languageJęzyk

2

Autor: Winston. W16 cze 2026

Rozdział drugi

•SEBASTIAN•

– Ssij tak mocno, jak na taką zdzirę przystało – jęknąłem, gdy blondynka między moimi nogami brała mnie głęboko do gardła. Chwyciłem ją za włosy i przytrzymałem jej głowę, upewniając się, że nie drgnie, dopóki nie skończę. Jęknąłem z rozkoszy, a moje ciało przeszły dreszcze. Czułem, że orgazm jest tuż-tuż i byłem gotów dać mu upust.

Byłem już w siódmym niebie, kiedy dzwonek telefonu sprowadził mnie na ziemię. Zignorowałem go, pozwalając mu dzwonić dalej, bo nie miałem zamiaru przerywać sobie tej ekstazy z powodu jakiegoś połączenia.

– Chyba powinieneś odebrać – powiedziała blondynka, wyjmując mojego członka z ust z charakterystycznym mlaśnięciem. Mruknąłem coś niezadowolony, po czym sięgnąłem po telefon, który leżał obok. Kolejne połączenie nadeszło zaraz po tym, jak go podniosłem – na ekranie wyświetliło się imię mojej matki. Czego ona znowu chce? Mam szczerą nadzieję, że to nie to, o czym myślę.

Odebrałem i przyłożyłem aparat do ucha.

– Słucham, matko – powiedziałem.

– Cześć, synku. Co u ciebie? – zapytała.

– Wszystko w porządku, a u ciebie?

– U mnie też świetnie – odpowiedziała, po czym w słuchawce na kilka sekund zapadła cisza.

Westchnąłem, bo wiedziałam, że nie dzwoni tylko po to, by pytać o moje samopoczucie. Miała coś innego na sercu.

– Dobra, mamo... Wyduś to wreszcie – rzuciłem niecierpliwie, a ona zachichotała nerwowo.

– Seb... Kiedy w końcu przyprowadzisz jakąś kobietę, żeby poznała mnie i ojca? – zapytała, a z moich ust wyrwało się ciężkie westchnienie. Wiedziałem, że o to zapyta.

– Mamo, już to przerabialiśmy... Ile razy będziemy o tym dyskutować? – zapytałem z irytacją. – Nie planuję się żenić! Ani w tym życiu, ani w następnym.

– Ciągle to powtarzasz! – odparowała, a w jej głosie wyczułem złość. – Czy uważasz, że sypianie z niezliczoną ilością kobiet to właściwy styl życia? To jest po prostu złe!

– To moje życie, mamo. Nie mów mi, jak mam je przeżyć – wymruczałem, zaciskając zęby, by nie powiedzieć czegoś chamskiego, czego później bym żałował. – Poza tym, po co zadowalać się jedną kobietą, skoro można mieć wiele?

– Nie będziemy się o to kłócić – odetchnęła głęboko. – Przyjedź do rezydencji, ojciec i ja musimy z tobą pilnie porozmawiać.

– Czy to o małżeństwie i ustatkowaniu się? Bo jeśli tak, to noga moja tam szybko nie postanie – zapytałem wprost.

– Nie, chodzi o interesy – odrzekła krótko, a ja wypuściłem powietrze.

– Dobra... Będę za chwilę – rzuciłem i rozłączyłem się. Mój fiut już zdążył oklapnąć przez tę rozmowę, a dziewczyna, której imienia nawet nie raczyłem poznać, wciąż klęczała na podłodze między moimi nogami.

– Kontynuujemy? – zapytała, patrząc na mnie uwodzicielskimi zielonymi oczami i przygryzając czerwone, pełne usta.

– Nie, już nie mam nastroju – odparłem gderliwie i wstałem. Jej uwodzicielskie spojrzenie natychmiast zmieniło się w smutek, a na moje usta wypłynął drwiący uśmieszek.

– Nie bądź smutna. I tak się więcej nie zobaczymy – powiedziałem z rozluźnionym uśmiechem, na co zmarszczyła brwi.

– Poważnie? – parsknęła, a ja skinąłem głową. – Słyszałam o twojej reputacji playboya, ale myślałam, że mnie potraktujesz inaczej. Jaka ja byłam głupia.

