– Idę. – Ramzes stał w pełni ubrany, gotowy pójść z nami na stadion na siódmą grę.
– Ramzes – powiedziałam.
– Nie. Nic mi nie jest. Moje ramię nie boli, jestem trochę spięty, ale to mnie nie powstrzyma. Lepiej, żebyście wykorzystali mnie w osiemdziesięciu procentach, niż gdyby miało zabraknąć nam wilka – upierał się. Miałem już odesłać go z powrotem do łóżka, kiedy Cami położyła dłoń na moim rami






