languageJęzyk

Rozdział 2

Autor: Aeliana Moreau22 cze 2026

  Z perspektywy Sylvie

  Obudziłam się gwałtownie, gdy poczułam na ciele wodę. Wciąż jeszcze próbowałam pojąć, skąd mogła się wziąć, gdy poczułam piekący ból na policzku. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Hadriana, najlepszego przyjaciela Vareka, stojącego nade mną z wiadrem w dłoni. Musiał wylać całe to wiadro na moją głowę.

  "Wstawaj, suko!" – warknął na mnie. Zerwałam się z posłania tak szybko, że prawie potknęłam się o własne nogi. Przypomniałam sobie, że wczorajszego wieczoru zdjęłam z siebie wszystkie ubrania, więc pospiesznie zakryłam ciało, co przypłaciłam kolejnym uderzeniem w twarz. Upadłam, uderzając głową o kamienne łóżko. Półprzytomna zasyczałam z bólu, czując lepką ciecz spływającą mi po czole.

  "Myślisz, że skoro jesteś przeznaczoną Vara, to będą cię traktować inaczej? Jesteś po prostu głupim zerem, które nigdy nie zostanie uznane. To Zaryth jest naszą Luną, a ty jesteś tylko nędzną suką, która umrze w samotności" – powiedział drwiąco, po czym kilkukrotnie mnie kopnął.

  Byłam pewna, że na moim ciele pojawiły się świeże siniaki; te, które już tam były, nadal się goiły. Muszę wydostać stąd Kal i siebie. W tym tempie niedługo umrę, jeśli czegoś z tym nie zrobię.

  "Masz dziś dużo do zrobienia. Koronujemy naszego nowego Alphę i Lunę, a wszystko musi być na to perfekcyjnie przygotowane" – szczeknął w moją stronę. Pokornie skinęłam głową, wbijając wzrok w podłogę.

  Chwycił mnie brutalnie za podbródek, zmuszając do spojrzenia mu w oczy. "Powinnaś być wdzięczna, że to ja po ciebie przyszedłem, a nie Varek. Próbowałaś uwieść każdego, kto tu zejdzie? Nikt cię nie zechce, twoje ciało nawet nie jest atrakcyjne. Ale przydałabyś się do rozładowania napięcia, żałosna mała suko" – powiedział, obmacując mnie.

  Poczułam obrzydzenie i miałam ochotę wyjść z własnej skóry, gdy mnie dotykał. Łzy lały mi się po twarzy, ale nie odważyłam się odezwać ani sprzeciwić, żeby nie ściągnąć na siebie jeszcze większych kłopotów.

  "Masz być na górze w ciągu 5 minut, suko, inaczej poniesiesz konsekwencje" – warknął i odszedł, ale przedtem wymierzył mi jeszcze jeden policzek.

  Tortury i ból nigdy się nie kończą. Kiedyś wszyscy byliśmy przyjaciółmi, aż nagle obrócili się przeciwko mnie. Chciałabym, żeby to ustało; przecież nic złego nie zrobiłam.

  Wiedziałam, że muszę wstać, zanim kara stanie się gorsza. Zawsze wstaję wcześnie; musiałam być wczoraj tak bardzo wyczerpana. Dźwignęłam się, podeszłam do miski w kącie pokoju, obmyłam twarz i założyłam brudną suknię na nagie ciało.

  Związałam moje niegdyś platynowe włosy, które teraz przybrały odcień brudnego brązu z powodu nagromadzonego w nich brudu. Odkąd zostałam Omegą, nie miałam dostępu do podstawowych udogodnień: żadnych nowych ubrań, myłam się tylko raz w tygodniu, ledwie mając wystarczająco wody, żeby umyć włosy czy choćby wyglądać znośnie. Jadłam jedynie to, co zostało po stadzie, a czasami w ogóle zabraniano mi jeść. To nie było życie, którego życzyłabym komukolwiek; nawet najbiedniejsi w stadzie tak nie żyją.

  Utykając, poszłam do kuchni, starając się ze wszystkich sił unikać członków stada, by nie narazić się tego ranka na kolejne kary czy wyzwiska. Jak na złość, w kuchni natknęłam się na obecną Lunę – matkę Vareka – oraz na Zaryth. Dyskutowały o strojach i modzie.

  Gdy tylko przekroczyłam próg pełnej ludzi kuchni, Luna Solara od razu do mnie doskoczyła i zaczęła wykrzykiwać polecenia. Zaryth wyglądała, jakby mój ból sprawiał jej przyjemność, gdy Luna wyliczała listę moich obowiązków przed dzisiejszą koronacją jej syna.

  Skinęłam głową, a ona wyszła z kuchni w towarzystwie Zaryth, uprzednio jednak "przypadkowo" wylewając napój, który piła, i rozbijając szklankę – oczywiście zostawiła to mnie do sprzątnięcia.

