prostu wiem, że nie stanie nam się żadna krzywda'? Dlaczego nagle się denerwujesz, dziewczyno?" – rzuciłam z ironią.
"Zamknij się, Sylvie. Coś się wydarzy, ale nie wiem co" – odpowiedziała, wciąż krążąc po moim umyśle.
"Ja wiem co, Kal. Zginiemy, to właśnie się wydarzy, nie dociera to do ciebie? I proszę, uspokój się, od tego ciągłego krążenia w mojej głowie zaczyna mnie boleć" – warknęłam na nią zła. Czasami bywa potwornie irytująca.
Zaledwie wypowiedziałam te słowa, poczułam najpiękniejszy zapach na świecie. Pachniało kokosem i sosnowym drewnem, i zapragnęłam zatracić się w tym zapachu na zawsze.
Moje oczy rozszerzyły się, gdy uświadomiłam sobie, że już kiedyś to czułam. Wtedy, gdy dowiedziałam się, że moim przeznaczonym jest Varek. Dostałam drugą szansę! To niezwykle rzadkie w wilczym królestwie, a ja dostałam przeznaczonego z drugiej szansy. Kallia zawyła radośnie w mojej głowie i zaczęła podskakiwać, potęgując mój ból głowy.
Do środka wszedł mężczyzna, a za nim ten, który był tu wcześniej. Stanął przede mną; dostrzegłam jego świecące, złote oczy, a Kallia wykrzyknęła w mojej głowie jedno słowo: przeznaczony.
"To ten wyrzutek, Alfo" – powiedział mężczyzna z wcześniej, a cały mój świat legł w gruzach.
Alfa? Kolejny Alfa? W jaką chorą grę pogrywa ze mną Księżycowa Bogini?
"Moja!" – jego głos zagrzmiał wokół nas, dając nam jasno do zrozumienia, że to jego wilk przejął kontrolę. Szedł w moją stronę, gdy nagle jego oczy zmieniły kolor, a on zatrzymał się gwałtownie. Wyglądał, jakby toczył ze sobą wewnętrzną walkę, po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł.
Och, wspaniale. Nasza druga szansa na miłość wcale nas nie chce. Brawo, Księżycowa Bogini.






