Rozdział sto dwudziesty
•XAVIER•
Poranne słońce przedzierało się przez zasłony, rzucając miękki blask na pokój. To był ten dzień. Dzień mojego ślubu. Ta świadomość uderzyła we mnie niczym fala przypływu, przynosząc ze sobą mieszankę ekscytacji i zdenerwowania. Wziąłem głęboki oddech, próbując uspokoić bicie serca.
Stojąc przed lustrem i poprawiając krawat po raz setny, nie mogłem powstrzymać się o