  Odetchnęłam z ulgą, że obie odeszły, nie uderzając mnie. Musiały być w naprawdę dobrym nastroju. Pośpiesznie zaczęłam zmywać talerze używane rano przez członków stada. Zaburczało mi w brzuchu na samą myśl o jedzeniu; nie jadłam niczego od wczorajszego popołudnia i pewnie dostanę cokolwiek dopiero wieczorem. Westchnęłam i wróciłam do pracy.

  Kolejna była sala balowa; musiałam wypucować ją na błysk, inaczej czekało mnie lanie od Luny Solary. Zabrałam się do sprzątania i uwinęłam się do południa. Następnie musiałam posprzątać cały dom stada i pod koniec pracy ledwo trzymałam się na nogach. Nienawidzę swojego życia.

  Przez cały dzień nie miałam kontaktu z Kallią; prawdopodobnie wciąż dochodziła do siebie po wczorajszej nocy. Wilk odczuwa to najbardziej, gdy jego partner uprawia seks z inną wilczycą. Było mi jej tak bardzo żal, co tylko podsycało moją determinację, by wyrwać się z tego okrutnego stada, które uznało mnie za bezwartościową.

  Słysząc głosy, wyrwałam się z zamyślenia i instynktownie skuliłam w sobie. Zbliżała się chyba pora lunchu; mój żołądek znów zaburczał, chociaż wiedziałam, że do nocy nie zobaczę ani okruszka. Wyczułam go, zanim jeszcze zdążyłam go zobaczyć. Zamamrotałam cicho, czując, że podchodzi bliżej. Nie śmiałam podnieść wzroku, by nie ściągnąć na siebie kolejnych problemów.

  Uniósł mój podbródek i spojrzał mi w oczy. Uśmiechnął się złośliwie, a zanim zdążyłam przetworzyć, co się dzieje, zadzwoniło mi w uszach. Uderzył mnie w twarz. Nic nie zrobiłam, a on mnie spoliczkował. Usłyszałam drwiące śmiechy ludzi wokół.

  "Śmiesz przebywać ze mną w tym samym pomieszczeniu i patrzeć mi w oczy, dziwko? Co ci mówiłem o braku szacunku i o konsekwencjach, jakie się z tym wiążą?" – warknął wściekle, ściskając mój podbródek tak mocno, że zaczęło mnie boleć.

  Łzy płynęły mi po twarzy, a Kallia cicho zaskomlała w mojej głowie. Jej przeznaczony wyrządzał jej krzywdę, a ona nie mogła nawet porozumieć się z jego wilczą stroną, ponieważ dla naszego bezpieczeństwa musiała pozostawać w ukryciu. Wycofała się w głąb mojego umysłu, zostawiając mnie samą naprzeciw tego potwora. Wygląda na to, że jestem teraz zdana tylko na siebie.

  "Muszę dać ci nauczkę, która raz na zawsze uświadomi ci, gdzie twoje miejsce. Nauczkę, którą powinienem dać ci już dawno. Masz być gotowa na dzisiejszą noc. Wezmę cię tak, jak będę chciał, a ty przyjmiesz to jak dziwka, którą jesteś. Upewnij się, że dobrze się umyjesz po mojej dzisiejszej koronacji; zajmę się tobą, a potem inni też będą mieli swoją kolej" – powiedział, co wywołało głośne okrzyki aprobaty w sali.

  Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Zamierzał mnie zgwałcić, miał zamiar mnie zgwałcić. Byli potwornymi ludźmi, ale nikt dotąd nie odważył się odebrać mi niewinności. Straciłam wszystko; nie mogę stracić resztek mojej godności.

  Poczułam obrzydzenie i chciało mi się wymiotować. Jak ktokolwiek mógł być tak podły i okrutny? Otwarcie zapowiedział, że mnie zgwałci, a wszyscy mu w tym dopingowali? Zaryth też tam była i najwyraźniej nie miała z tym żadnego problemu. Po prostu wspaniale.

  Powiedział, że przyjdzie zaraz po koronacji. Muszę uciec stąd jak najdalej; nie mogę tak dłużej żyć. To stado jest popieprzone, a ja odmawiam dłuższego znoszenia takiego życia. Wolałabym stać się Samotnikiem, niż zostać wśród nich – oni nie mieli żadnej litości dla kogoś, kto niegdyś należał do ich społeczności.

  Krótko potem odeszli, a ja osunęłam się na podłogę, wciąż zszokowana tym, co właśnie zobaczyłam i usłyszałam. Chciał złamać mnie do reszty, a potem oddać swoim przyjaciołom na pożarcie, żeby ostatecznie mnie upokorzyć. Nie będę czekać, aż to się wydarzy.

  Ochronię cię, Kal. Ochronię nas obie. Nie pozwolę, by ktokolwiek cię splamił, prędzej zginę podczas ucieczki – takie były moje myśli, gdy w końcu znalazłam w sobie dość siły, by wstać z podłogi i powlec się do piwnicy.

  Dziś w nocy. Muszę uciec dziś w nocy!

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki