„Pozwoliłem mu żyć, a ty nie opuścisz tej posesji” – powiedział przez zaciśnięte zęby. Szybko skinęłam głową, patrząc na Toma. Wyraźnie się odprężył, gdy Theo go puścił, popychając w stronę samochodu.
„Skąd mam wiedzieć, że go nie zabijesz, kiedy go odwieziesz?” – zapytałam, przerażona, że jeśli Theo zabierze go do domu, po drodze wpadnie w szał i zamorduje mojego przyjaciela.
„Odwiozę go do domu






