Martin był uwięziony na tratwie dryfującej po trzęsawisku.
Jego twarz była umazana błotem i potem, wykrzywiona szaleństwem zrodzonym z desperacji.
Gdy otoczyła go policja, a lufy broni i snopy latarek skierowano w jego stronę, szarpnął głową do góry i wydał z siebie ochrypły, szaleńczy ryk. "Niemożliwe! Jak... jak tak szybko mnie znaleźliście?"
Theo wystąpił naprzód na twardy grunt, unosząc rękę,