– Taa, wyjątkowo głupia, jeśli myślałaś, że ustatkuję się przy tobie, skoro jest tyle innych, które jeszcze nie miały okazji mnie skosztować – przytaknąłem jej, a ona posłała mi wściekłe spojrzenie.

– Ty durny palancie... Wychodzę! – warknęła w złości i zerwała się na równe nogi. Pozbierała swoje ubrania rozrzucone na podłodze mojego gabinetu i zaczęła je pośpiesznie wkładać.

– Może chociaż weźmiesz trochę grosza? – zapytałem, a ona zmierzyła mnie morderczym wzrokiem.

– Wsadź sobie te pieniądze w dupę, skurwysynu! – syknęła i wypadła z gabinetu. Wzruszyłem ramionami, patrząc, jak wychodzi.

Wszedłem do przylegającej sypialni, którą wybudowałem, bo większość czasu spędzałem w biurze. Udałem się prosto do łazienki na szybki prysznic. Nie chciałem śmierdzieć seksem, jadąc do rodziców.

Gdy skończyłem, ubrałem nowy garnitur i poprawiłem fryzurę. Gotowy, zabrałem telefon i wyszedłem z biura.

Skierowałem się prosto do windy, która zawiozła mnie na parter. Pracownicy kłaniali mi się, a ja zaszczycałem ich jedynie paroma skinieniami głowy w ramach powitania, po czym wyszedłem z budynku.

Na parkingu od razu dostrzegłem swój samochód. Zapukałem w szybę od strony kierowcy, która po sekundzie zjechała w dół, ukazując twarz mojego szofera.

– Otwórz drzwi, wyjeżdżamy – poleciłem, a on przytaknął.

– Otwarte, proszę pana – powiedział Sawyer. Otworzyłem tylne drzwi i wślizgnąłem się do środka.

– Dokąd jedziemy, szefie? – zapytał, odpalając silnik.

– Do rezydencji rodziców – odparłem, a on skinął głową i wyjechał z terenu firmy.

Jakieś dwadzieścia minut później Sawyer zatrzymał samochód.

– Jesteśmy na miejscu, szefie – oznajmił, a ja westchnąłem. Wysiadłem i rozejrzałem się po dobrze znanej okolicy, w której dorastałem. To miejsce przywoływało mnóstwo wspomnień z dzieciństwa.

Minęło kilka miesięcy, odkąd ostatnio odwiedziłem rodziców. Odizolowałem się we własnej rezydencji, by uniknąć ich gadek o małżeństwie, zwłaszcza matki, która wykorzystywała każdą okazję, by przypomnieć mi o żeniaczce i o tym, że się starzeje i chciałaby zobaczyć wnuki przed śmiercią.

Idąc w stronę drzwi wejściowych, zauważyłem, że służby, która zazwyczaj krząta się po posiadłości, nie ma na posterunku. Rodzice musieli wysłać ich do domu na weekend.

Otworzyłem drzwi i wszedłem bez pukania czy dzwonienia. Przeszedłem do salonu i zastałem matkę i ojca siedzących na kanapie, jakby już na mnie czekali.

– Cześć, staruszki! – zawołałem, podchodząc do nich i ściskając ich mocno.

– Cześć, synku. Jak się czujesz? Dobrze jesz? Nie przepracowujesz się jak zwykle? Wyglądasz mi na mizernego... Nakarmię cię porządnie, zanim wyjedziesz – matka natychmiast zasypała mnie pytaniami, lustrując moją twarz i sylwetkę, a ja tylko jęknąłem na ten jawny pokaz matczynej czułości.

– Wszystko gra, mamo. Przestań mnie traktować jak niemowlaka! – jęknąłem.

– Oj, ucisz się. Dla mnie zawsze będziesz dzieckiem, nieważne ile będziesz miał lat – ucięła, a ja mruknąłem coś niezrozumiałego pod nosem.

W tym momencie usłyszałem za sobą cichy chichot. Natychmiast się odwróciłem, by sprawdzić, kto to.

