Alaric i ja usiedliśmy na schodku prowadzącym z jego werandy do ogrodu. Skwar dnia ustąpił miejsca chłodniejszemu powietrzu, do pełni księżyca brakowało tygodnia, a strumień płynął spokojnym nurtem. Jedząc, nie odzywaliśmy się do siebie. Byliśmy przyzwyczajeni do swojego towarzystwa i była to bardzo komfortowa cisza.
"Czy to były udane urodziny?" – zapytał mnie, kiedy oboje skończyliśmy nasze porc






