languageJęzyk

1

Autor: Winston. W16 cze 2026

Rozdział pierwszy

•VIVIENNE•

„Ubijam, mieszam, smaki boskie niosę, pyszne danie pichcę, podniebienia pieszczę...” – podśpiewywałam podekscytowana, rozwałkowując ciasto i wycinając z niego idealne kształty. Przygotowywałam domowy makaron, by zaskoczyć mojego chłopaka; dzisiaj była nasza trzecia rocznica i chciałam świętować ją razem z nim.

Właśnie wrzucałam pokrojone kluski do garnka z wrzącą wodą, gdy usłyszałam otwieranie drzwi. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech – wiedziałam, że to Malachi. Zamknęłam drzwi od środka, a on był jedyną osobą, która miała zapasowy klucz.

Wytarłam ręce w serwetkę i wyszłam z kuchni, by go powitać, ale gdy tylko weszłam do salonu, widok, który zastałam, sprawił, że zamarłam w bezruchu.

Malachi, absolutna miłość mojego życia, splatał się w uścisku z kobietą, która nie była mną, i oboje namiętnie się pożerali. Jego język tkwił głęboko w jej gardle, a ich dłonie już zaczęły zdzierać z siebie ubrania.

– Argh! – krzyknęłam na ten widok, a oni natychmiast odskoczyli od siebie. Na twarzy kobiety pojawiło się przerażenie, podczas gdy Malachi wyglądał na niewzruszonego, jakby zupełnie nic go to nie obchodziło.

– Co ty tu robisz? Nie powinnaś być w pracy czy coś? – zapytał Malachi, wciąż kompletnie nie przejęty faktem, że przyłapałam go na obściskiwaniu się z inną.

– Powiedziałeś mi, że jej tu nie będzie! – wrzasnęła na niego kobieta, pospiesznie próbując naciągnąć na siebie sukienkę. Przyjrzawszy się jej bliżej, zrozumiałam, że to jego koleżanka z pracy – ta sama, która ciągle z nim flirtowała i o którą kazał mi się „nie martwić”.

– Pytałem: co ty tu robisz? Powinnaś być w pracy... – powtórzył Malachi, a ja spojrzałam na niego, prostując ramiona.

– Cóż, byłabym tam, gdybym nie próbowała przygotować dla nas specjalnej kolacji z okazji naszej rocznicy – odparłam.

– Ach, to dzisiaj? Nie miałem pojęcia – wymruczał pod nosem, po czym usiadł na kanapie i dał kobiecie znak, by usiadła mu na kolanach. Zrobiła to, a oni zaczęli się całować, jakby mnie tam w ogóle nie było.

– Czy ty oszalałeś, Malachi?! – zażądałam odpowiedzi spokojnym głosem, choć w środku aż się we mnie gotowało.

Widząc, że żadne z nich mnie nie słucha, podeszłam bliżej i chwyciłam kobietę za włosy. Praktycznie ściągnęłam ją z jego kolan, a ona krzyknęła z bólu, bo mój uścisk był bardzo mocny.

– Mówię do ciebie! – wrzasnęłam do Malachiego, odpychając kobietę na bok.

– Słyszę cię doskonale. Nie potrafisz zrozumieć aluzji? Nie kocham cię i im szybciej to do ciebie dotrze, tym lepiej dla ciebie! – odkrzyknął, a ja cofnęłam się o krok, zszokowana.

– Co powiedziałeś? – zapytałam cicho, ale mnie usłyszał.

– Powiedziałem, że cię nie kocham! Byłem z tobą tylko dlatego, że twoi starzy są bogaci, ale teraz widać jak na dłoni, że nic od nich nie dostaniesz, skoro ze wszystkiego zrezygnowała bo mnie „kochałaś”. Jesteś głupia, Vivienne. Tak strasznie głupia i naiwna – perorował. Bez namysłu podeszłam do niego i wymierzyłam mu policzek. Malachi nie pozostał dłużny – uniósł prawą rękę i z całej siły uderzył mnie w lewy policzek. Siła ciosu powaliła mnie na ziemię.

Chciałam wstać i dojść do siebie, ale nie dał mi szansy; pochylił się nade mną i zaczął zasypywać mnie gradem ciosów i uderzeń. Próbowałam osłaniać twarz rękami. Próbowałam mówić, błagać go, żeby przestał, ale on nie słuchał. Ale czego innego mogłam się spodziewać? Zawsze taki był – bił mnie, gdy tylko kwestionowałam jego autorytet lub próbowałam pyskować, a ja to znosiłam, bo wierzyłam, że mnie kocha. Po wszystkim zawsze mnie błagał o wybaczenie, a ja go przyjmowałam, bo myślałam, że jest moją bratnią duszą. Jakże byłam zaślepiona. Ale to... to była kropla, która przelała czarę.

Przestałam błagać i się bronić, pozwoliłam mu po prostu dalej mnie bić. Nagle przestałam czuć uderzenia, a moje oczy się zamknęły. Widziałam tylko czerń i poddałam się ciemności, która mnie pochłonęła.

|TERAŹNIEJSZOŚĆ|

Pukanie do drzwi sypialni nagle wyrwało mnie z zamyślenia. Zamrugałam, próbując odzyskać panowanie nad sobą. Nie wiedziałam, co sprawiło, że wspomniałam tę część siebie, którą tak usilnie starałam się pogrzebać.

