Stasia
Kilka głośnych puknięć do drzwi wyrwało mnie z głębokiego snu. Próbowałam otworzyć oczy, podczas gdy łomot stawał się coraz silniejszy, co powoli doprowadzało mnie do szału, zwłaszcza że mój budzik jeszcze nie zadzwonił.
– Kto tam? – zapytałam z łóżka, nie mając zamiaru otwierać drzwi, chyba że sprawa była niecierpiąca zwłoki.
– Otwieraj drzwi, Sasza.
Usłyszałam głos taty po drugiej stronie






