Rozdział dziewięćdziesiąty piąty
•VIVIENNE•
Promienie słońca delikatnie przesączały się przez zasłony, kładąc ciepły blask na sypialnię. Przeciągnęłam się leniwie, rozkoszując się tą rzadką chwilą spokoju. Sebastian leżał obok mnie, a jego oddech był miarowy i spokojny. Te ciche poranki stały się dla mnie niezwykle cenne, stanowiąc jaskrawy kontrast dla chaosu, z którym musieliśmy się niedawno mie