Zobaczyłem starsze małżeństwo, mniej więcej w wieku moich rodziców, siedzące na innej kanapie i przyglądające się tej scenie między mną a matką. Nawet ich nie zauważyłem, kiedy wszedłem.

– Kto to jest? – szepnąłem do ojca, który stał obok.

– Sebastianie, poznaj Eleanor i Alistaira Hollowayów. Eleanor, Alistairze, to Sebastian – przedstawił nas ojciec, po czym wszyscy uścisnęliśmy sobie dłonie.

– Dobra, mamo, tato... Co to za pilna sprawa, o której mieliśmy rozmawiać? – zapytałem, gdy już usiedliśmy.

– Cóż... Wychodzisz za mąż – powiedział ojciec, a ja spojrzałem na niego, jakby mówił w jakimś obcym języku. Parsknąłem rozbawiony i niedowierzający, czując pokusę, by wybuchnąć śmiechem.

– Żartujesz, prawda? – zachichotałem. – Nie przypominam sobie, bym przyprowadzał tu jakąś kobietę i ogłaszał ją swoją żoną.

– To dlatego, że to my wybraliśmy kobietę, z którą się ożenisz – wtrąciła matka, a ja gapiłem się na nich, jakbym widział ich pierwszy raz na oczy.

– Oboje sobie stroicie żarty, tak? Nie możecie wybrać mi żony; jestem dorosłym facetem i sam podejmuję decyzje! – krzyknąłem, wstając. – To nie XVIII wiek, żebyście wybierali partnerów dla swoich dzieci!

– Nie podnoś na nas głosu, młody człowieku! – uciął ojciec, również wstając, a ja niechętnie zamknąłem usta. Gniew ojca nie był czymś, co miło się oglądało.

– Od dłuższego czasu zachowujesz się nieodpowiedzialnie i to już wymyka się spod kontroli! – oświadczył. – Mamy tego dość! Ożenisz się z dziewczyną, którą dla ciebie wybraliśmy, albo będziemy zmuszeni odebrać ci firmę.

Moje oczy rozszerzyły się z szoku na te słowa.

– Nie możecie mi odebrać firmy – prychnąłem, a na jego twarzy pojawił się drwiący uśmieszek.

– Jeśli nie pamiętasz, to ci przypomnę. Nie masz pełnej własności nad tą firmą, dopóki się nie ożenisz i ja nie podpiszę odpowiednich dokumentów. Czy to jasne?! – rzucił, a moje ramiona opadły w poczuciu klęski. Miał rację.

– To nie fair... To w ogóle nie jest fair! – powiedziałem spokojnie, choć w środku gotowałem się z wściekłości.

– Proszę cię... Trzeba było coś zrobić, synu. Inaczej twoja rozwiązłość doprowadziłaby nas do ruiny – stwierdziła matka. – Powinieneś być wdzięczny, że znaleźliśmy ci porządną i odpowiedzialną dziewczynę. Może ona zdoła sprawić, że przestaniesz zachowywać się jak gówniarz.

Zachichotałem na to stwierdzenie. Żadna kobieta nie mogła mnie zmienić. Ślub z tą dziewczyną nie powstrzyma mnie przed pieprzeniem się na boki.

– Cóż, skoro twierdzicie, że się ożenię, to gdzie jest moja wybranka? Nie widzę tu żadnej młodej kobiety – powiedziałem po kilku sekundach ciszy.

Pani Holloway otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale przerwało jej otwarcie drzwi wejściowych.

W tym momencie do środka weszła olśniewająca kobieta, a ja oniemiałem z zachwytu nad jej urodą. Wyglądała jak prawdziwa bogini. Na jej widok dosłownie opadła mi szczęka.

– Cześć! Przepraszam za spóźnienie, coś mnie zatrzymało – zawołała melodyjnym głosem. Przysięgam, jej głos coś we mnie poruszył. Do jasnej cholery!

– Świetnie! Jesteś w samą porę... Cóż, synu, to jest dziewczyna, z którą się ożenisz.

Najnowszy rozdział

Łączna liczba rozdziałów: 100

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: 2 - Zbuntowana żona miliardera playboya | StoriesNook