Stasia
– Wes, odbierz ten telefon! – powtarzałam w kółko, próbując dostrzec, czy widzi mnie z dołu drogi. Dzwoniłam do niego od dziesięciu minut, ale nie odbierał, co nie miało sensu, bo zazwyczaj wieczorami był wolny.
Weston, czyli Wes, był moim przyjacielem, odkąd poszłam na uniwersytet. Był pierwszą osobą, która postanowiła do mnie zagadać, bo – jak twierdził – chciał „zaczerpnąć trochę mojej a






