Rozdział dziewięćdziesiąty szósty
•VIVIENNE•
Poranne słońce wyjrzało zza zasłon, rzucając delikatny blask na pokój. Mrugałam powoli, pozwalając, by ogarnął mnie spokój tej chwili. Ramię Sebastiana spoczywało opiekuńczo na mojej talii, a jego miarowy oddech tworzył kojący rytm tuż obok mnie. Te pogodne poranki stały się rzadkimi skarbami pośród zawirowań naszego życia.
Wyślizgując się delikatnie z