Rozległo się drugie pukanie, więc odezwałam się: – Proszę wejść!

Drzwi otworzyły się i do środka weszła pokojówka z lekko pochyloną głową.

– O co chodzi? – zapytałam, gdy zatrzymała się kilka kroków od mojego łóżka.

– Państwo prosili, bym przekazała, że chcą się z panią widzieć. Mają do omówienia coś ważnego, proszę pani – powiedziała uprzejmie, a ja westchnęłam.

– Teraz? – dopytałam, a ona skinęła głową.

– Tak, proszę pani. Natychmiast. Miałam polecenie, by panią od razu zaprowadzić do salonu – odpowiedziała, na co jęknęłam cicho.

– Dobrze, chodźmy – wymruczałam, wstając z łóżka i wsuwając stopy w puszyste kapcie. Nie mogłam przestać się zastanawiać, co takiego ważnego chcą mi powiedzieć, że kazali pokojówce mnie dopilnować.

Po dwóch minutach dotarłyśmy do salonu. Pokojówka ukłoniła się i wyszła. Moja matka i ojciec siedzieli na kanapie, czekając na mnie.

– Cześć, mamo. Cześć, tato – przywitałam się, siadając na kanapie naprzeciwko nich.

– Hej, Vivi. Musimy o czymś porozmawiać – powiedzieli jednocześnie, jakby to zaplanowali.

– Em... Jasne. O czym chcecie rozmawiać? – dopytywałam, opierając się o oparcie kanapy i krzyżując ramiona.

Wymienili spojrzenia; miałam wrażenie, że komunikują się telepatycznie. Wpatrywałam się w nich zdezorientowana, czekając, aż powiedzą mi, o co chodzi.

W końcu tata westchnął i odchrząknął. – Vivi... wychodzisz za mąż.

Wpatrywałam się w niego w milczeniu, chichocząc pod nosem i czekając, aż powie, że to żart, ale na jego twarzy nie było ani śladu rozbawienia. Nie żartował.

– Co powiedziałeś? – zapytałam, chcąc się upewnić, czy dobrze usłyszałam.

– Wychodzisz za mąż, Vivienne – powtórzyła mama. Spojrzałam na nich z zaskoczeniem, mrugając szybko, by sprawdzić, czy nie obudzę się z tego dziwnego snu. Modliłam się, by to był sen.

– Za mąż? Za kogo? Nie mam nawet chłopaka, a co dopiero narzeczonego – powiedziałam i wybuchnęłam pozbawionym emocji śmiechem.

– Wiemy o tym. Wyjdziesz za Sebastiana Thorne'a, dziedzica THORNE GLOBAL – oświadczył tata, a ja parsknęłam.

– Co to ma, do jasnej cholery, być? Dlaczego miałabym wyjść za kogoś, kogo w życiu na oczy nie widziałam? Równie dobrze może być seryjnym mordercą!

– Nie jest nim. I nie musisz być z nim w związku przed ślubem, ponieważ robisz to dla naszej firmy. Wiesz, że przechodzimy teraz trudne chwile.

– Skąd ta pewność, że wyjdę za zupełnie obcego faceta z powodu waszej firmy? Niespecjalnie mnie ona obchodzi i dobrze o tym wiecie.

– Zrobisz to, bo tak ci każemy. Jeśli nie posłuchasz, będziemy zmuszeni wyrzucić cię z domu i zablokować wszystkie twoje karty. Nie wyniesiesz stąd ani grosza – powiedziała mama, a moje oczy rozszerzyły się z przerażenia.

– Nie możecie tego zrobić! – krzyknęłam.

– O, uwierz mi, że mogę. Patrz i wyciągaj wnioski – odpowiedziała chłodno.

– Ale to nie ma sensu! – próbowałam oponować, ale ona nie dawała za wygraną.

– Odkąd się urodziłaś, pierwszy raz prosimy cię, byś zrobiła coś dla nas, a ty odmawiasz. Jeśli uważasz, że nie dasz rady, to po prostu wynoś się z naszego domu i niech to będzie jasne, że nie mamy dziecka! – wrzasnęła mama, a w moich oczach stanęły łzy. Nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam płakać.

– Zrobię to – powiedziałam szeptem.

– Słucham? – zapytała mama, a ja pociągnęłam nosem.

– Powiedziałam, że to zrobię! – krzyknęłam, a na jej twarzy wykwitł szeroki uśmiech.

– Grzeczna dziewczynka. Podjęłaś właśnie najlepszą decyzję w życiu – wyszczerzyła zęby. – Natychmiast poinformuję państwa Thorne o naszej decyzji.

Mama i tata wyszli z salonu, a ja zostałam na kanapie, rozmyślając o tym, co się właśnie wydarzyło.

Najnowszy rozdział

Łączna liczba rozdziałów: 100

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 1: 1 - Zbuntowana żona miliardera playboya | StoriesNook